26.12.2022, 20:30 ✶
Prawdą było, że z tej trójki to Anna wydawała się tutaj najcieplejszą osobą. I jednocześnie najspokojnieszą – kiedy tak miała okazję spoglądać na Sauriela, pełnego siebie Eryka i teraz na nią, przepraszającą za syna. Przyznającą, że miała sporo na głowie i że się niepokoiła. Pamiętała też, pomimo własnego szoku, jak rozpromieniała, kiedy pochwaliła jej bukiet.
- Krytyczny okres wychowania często przypada na lata szkolne, a wtedy kontakt z rodziną jest minimalny. Naprawdę, proszę tak nie myśleć o sobie – często nauki rodziców swoje, a potem dzieciak wpadał do Hogwartu, poznawał inne takie urwisy i wychowywał się z nimi. Nauczyciele robili co mogli, były punkty, były nagrody, były kary – ale umówmy się, to znajomi mieli największy wpływ. To w połączeniu z rozwijającym się charakterem i emocjonalnością no i… tak właśnie dorastali. Victoria od małego była zdyscyplinowana, ale to była też jej cecha charakteru, którą łatwo było pielęgnować. Ale nie każdy taki był i nie była to wina rodziców. Tak przynajmniej uważała.
- O tak, bardzo chętnie – te wszystkie spotkanka towarzyskie były nieuniknione, ale jakoś perspektywa spędzenia czasu z panią Rookwood wydawała się akurat całkiem miła, w przeciwieństwie do innych spotkań. I perspektyw. - Przy okazji muszę powiedzieć, że bukiet nadal wygląda zjawiskowo. Rzuciłam na niego zaklęcie, żeby kwiaty nie więdły w wazonie – a ona o nie dbała. Może i nie wymagały wiele uwagi, ale mimo wszystko… Liczyła się też intencja i pamięć.
- Dobry wieczór – prawie go nie poznała. Prawie. W garniturze prezentował się kompletnie inaczej! Zdziwiła się, ale nie była w stanie przedzawałowym. Uniosła brwi z zdziwieniu, ale… musiała przyznać, że jakoś ten wizerunek znacznie bardziej pasował do jego osoby. Do jego charakteru, stylu wysławiania się i ogólnej złości. Była w tym pewna niechlujność, ale nie ta, która doprowadziłaby Victorię do szału. - Niee, na herbatę nie. Już pani Anna mnie zapraszała – uśmiechnęła się do kobiety. - Ale mogłabym skorzystać z łazienki? – tu zwróciła się znowu do kobiety, bo już uznała, że Sauriela nie ma się co pytać. Tę krótką chwilę poczeka. Bo Victoria chciała bardzo szybko zmienić ubranie na nieco bardziej zużytą, czarną sukienkę z koronkami, rozpuścić włosy, które do tej pory państwo Rookwood podziwiali spięte, nieco je zmierzwić i czarną kredką do oczu rozdymić okolicę oczu. To w połączeniu z cieniami pod oczyma, których dzisiaj nie zamaskowała, powinno zrobić odpowiedni efekt. Nie chciała tak wychodzić z Ministerstwa, przykułaby zbyt wiele spojrzeń. A skąd miała suknię? Nie trzymała jej w torebce na wszelki wypadek – pożyczyła ją dzisiaj od koleżanki z pracy, kiedy już dostała zielone światło.
Tak gotowa pożegnała się z panią Anną i wyszła z rezydencji. I dopiero kiedy się trochę oddalili to poinformowała Sauriela o ustaleniach i jaka będzie jej rola w tym wszystkim.
- Mogę tak być? – zapytała go na koniec, mając na myśli oczywiście swój ubiór i ogólnie wizerunek.
- Krytyczny okres wychowania często przypada na lata szkolne, a wtedy kontakt z rodziną jest minimalny. Naprawdę, proszę tak nie myśleć o sobie – często nauki rodziców swoje, a potem dzieciak wpadał do Hogwartu, poznawał inne takie urwisy i wychowywał się z nimi. Nauczyciele robili co mogli, były punkty, były nagrody, były kary – ale umówmy się, to znajomi mieli największy wpływ. To w połączeniu z rozwijającym się charakterem i emocjonalnością no i… tak właśnie dorastali. Victoria od małego była zdyscyplinowana, ale to była też jej cecha charakteru, którą łatwo było pielęgnować. Ale nie każdy taki był i nie była to wina rodziców. Tak przynajmniej uważała.
- O tak, bardzo chętnie – te wszystkie spotkanka towarzyskie były nieuniknione, ale jakoś perspektywa spędzenia czasu z panią Rookwood wydawała się akurat całkiem miła, w przeciwieństwie do innych spotkań. I perspektyw. - Przy okazji muszę powiedzieć, że bukiet nadal wygląda zjawiskowo. Rzuciłam na niego zaklęcie, żeby kwiaty nie więdły w wazonie – a ona o nie dbała. Może i nie wymagały wiele uwagi, ale mimo wszystko… Liczyła się też intencja i pamięć.
- Dobry wieczór – prawie go nie poznała. Prawie. W garniturze prezentował się kompletnie inaczej! Zdziwiła się, ale nie była w stanie przedzawałowym. Uniosła brwi z zdziwieniu, ale… musiała przyznać, że jakoś ten wizerunek znacznie bardziej pasował do jego osoby. Do jego charakteru, stylu wysławiania się i ogólnej złości. Była w tym pewna niechlujność, ale nie ta, która doprowadziłaby Victorię do szału. - Niee, na herbatę nie. Już pani Anna mnie zapraszała – uśmiechnęła się do kobiety. - Ale mogłabym skorzystać z łazienki? – tu zwróciła się znowu do kobiety, bo już uznała, że Sauriela nie ma się co pytać. Tę krótką chwilę poczeka. Bo Victoria chciała bardzo szybko zmienić ubranie na nieco bardziej zużytą, czarną sukienkę z koronkami, rozpuścić włosy, które do tej pory państwo Rookwood podziwiali spięte, nieco je zmierzwić i czarną kredką do oczu rozdymić okolicę oczu. To w połączeniu z cieniami pod oczyma, których dzisiaj nie zamaskowała, powinno zrobić odpowiedni efekt. Nie chciała tak wychodzić z Ministerstwa, przykułaby zbyt wiele spojrzeń. A skąd miała suknię? Nie trzymała jej w torebce na wszelki wypadek – pożyczyła ją dzisiaj od koleżanki z pracy, kiedy już dostała zielone światło.
Tak gotowa pożegnała się z panią Anną i wyszła z rezydencji. I dopiero kiedy się trochę oddalili to poinformowała Sauriela o ustaleniach i jaka będzie jej rola w tym wszystkim.
- Mogę tak być? – zapytała go na koniec, mając na myśli oczywiście swój ubiór i ogólnie wizerunek.