Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Eutierria - 24.05.2024

adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I
Rozliczono - Piszę, więc jestem - Lyssa Mulciber
Rozliczono - Alexander Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Olivia Quirke - osiągnięcie Badacz Tajemnic

1 sierpnia 1972

Rozpoczyna się święto żniw!
Do rozgrywki zostają zaproszeni wszyscy aktywni gracze pod warunkiem przeczytania zasad umieszczonych w temacie wydarzenia w szpalcie i zastosowania się do nich. Poniższy tekst zawiera ogólny opis wydarzenia oraz panującego na nim nastroju.

Całość wydarzenia ma miejsce na placu mieszczącym się mniej-więcej w połowie długości ulicy Pokątnej. Postacie znają je doskonale - kojarzy się ono z kiermaszami z okazji Yule, podczas którego w samym jego centrum rozstawione jest świąteczne drzewko. Lammas jest świętem żniw - umiejscowienie kiermaszu w centrum miasta jest czymś mocno nietypowym, ale po zdarzeniach podczas Beltane i Lithy nikogo szczególnie nie dziwi brak organizacji większego sabatu poza obrzeżami Londynu. Większość czarodziejów postanowiła w tym roku nie opuszczać stolicy - świętują w swoich mieszkaniach lub odpoczywają - kiermasz nie cieszy się więc wielkim zainteresowaniem, ale nie można zaliczyć go do wydarzeń nieudanych - wszyscy bawią się dobrze, a do stoisk czasami tworzą się większe kolejki, chociaż niemalże nikt nie decyduje się na biesiadowanie cały dzień - postacie niezależne trafiają tu zwykle przelotem.

Wydarzenia nie zorganizowali Macmillanowie, lecz lokalni artyści i rzemieślnicy przy wsparciu budżetu Ministerstwa. W tłumie da się zobaczyć kilka umundurowanych postaci na służbie, a stragany i miejsca za sceną mają założone magiczne zabezpieczenia. Był reklamowany żółto-brązowymi plakatami rozwieszonymi w najbardziej uczęszczanych miejscach Magicznych Dzielnic i w przerwie reklamowej Rozgłośni Nottów. Czasami da się jednak usłyszeć, że ktoś kompletnie nie spodziewał się napotkania kiermaszu po wyjściu z mieszkania. Najbardziej zmieszani wydają się być mieszkańcy kamienicy, których okna przysłoniły tło sceny i namiot pełniący funkcję garderoby dla zaangażowanych w przedstawienia. Mimo kilku powodów do narzekania zabawa trwa i jest niezwykle jak na ostatnie miesiące spokojna.


Grywalna przestrzeń
Pisząc wiadomości fabularne w wątku, gracze mają obowiązek umieścić na górze posta informację, w jakim miejscu grywalnej przestrzeni znajduje się prowadzona przez nich postać. Tocząc rozmowy i wchodząc w interakcje z otoczeniem, należy mieć na uwadze, że obserwatorami stają się wszystkie postacie znajdujące się w tym samym miejscu. Postacie znajdujące się na scenie widziane i słyszane są przez wszystkie inne postacie znajdujące się w wątku. Dla ułatwienia przygotowałam mapę.

I. Scena -  Sama scena wyróżnia się nietypowym kształtem przypominającym nieco zaostrzoną podkowę. Poza tym jest nieszczególnie zaskakująca - złożony z szeregu desek podest spełnia swoją rolę... i tyle. Zaraz za nią stoją dwie olbrzymie tablice wsparte drewnianymi palami. Wymalowane w słoneczniki i przepiękne, niebieskie niebo, stanowią tło dla wszystkich przedstawień. Na scenę da się wejść zarówno z widowni (po schodach na samym środku) jak i z odgrodzonej strefy za nią (wspinając się po małych, wąskich schodkach po prawej stronie).

II. Za sceną - Przestrzeń za sceną została wydzielona żółtymi tasiemkami z napisem „brak przejścia”, stanowi bowiem miejsce odpoczynku i przygotowań postaci zaangażowanych w przedstawienia i organizację straganów. Znajdują się tam dwa średniej wielkości namioty (powiększone w środku), w których umieszczono garderoby, ławki, a także skromny poczęstunek. W środku nie jest aż tak głośno jak na zewnątrz - dzięki temu uszy strudzonych i zmęczonych organizatorów mogą odpocząć.

III. Widownia - Jako widownię uznaje się przestrzeń pomiędzy sceną, straganami i strefą gastronomiczną, niezależnie od tego czy postacie są zaangażowane w oglądanie przedstawienia.

IV. Północne stragany - Są to stragany prowadzone przez postacie niezależne - ich zawartość można wymyślać i opisywać wedle własnego uznania (i zdrowego rozsądku). Niedaleko za nimi ulokowane zostały publiczne ubikacje.

V. Południowe stragany - Południowe stragany to przestrzeń zorganizowana przez postacie graczy, a także specjalne stragany mistrza gry, przy których odbywają się losowania związane z bonami odebranymi z okazji minionego wydarzenia.


VI. Strefa gastronomiczna - Mieści się naprzeciwko sceny i składa się z wielkiego, drewnianego podestu, w którego centrum umieszczono bar obsługiwany przez różne postacie graczy i postacie niezależne. W strefie gastronomicznej postacie mogą usiąść przy numerowanych stolikach (ich numer należy umieścić na górze posta) i swobodnie oglądać przedstawienie - bardzo dobrze widać stąd i słychać występujących, a przy okazji można napić się zimnego cydru.


Aktualnie scena jest pusta. Wydarzenie jeszcze się nie rozpoczęło, ale postacie rozstawiły już swoje stragany i zbierają się tutaj pierwsi goście zainteresowani strefą gastronomiczną. Niedługo pojawi się pierwszy post mistrza gry rozpoczynający wszystko - ruszą występy na scenie, a wraz z nimi loteria. W tej chwili wątek nie jest bezpieczny dla wampirów - słońce schowa się za chmurami za dwie tury.



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Victoria Lestrange - 24.05.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Strefa gastronomiczna - Słodkości i koteczki

Długo biła się z myślami, czy powinna pokazać się na "sabacie" czy nie. Nigdy nie była przesadnie religijna, co trochę jednak się zmieniło, gdy zupełnie… niecelowo wylądowała w Limbo i przeszła te całą wędrówkę. Beltane było dla niej pechowe, Litha – lepiej nawet nie wspominać, bo jawiła jej się bardzo złym dniem. Ale może to nie był zły dzień, ani nawet zły tydzień, tylko zły miesiąc? Maj, czerwiec lipiec – złe. Może trzeba było te passę przełamać?

Daleko wcale nie musiała iść, od niedawna przecież mieszkała na Pokątnej, więc… po kilku myślowych bitwach zdecydowała się wyjść i pokręcić się na terenie jarmarku. Najwyżej wróci do domu. Co może się przecież stać, prawda?

No co?

Mogłaby na przykład kupić jakieś kompletnie nieprzydatne jej do niczego duperelki, mogłaby się napić wina, zjeść coś słodkiego. A lubiła przecież słodkie – i Sauriel doskonale to wyczuł przynosząc jej te wszystkie czekoladki. Nic więc dziwnego, że to właśnie tam najpierw stanęły jej kroki. Poszła za nosem, do czekoladek, czyli do Słodkosci Nory Figg, z którą ciągle do tej pory nie miała okazji jakoś więcej porozmawiać, a tyle o niej słyszała od Sauriela… Może sam wystrój stoiska nie był w jej guście, ale było kolorowo, było tak, jak powinno być na jarmarku… nawet poprosiła o te różowe czekoladki i wtedy je zobaczyła.

A może bardziej: wtedy je usłyszała. Pomiaukiwania kotów. Zimne serce Victorii i jej chłodna aura w takich momentach całkowicie pryskaly i stawała się swoją rozczuloną wersją siebie.

– O na brodę Merlina – jęknęła i kucnęła przy koszyku, na chwilę zapominając całkowicie o czekoladzie i wszystkich innych słodkościach, skoro takie słodziaki były w koszykach. I najwyraźniej szukały domu.

To była szybka kalkulacja zysków i strat: bo miała już kota. Od niedawna, młodego kociaka. Z drugiej strony… miała przecież miejsce i mogła wziąć jeszcze jednego, tak? Było ja na to stać, a koty darzyła miłością wielką i czystą… zresztą było to widać po jej zatroskanym i rozmarzonym spojrzeniu. I to były straumatyzowane koty? Mogła się jednym z nich zajac, tak, zdecydowanie…

Jej oczy ciągle lądowały na tym błękitnym – może przyciągała ja do niego wspólna miłość do kwiatów? Może to o to chodziło. Wszystkie były słodkie. Wszystkie było kochane – w to nie wątpiła. Ale na Matkę…

– Mogę? Wzięłabym Kwiatuszka. Mam co prawda kota, ale to chyba nie problem… – pieniądze też chciała im dać, żeby mogli dalej tak się zajmować kotami, które potrzebowały pomocy, ja teraz. Wyciągnęła ręce po błękitnego kociaka.


adnotacja moderatora
Stałaś się oficjalnie właścicielką kota. @Victoria Lestrange



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Brenna Longbottom - 24.05.2024

Południowe stragany – Biżuteria Viorici

[TLDR: Bren ciągnie ze sobą Heather i Camerona, i kupuje rzeczy na stoisku Vior.]

- Beltane było przerąbane, Litha dziwna, może do trzech razy sztuka - oświadczyła Brenna, przemieszczając się pomiędzy straganami ze swoją córką i swoim przyszłym zięciem z Heather i Cameronem. Mimo optymistycznych słów (i tego, że faktycznie problemów spodziewałaby się raczej w Samhain: wtedy, kiedy ponoć dało się odwrócić stan Zimnych... i kto wie, co jeszcze) ciemne oczy kobiety co rusz wodziły po stoiskach i ludziach, którzy się pomiędzy nimi przemieszczali. Nie panował tu może taki tłum, jak zwykle na Polanie Ognia, ale i tak przyszło sporo osób. Więcej niż Brenna by się spodziewała. I chyba podświadomie spodziewała się kłopotów. Sama nie zdawała sobie z tego sprawy, ale prawą dłoń wciąż trzymała w pobliżu kieszeni, gotowa sięgnąć po różdżkę. Sam fakt, że poprzedniego wieczora tkwiły w ciemnościach Podziemnych Ścieżek, i myśl o wszystkim, co czekało ich w najbliższych dniach, tylko pogłębiały pewien niepokój, szarpiący Brenną. A przecież zwykle była raczej dość spokojna. Lubiła Lammas, lubiła wszystkie sabaty, ale Lammas w Londynie było wyznacznikiem pewnej… nienormalności i sprawiało, że trudno było się jej po prostu beztrosko bawić.
W drugiej kieszeni miała portfel, a w nim ledwo parę sykli – ot tak na dwa – trzy drobne zakupy. Więcej pieniędzy trzymała w kieszeni wewnętrznej, nie chcąc, by te padły ofiarą złodziejaszków.
– Chcecie dziś kupić coś konkretnego? – zapytała jeszcze, bo niby zamierzała głównie obserwować, ale mogła zaopatrzyć się w parę prezentów dla znajomych. Sama mijała stragany początkowo bez większego zainteresowania ich zawartością, bo przecież tak naprawdę niczego nie potrzebowała, raczej bardziej skupiona na ocenianiu ewentualnych możliwości ewakuacji, rozstawienia sceny, wejść do pobliskich budynków. Dopiero gdy o to spytała, opuściła wzrok na przedmioty rozstawione na najbliższym straganie: okazało się, że była to biżuteria. Nie planowała tu początkowo niczego kupować, ale jej spojrzenie skupiło się na moment na broszkach ze zwierzakami…
Przyjrzała się im, sprawdzając, czy nie ma jakiejś z krukiem albo z krogulcem – jeżeli tak, wyciągnęła ten portfel, aby kupić je obie. Jeżeli takich nie było, zadowoliła się na razie wisiorkiem z kłosem, chowając zdobycz też w jednej z licznych ze swoich kieszeni.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Cameron Lupin - 24.05.2024

Południowe stragany - Biżuteria Viorici

Trzymam się Heather i Brenny. Przeglądam asortyment na stoisku.


W gruncie rzeczy, Cameron nawet wyczekiwał czasu, kiedy festiwal Lammas rozłoży się ze swoją sceną i stoiskami w centrum magicznego Londynu. Chociaż Beltane zdecydowanie zapadło mu w pamięci, jakie wydarzenie szczególnie negatywne, biorąc pod uwagę wydarzenia na Polanie Ognisk i Kniei Godryka, tak od tamtej pory sabaty nie kojarzyły mu się aż tak źle.

Wprawdzie od maja czarodzieje mieli szansę na powrót zgromadzić się dopiero na Lithcie, jednak wówczas Lupina nie spotkało nic nieprzyjemnego. Zapewne dlatego, że zamiast kręcić się przy Stonehenge po zakończeniu obchodów, grzecznie wrócił do domu, jak przyzwoity młody czarodziej i nie chował się po krzakach, podglądając kapłanki i ich rytuały. Z perspektywy czasu wiele wskazywało na to, że był to wręcz wyśmienity wybór z jego strony.

My się dobrze bawiliśmy — mruknął na słowa Brenny, gdy ta skomentowała, że Lammas mogło skończyć się podobnie jak te najgorsze etapy poprzednich sabatów. — Nawet zrobiono nam kilka zdjęć, kiedy kupowaliśmy kiełbachy z grilla.

Nie wiem tylko, czy zabranie się tutaj z nią było takim dobrym pomysłem, pomyślał, zerkając na Longbottom. To nie tak, że miał coś przeciwko niej. Znała się z jego rodzeństwem i była partnerką/mentorką jego dziewczyny, jednak martwiło go nieco to, że wciąga Rudą w kłopoty. Wprawdzie robiła to w dobrej sprawie, jednak kto wie, co mogło jej jeszcze chodzić po głowie? Nie wiedział w stu procentach, czego powinien się po niej spodziewać. Bądź co bądź, to była kobieta, która próbowała sprzedać własnego brata na aukcji charytatywnej.

Westchnął cicho, poprawiając przy tym cienki, acz nieco przetarty granatowy sweter z podwiniętymi rękami. Tu i ówdzie zwisały z niego pojedyncze nitki świadczące o tym, że zdecydowanie nie był to najnowszy ciuch z kolekcji Camerona. Mimo to był zdecydowanie wygodniejszy od szat letnich, jakie podsunęła mu matka, zanim przeszedł z Apteki Lupinów na Horyzontalną.

Taa... Możemy się trochę rozejrzeć, co nie, Heather? — Zerknął na Rudą, przysuwając się bliżej stanowisku z biżuterią. Jego wzrok błądził przez chwilę po bransoletach, broszkach i szklanych ozdobach, aż zatrzymał się na pierścionkach.

Wyglądały naprawdę ładnie, ale... To nie było coś, czego szukał. Miał coraz poważniejsze plany co do panny Wood, jednak nie chciał jej wręczyć pierwszego byle pierścienia z bazaru. Jego policzki pokryły się rumieńcami na samą myśl, że miałby w niedługim czasie wylądować na kolanach przed Heather. Marzyło mu się, aby dać jej coś wyjątkowego: pierścionek, który przebiłby wszystkie inne. Taki, którym mogłaby się śmiało chwalić nie tylko wśród ich wspólnych znajomych, ale też na salonach, na których przecież bywała aż nader często. Należało jej się, za to, co z nim miała.

Podoba ci się któryś? — spytał niezobowiązująco, wskazując palcem na serię pierścionków z kwiatami i owocami.

Nagle jego wyczulony nos wyczuł coś w powietrzu. Mimowolnie zerknął w stronę segmentu gastronomicznego. Jedzenie wprawdzie nigdzie nie ucieknie, jednak... Na samą myśl o całym tym żarciu, które na niego czekało robił się głodny. Specjalnie robił sobie w ostatnich dniach więcej miejsca w żołądku, żeby móc dzisiaj trochę zaszaleć. W końcu odbije sobie te wszystkie miałkie obiady na stołówce w Szpitalu św. Munga. Nareszcie trochę prawdziwego żarcia.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/7259e2be10c1030c32ac4d9c66f5614e/f0fafe43a3dc7f58-b7/s500x750/75d386a08623d426eb261e90b2475989e10095af.pnj[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Nora Figg - 24.05.2024

[inny avek]https://images2.imgbox.com/6d/0b/kB3nxyuS_o.jpg[/inny avek]
Strefa gastronomiczna przy stoisku ze słodkościami

Kolejny sabat... Panna Figg pracowała bardzo intensywnie ostatni czas. Jej stoisko musiało być perfekcyjne. Każdy szczegół był bardzo dokładnie przygotowany przez właścicielkę, która jeśli chodzi o rzeczy związane z pracą to była naprawdę bardzo nadgorliwa. Na całe szczęście nie była z tym sama, miała grono wspaniałych pomocników, od rana była tu z nią Wendy, chyba nawet zadowolona z takiego obrotu spraw, bo szybciej będzie mogła się stąd urwać i pójść w tan. Fajna to była dziewczyna, ale nadal miała pstro w głowie.

Zbliżała się godzina rozpoczęcia jarmarku. Panna Figg czuła ekscytację, takie wydarzenia miały swój urok, ściągały do Londynu tłumy czarodziejów, których nie spotykała na co dzień. Może dzięki temu jej wyroby trafią do większej grupy odbiorców? Na pewno tak się stanie.

Poza słodkościami obiecała ojcu, że podczas jarmarku spróbuje zachęcić ludzi do adopcji kotów, z Azylu było ich coraz więcej, na pewno przydadzą im się nowe domy. Doglądała słodziaków, co chwila, aby mieć pewność, że każdy z nich czuje się dobrze, ma odpowiednie warunki, w końcu i dla nich była to dosyć stresująca sytuacja.

Miała z tyłu głowy, że będzie musiała zostawić Wendy samą, gdyż obiecała Flynnowi, że przyjdzie na jego występ, dlatego co chwilę podnosiła się na palcach, żeby sprawdzić, czy to nie już, nie mogła tego przegapić!

Ubrana była bardzo pstrokato - jak to miała w zwyczaju, tym razem jednak założyła nieco dłuższą sukienkę, pamiętała, że na Beltane długość jej sukienki spowodowała mały wypadek, wolała tego nie powtórzyć. Kolory ubrania oczywiście pasowały do jej stoiska! Postawiła też jak zawsze na buty na wysokim obcasie, tego nie mogła sobie odmówić.

Nachylała się właśnie pod ladę, kiedy przyszła jedna z pierwszych klientek. Znała ją z gazet, ale nie tylko, również ze słyszenia, Sauriel opowiadał o niej wiele miłych słów. Przywitała Victorię ciepłym uśmiechem. Zagadała nawet krótko, po czym wręczyła jej zamówienie.

Po chwili jednak zobaczyła, a raczej usłyszała jej zachwyt, czyżby zainteresowała się ich kocimi przyjaciółmi, to byłby naprawdę wspaniały początek dnia. - Błękitny Kwiatuszek to świetny wybór, kocha kwiaty i nie zaśnie bez nich, warto o tym pamiętać, gdyby wieczorem dokazywał. - Panna Figg sięgnęła po uroczego, błękitnego kotka. - Gdyby pojawiły się jakieś pytania, proszę do mnie pisać. Warto mieć na uwadze to, że Kwiatuszek w nocy wygląda jak gwiazdka, dzieciaki rzuciły na niego czar i niestety tak już zostało, ale to naprawdę cudowny towarzysz, myślę, że dogada się z panny kotkiem. - Wręczyła Victorii kota, który zamruczał głośno gdy znalazł się w jej ramionach. - Wygląda na zadowolonego. - Serce jej się radowało, że znalazł dom.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Erik Longbottom - 24.05.2024

Strefa gastronomiczna - Słodkości Nory Figg (i kotki)

Oglądam stoisko ze słodyczami Nory. Witam się z Norą i Victorią. Kupuję watę cukrową, a moje włosy zmieniają kolor na biały.

W ostatnich dniach młody Longbottom zdecydowanie nie miał dobrej passy: począwszy od feralnej pełni, którą odsypiał przez większość dnia, przez popijawę w Warowni, a kończąc na spotkaniu z poniekąd dwoma byłymi, nie bardzo wiedział, czego powinien się spodziewać po nadchodzących wydarzeniach. Nie uczestniczył w obchodach Lithy w Stonehenge z prostego powodu: tego samego dnia brał udział w wyprawie na pokład nawiedzonego statku, a potem świętował z Norą jej urodziny. W ten sposób jego ostatnim oficjalnym sabatem było Beltane. A to był kompletnie szalony czas i miał głęboką nadzieję, że tutaj nie zaliczą powtórki z rozrywki.

Na szczęście udało mu się wyrwać wolne na ten dzień. Może Bones nie miał serca wysyłać zespołu z maja do patrolowania Lammas? A może po prostu co poniektórzy pracownicy upatrzyli sobie w londyńskim festiwalu okazji do szybkiego dorobienia sobie paru galeonów do wypłaty, co sprawiło, że potrzeba wezwania starszych stopniem przedstawicieli sił bezpieczeństwa okazało się niepotrzebne? I tak lepiej mieć oczy dookoła głowy, pomyślał, przechadzając się między stoiskami, kierując się jednak najpierw do strefy gastronomicznej, która w tym roku zostało praktycznie w całości zdominowane przez pannę Figg. Cieszył się z tego obrotu spraw. Bądź co bądź, oznaczało to, że jej interes stale rozkwitał.

Dzisiaj ubrał się wyjątkowo po mugolsku; ciemna sztruksowa koszula, biały t-shirt, ciemne buty, ciemne spodnie. Największa prostota, na jaką było go stać, co w gruncie rzeczy mogło zadziałać na jego korzyść. Może nie będzie się od razu rzucał w oczy dziennikarzom i reporterom krążącym po festiwalu? A może niepotrzebnie się martwił? Biorąc pod uwagę liczbę stoisk, jeśli prasa chciała faktycznie opisać ze szczegółami, co się działo na Lammas, będą musieli spędzić dłuższą chwilę na tym tymczasowym ''rynku''.

Heej, Norciu! Widze, że praca idzie cał... — przerwał, gdy z pobliskich koszy rozległo się pomiaukiwanie małych stworzonek. Zamrugał zdziwiony, a gdy zerknął w tamtą stronę, ujrzał także Victorię. Skłonił przed nią głowę w geście powitania i zajrzał jej przez ramię, aby przyjrzeć się kociętom. — Ładne. Trochę... pstrokate. Zwłaszcza ten niebieski.

Opinia eksperta mówiła więcej niż tysiąc słów c'nie? Zerknął badawczo na właścicielkę stoiska. Musiał przyznać, że sukienka całkiem nieźle na niej leżała. I pasowała do stoiska. Z drugiej strony miał mieszane odczucia co do tego, że zwierzęta znajdowały się tak blisko jedzenia. Oby nie zawitał tutaj magiczny sanepid, bo jeszcze Figg oberwie jakąś karą pieniężną. Swoją drogą nie miał bladego pojęcia, skąd Nora wytrzasnęła te koty. Czyżby rodzina zrzuciła na nią obowiązek reprezentowania Figgów na festiwalu?

Wezmę makaroniki i jedną watę cukrową — zdecydował, uśmiechając się pod nosem do przyjaciółki i współpracownicy z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. — Skusisz się na coś, Victorio?

Gdy Longbottom dostał w swoje ręce słodyczy, od razu wpakował sobie do ust nieco białej waty cukrowej, nie zdając sobie sprawy, że im więcej jej jadł, tym szybciej jego włosy zmieniały barwę, rozjaśniając się coraz bardziej i bardziej, dopóki nie zatrzymały się na intensywnej bieli.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tRM1HUG_d.jpg?maxwidth=520&shape=thumb&fidelity=high[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Laurent Prewett - 24.05.2024

Strefa gastronomiczna - Słodkości Nory i kotki

Jeśli istniała kocia wersja Laurenta to chyba musiała być nią Diva. A przynajmniej była uosobieniem tego, czym Laurent być chciał. Prawdziwa księżniczka, której zadaniem było pięknie wyglądać, być czesaną, mruczeć na kolanach i dotykać tylko wtedy, kiedy ona ma na to ochotę. W chwilach wolnych tuli się do pereł, rozciąga swoje smukłe ciałko i wsłuchuje w piękne arie operowe albo w całkiem popularne, proste piosenki krążące wśród czarodziei i mugoli, gdy muzyka potrafiła gładko się ze sobą przeplatać. Potem ucieka w popłochu, kiedy w głosie słychać fałsz. Różniło ich może głównie to, że (na całe szczęście) - Laurent się nie lenił. Te platynowe włosy jeszcze nie leciały z głowy - pojedyncze jedynie ozdobiła siwizna, która i tak ginęła w tym kolorze.

Laurent nie mógł nie skierować swoich kroków od razu do stoiska Nory, kiedy usłyszał o kotach. Kiedy usłyszał kocie miałczenie. Ciekawość - przede wszystkim. Koty rodziny Figg były przecież niesamowite. Ich inteligencja dorównywała ludziom, a jego ciągle świerzbiło, żeby w jego kolekcji niesamowitości był jeden z nich. Za to zadowalał się towarzystwem kociej towarzyszki Nory, kiedy tylko miał okazję.

- Noro. - Uśmiechnął się ciepło do kobiety. - Słodycz ambrozji to metafora za mała, żeby zachwycić się tobą dzisiejszego dnia. - Przywitał się z kobietą, doceniając ten jasny strój, który miał przyciągać, ciekawić i który miał doskonale pasować do jej stoiska. - Oooch... widzę, że nie jestem pierwszy na kocie zebranie. Dzień dobry, Victorio. Doprawdy, Matka mnie chyba błogosławi, żeby moje kroki zaprowadzić między Słońce i Księżyc. - Obie panie były piękne - i obie prezentowały sobą piękno zupełnie innego rodzaju. Kucnął przy kociakach i wyciągnął dłoń, by mogły ją obwąchać. - Dzień dobry, Eriku. Miło cię widzieć. - Przywitał się również z mężczyzną, którego włosy przybrały kolor... cóż, bliższy raczej Laurentowi. Prewett starał się zachować kamienną twarz, bo przecież nie wypadało mu okazywać nawet zdziwienia. Nie znał Erika, więc ciężko powiedzieć - może mężczyzna miał fantazję zmiany tego koloru co tydzień? - Intrygująca zmiana stylu. - Bo nie mógł chyba powiedzieć, że mu pasował, ale przecież nie powie, że wygląda źle! Nie chciał też wyjść na ignorantę, co nie zauważa... ach. Zajął się kotami.

Diwa była pierwsza, żeby wyjść swoim czarnym noskiem na spotkanie jego palca. I pierwsza, żeby wspiąć się po jego ramieniu do wielkiej perły, którą miał zawieszoną jako kolczyk - tak, ta sama perła, która trafiła do kieszeni każdego z upiornego statku.

- Aach... czy ta kicia jeszcze jest na wydaniu? - Zapytał, przejeżdżając z zachwytem dłonią po jej futrze. Od razu kilka jasnych kłaków spadło na ziemię. - Biedactwa, kto wam to zrobił. - Wyciągnął Diwę z koszyka na ręce i odsunął się na bok, żeby nie przeszkadzać.


adnotacja moderatora
Stałeś się oficjalnie właścicielem kota. @Laurent Prewett



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Atreus Bulstrode - 24.05.2024

Południowe stragany - Stoisko Kowenu z Florence

Kiedy przyszedł poranek, a on wreszcie otworzył oczy, z pewnym zniechęceniem doszedł do wniosku, że dobrze zrobił wieczorem udając się do Florence. Zapodany przez nią eliksir wyraźnie zapodał, a starania zmniejszenia opuchlizny poskutkowały w miarę spokojnym snem. Nawet, jeśli pół swojego życia Bulstrode miał problemy z zasypianiem, a nieprzespane noce zdawały mu się chyba częściej, jak te kiedy oddawał się w objęcia Morfeusza, to po ostatnich trzech miesiącach był tym bardziej zdziwiony, jak dobrze mu się spało. Nieustanne eskapady Brenny zrobiły swoje i kiedy po wyjściu od Crouch, łącząca ich więź przestała wreszcie nimi szarpać, panująca cisza wydawała się wręcz niepokojąca.

Ale tak było lepiej. Bo Atreus nie wątpił, że kolejne skręty żołądka czy plucie płatkami kwiatów wreszcie doprowadziłyby ich do pasji - ale nie tej pełnej namiętności wyciągniętej prosto z romantycznych książek, a raczej obfitej w zniechęcenie i zniecierpliwienie. Wczorajsza teleportacja jednak, napawała go niepokojem. Jeśli był to zaledwie jednorazowy wyskok, nie pozostawało nic więcej jak zapomnieć o tym i przejść do porządku dziennego, ale jakaś jego część obawiała się, że sytuacja zdarzy się znowu i znowu. A obite wtedy niechcący nosy, były najmniejszym jego problemem.

Kiedy chciał, potrafić był dobry w przymykaniu oczu na rzeczy, które działy się dookoła niego. I w pewien sposób Brenna też zaliczała się do grona osób, na które specjalnie nie patrzył, albo raczej nie wnikał w to, co właściwie robiła. To, jak często czuł zwijający się pod wpływem szalejącej więzi żołądek, skutecznie nie pokrywało się z patrolami wyznaczanymi przez Ministerstwo. Nie zawsze. I zwyczajnie nie chciał teleportować się w coś, w co nie powinien. Tak było prościej.

Teraz, plącząc się z Florence przez rozstawione stragany, przystanęli przy jednym z nich, który okazał się Stoiskiem Kowenu. Przez moment przyglądał się znajdującym tam przedmiotom, na dłużej zatrzymując wzrok na kalendarzu z kapłanami. Powinien taki kupić Lorraine.
- Wiesz, na Beltane mieli te takie herbatki, co nie? Trafiła mi się akurat doprawiona amortencją. To był koszmar.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Alastor Moody - 24.05.2024

Stałem przy strefie gastronomicznej, po czym przechadzam się wokół południowych straganów.

Oczywiście, że Alastor był w pracy. Był ostatnią osobą, która wzięłaby wolne w Lammas, nawet mimo tego, że w ostatnią Lithę do porządku musiał doprowadzać go jeden z kapłanów kowenu. Narastająca w nim paranoja nie wyleczyła go przecież z głębokiego pracoholizmu - wszystko to, co składało się na upierdliwy charakter Moodyego, było w nim zakorzenione od dziecka, teraz jedynie (po niedawnej śpiączce Mildred) nasiliło się, przybrało nowe barwy...

Stał przy strefie gastronomicznej, od strony, z której miało być wydawane jedzenie osobom nie chcącym wchodzić na podest. Chciał uprzejmie przywitać się z Norą Figg, być może trochę ją zagadać, skoro wydarzenie się jeszcze nie zaczęło, a na ulicy nie zgromadził się tłum ludzi, ta jednak okazała się być naprawdę oblegana! Z lekkim żalem uznał więc, że nie ma szans na wydębienie od niej darmowego pączka (na ładne oczy i mundur Aurora, w którym było mu już trochę za gorąco, więc rozpinał guzik za guzikiem) i odkleił się od jej stoiska, posyłając jedynie przelotny uśmiech Laurentowi, Norze, Victorii i Erikowi, bo ze wszystkimi zamieniłby kilka słow, gdyby nie to, jak ciasno robiło się wokół koszyków, a on nie był tutaj dla pogaduszek. Jak zawsze (do czego musieli się już przyzwyczaić) dał im znać skinieniem głowy, że wzywały go obowiązki służbowe.

Skoro pojawiało się tutaj więcej ludzi, jego zadaniem było wsiąknąć pomiędzy nich, żeby uważnym wzorkiem śledzić poczynania tych wzbudzających jego podejrzenia. Przechadzał się powolnym krokiem pomiędzy stoiskami, rozglądając się zza przyciemnionych szkieł przeciwsłonecznych okularów. Były mu kompletnie niepotrzebne do ochrony przed słońcem, ale pomagały schować spojrzenie wypatrujące lepkich rączek, tajemniczych walizek i krzywych min, czyniąc to wszystko bardziej komfortowym dla wszystkich zebranych.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Sebastian Macmillan - 24.05.2024

Południowe stragany - stoisko kowenu

Obsługuję stoisko kowenu. Rozmawiam z Atreusem i Florence.

Kowen ma problemy. I to poważne, stwierdził bezgłośnie Sebastian, obserwując mniejsze i większe grupy czarodziejów przewijające się przez teren wyznaczony na obchody Lammas. Zazwyczaj to osoby duchowne były głównymi organizatorami tych festiwali, jednak teraz wszystko ulegało zmianie. Jego zdaniem na gorsze i miał nadzieję, że był to jednorazowy incydent, bo nie wyobrażał sobie, aby jego krewni oraz bracia i siostry w wierze oddali szarfę pierwszeństwa i pozwolili, aby ten... zbitek... organizacji rozporządzał sabatami.

Wypływy gildii sprzedawców, Hogwartu czy Ministerstwa Magii jeszcze był w stanie zrozumieć. To były ważne instytucje, które stanowiły poniekąd trzon codziennego funkcjonowania świata czarodziejów. Koci Azyl również jako tako akceptował w tej grupie, biorąc pod uwagę, że nie raz nie dwa pomagali porzuconym znajdom. To taki wolontariat tylko dla zwierząt. Ale klub Artemis, który zrzeszał łowców? Siejący zgorszenie w każdym zakątku Wielkiej Brytanii cyrk Bellów? Nie miał pojęcia, kto wpadł na taki durny pomysł. Jeśli Matka planowała objąć gości festiwalu opieką, to zapewne teraz odwracała się do nich plecami ze wstrętem.

Macmillan poprawił poły swojej odświętnej letniej szaty ze złoto-zielono-czerwonymi zdobieniami i zaczął poprawiać rozłożone na otaczających go stołach fanty. Po tym, jak zrezygnował z udziału w obchodach Beltane i zamiast tego zajął się egzorcyzmowaniem własnego kuzyna, musiał się trochę wykazać. Wprawdzie na festiwalu w Stonehenge podczas Lithy pokazał się z całkiem dobrej strony, wspierając kowen ze wszystkich sił, tak... Arcykapłanka zdecydowanie co nieco napsuła w wizerunku kowenu. Zapewne dlatego inne instytucje rzuciły się, aby ratować tradycję organizowania sabatów. Sebastian zmełł w ustach parę nieprzyjemnych słów.

Łaska Matki niech będzie z wami, moi drodzy — skomentował, gdy przy stoisku znalazł się Atreus z Florence. Kobiety nie kojarzył jakoś wybitnie dobrze, jednak z Atreusem zdążył się poznać, kiedy wspólnie pracowali nad badaniem Kniei z panną Yaxley i panem Prewettem. — Bardzo dobry wybór, panie Bulstrode. Bardzo dobry papier, wysoka jakość wydruku fotografii... Każda karta miesięczna ma też wystarczająco dużo miejsca na umieszczenie notatek co do rachunków czy umówionych spotkań. Mieliśmy jeszcze wersję z kapłankami, ale jak to się mówi... Wszystko wyszło.

Wzruszył sztywno ramionami, zerkając kątem oka na swego towarzysza Edwarda Greya. Młody kapłan po raz kolejny przeliczał znajdujące się w koszyczkach pod ladą monety, upewniając się, że na pewno wydał odpowiednią resztę przy poprzedniej transakcji. Sebastian pokręcił z pobłażaniem głową, po czym wrócił spojrzeniem do państwa Bulstrode.

Z przedmiotów codziennego użytku polecam także nasze wiklinowe kosze. Wyplecione przez najstarsze kapłanki naszego kowenu podczas cotygodniowych spotkań chórku. Wierzymy, że śpiewanie zwiększa skupienie naszych kapłanek i pozwala im na osiągnięcie większej precyzji w swojej pracy — zdradził na jednym wdechu, nieco wycofanym tonem.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=lvsfhMe.png[/inny avek]