24.05.2024, 15:30 ✶
Jeśli gdzieś wisiał regulamin - Lorien go czytała. Zgodnie ze starą prawniczą zasadą “nieznajomość prawa z reguły nie zabija, ale cholernie szkodzi”.
Nie zaprzątała sobie natomiast głowy upewnieniem się, że dwóch (trzech, jeśli liczyć Roberta, ale on był w pełni usprawiedliwiony) dorosłych facetów przeczyta sporej wielkości pergamin przy barze. Fakt, powinna była wziąć jedną dla Roberta – nie pomyślała, zbyt zaskoczona pytaniami Charles’a.
Zresztą sama też się o wstążkę u barmana nie upraszała. Dostała ją razem z lampką wina. Więc prawdopodobnie w ich przypadku było dokładnie tak samo.
Z racji tego, że pytanie zostało skierowane tak naprawdę do Richarda uznała, że to on powinien się tłumaczyć. Jej mały zakres odpowiedzialności zaczynał się i kończył na kieliszku wypełnionym czerwonym winem.
Rzuciła tylko współczujące spojrzenie ochroniarzowi i kiedy Robert był zajęty marudzeniem na poziom obsługi, podniosła po prostu nieznacznie do góry rękę, na której pobrzękiwało kilka złotych bransoletek, a wśród nich ta nieszczęsny złoty „bilet”, aby nie robić ochroniarzowi więcej problemów.
Taka z niej porządna czarownica.
Nieszczególnie miała ochotę na dokładanie czegoś od siebie, bo i po co?
- Wzięłaś moją?
Odwróciła wzrok od sceny, na której wodzirejka radośnie tłumaczyła numerologiczne niuanse kandydatek. Pokręciła tylko przecząco głową w odpowiedzi na pytanie. Na jej twarzy pojawił się cwany uśmieszek.
- Trzeba było nie uciekać sprzed ołtarza to może bym miała.- Odparła z przekąsem. Przyłożyła dramatycznie dłoń do czoła. Wyjątkowo ją najwyraźniej bawił ten żart, ale ostatecznie dodała nieco poważniejszym tonem: - Charles musi mieć wasze bilety. Trochę wiary w chłopaka. Zresztą…- Westchnęła cicho, wracając do oglądania widowiska rozgrywającego się na scenie.-… zawsze możesz zamówić drugie.- Na trzeźwo się tego nie dało oglądać, to jasne. Wszystko wręcz ociekało cukierkową, lepką słodyczą. Ach, ta miłość.
Ale może tak się teraz bawi młodzież? Może rzeczywiście byli już za starzy, żeby zrozumieć ten cały „fun” z randek w ciemno. Upiła łyk wina. I znów odstawiła lampkę odpowiednio daleko na stole.
- Wiesz… - Powiedziała, korzystając z faktu, że nadal są sami przy stole. Niemożliwe, Lorien podtrzymywała rozmowę ze swoim szwagrem!-… Naprawdę sądziłam, że po wyskoku z cytrynówką Sophie nas niczym już nie zaskoczy. A jednak.
Nie zaprzątała sobie natomiast głowy upewnieniem się, że dwóch (trzech, jeśli liczyć Roberta, ale on był w pełni usprawiedliwiony) dorosłych facetów przeczyta sporej wielkości pergamin przy barze. Fakt, powinna była wziąć jedną dla Roberta – nie pomyślała, zbyt zaskoczona pytaniami Charles’a.
Zresztą sama też się o wstążkę u barmana nie upraszała. Dostała ją razem z lampką wina. Więc prawdopodobnie w ich przypadku było dokładnie tak samo.
Z racji tego, że pytanie zostało skierowane tak naprawdę do Richarda uznała, że to on powinien się tłumaczyć. Jej mały zakres odpowiedzialności zaczynał się i kończył na kieliszku wypełnionym czerwonym winem.
Rzuciła tylko współczujące spojrzenie ochroniarzowi i kiedy Robert był zajęty marudzeniem na poziom obsługi, podniosła po prostu nieznacznie do góry rękę, na której pobrzękiwało kilka złotych bransoletek, a wśród nich ta nieszczęsny złoty „bilet”, aby nie robić ochroniarzowi więcej problemów.
Taka z niej porządna czarownica.
Nieszczególnie miała ochotę na dokładanie czegoś od siebie, bo i po co?
- Wzięłaś moją?
Odwróciła wzrok od sceny, na której wodzirejka radośnie tłumaczyła numerologiczne niuanse kandydatek. Pokręciła tylko przecząco głową w odpowiedzi na pytanie. Na jej twarzy pojawił się cwany uśmieszek.
- Trzeba było nie uciekać sprzed ołtarza to może bym miała.- Odparła z przekąsem. Przyłożyła dramatycznie dłoń do czoła. Wyjątkowo ją najwyraźniej bawił ten żart, ale ostatecznie dodała nieco poważniejszym tonem: - Charles musi mieć wasze bilety. Trochę wiary w chłopaka. Zresztą…- Westchnęła cicho, wracając do oglądania widowiska rozgrywającego się na scenie.-… zawsze możesz zamówić drugie.- Na trzeźwo się tego nie dało oglądać, to jasne. Wszystko wręcz ociekało cukierkową, lepką słodyczą. Ach, ta miłość.
Ale może tak się teraz bawi młodzież? Może rzeczywiście byli już za starzy, żeby zrozumieć ten cały „fun” z randek w ciemno. Upiła łyk wina. I znów odstawiła lampkę odpowiednio daleko na stole.
- Wiesz… - Powiedziała, korzystając z faktu, że nadal są sami przy stole. Niemożliwe, Lorien podtrzymywała rozmowę ze swoim szwagrem!-… Naprawdę sądziłam, że po wyskoku z cytrynówką Sophie nas niczym już nie zaskoczy. A jednak.