24.05.2024, 15:25 ✶
Południowe stragany – Biżuteria Viorici
[TLDR: Bren ciągnie ze sobą Heather i Camerona, i kupuje rzeczy na stoisku Vior.]
- Beltane było przerąbane, Litha dziwna, może do trzech razy sztuka - oświadczyła Brenna, przemieszczając się pomiędzy straganami ze swoją córką i swoim przyszłym zięciem z Heather i Cameronem. Mimo optymistycznych słów (i tego, że faktycznie problemów spodziewałaby się raczej w Samhain: wtedy, kiedy ponoć dało się odwrócić stan Zimnych... i kto wie, co jeszcze) ciemne oczy kobiety co rusz wodziły po stoiskach i ludziach, którzy się pomiędzy nimi przemieszczali. Nie panował tu może taki tłum, jak zwykle na Polanie Ognia, ale i tak przyszło sporo osób. Więcej niż Brenna by się spodziewała. I chyba podświadomie spodziewała się kłopotów. Sama nie zdawała sobie z tego sprawy, ale prawą dłoń wciąż trzymała w pobliżu kieszeni, gotowa sięgnąć po różdżkę. Sam fakt, że poprzedniego wieczora tkwiły w ciemnościach Podziemnych Ścieżek, i myśl o wszystkim, co czekało ich w najbliższych dniach, tylko pogłębiały pewien niepokój, szarpiący Brenną. A przecież zwykle była raczej dość spokojna. Lubiła Lammas, lubiła wszystkie sabaty, ale Lammas w Londynie było wyznacznikiem pewnej… nienormalności i sprawiało, że trudno było się jej po prostu beztrosko bawić.
W drugiej kieszeni miała portfel, a w nim ledwo parę sykli – ot tak na dwa – trzy drobne zakupy. Więcej pieniędzy trzymała w kieszeni wewnętrznej, nie chcąc, by te padły ofiarą złodziejaszków.
– Chcecie dziś kupić coś konkretnego? – zapytała jeszcze, bo niby zamierzała głównie obserwować, ale mogła zaopatrzyć się w parę prezentów dla znajomych. Sama mijała stragany początkowo bez większego zainteresowania ich zawartością, bo przecież tak naprawdę niczego nie potrzebowała, raczej bardziej skupiona na ocenianiu ewentualnych możliwości ewakuacji, rozstawienia sceny, wejść do pobliskich budynków. Dopiero gdy o to spytała, opuściła wzrok na przedmioty rozstawione na najbliższym straganie: okazało się, że była to biżuteria. Nie planowała tu początkowo niczego kupować, ale jej spojrzenie skupiło się na moment na broszkach ze zwierzakami…
Przyjrzała się im, sprawdzając, czy nie ma jakiejś z krukiem albo z krogulcem – jeżeli tak, wyciągnęła ten portfel, aby kupić je obie. Jeżeli takich nie było, zadowoliła się na razie wisiorkiem z kłosem, chowając zdobycz też w jednej z licznych ze swoich kieszeni.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.