24.05.2024, 17:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 17:36 przez Erik Longbottom.)
Strefa gastronomiczna - Słodkości Nory Figg (i kotki)
Oglądam stoisko ze słodyczami Nory. Witam się z Norą i Victorią. Kupuję watę cukrową, a moje włosy zmieniają kolor na biały.
W ostatnich dniach młody Longbottom zdecydowanie nie miał dobrej passy: począwszy od feralnej pełni, którą odsypiał przez większość dnia, przez popijawę w Warowni, a kończąc na spotkaniu z poniekąd dwoma byłymi, nie bardzo wiedział, czego powinien się spodziewać po nadchodzących wydarzeniach. Nie uczestniczył w obchodach Lithy w Stonehenge z prostego powodu: tego samego dnia brał udział w wyprawie na pokład nawiedzonego statku, a potem świętował z Norą jej urodziny. W ten sposób jego ostatnim oficjalnym sabatem było Beltane. A to był kompletnie szalony czas i miał głęboką nadzieję, że tutaj nie zaliczą powtórki z rozrywki.
Na szczęście udało mu się wyrwać wolne na ten dzień. Może Bones nie miał serca wysyłać zespołu z maja do patrolowania Lammas? A może po prostu co poniektórzy pracownicy upatrzyli sobie w londyńskim festiwalu okazji do szybkiego dorobienia sobie paru galeonów do wypłaty, co sprawiło, że potrzeba wezwania starszych stopniem przedstawicieli sił bezpieczeństwa okazało się niepotrzebne? I tak lepiej mieć oczy dookoła głowy, pomyślał, przechadzając się między stoiskami, kierując się jednak najpierw do strefy gastronomicznej, która w tym roku zostało praktycznie w całości zdominowane przez pannę Figg. Cieszył się z tego obrotu spraw. Bądź co bądź, oznaczało to, że jej interes stale rozkwitał.
Dzisiaj ubrał się wyjątkowo po mugolsku; ciemna sztruksowa koszula, biały t-shirt, ciemne buty, ciemne spodnie. Największa prostota, na jaką było go stać, co w gruncie rzeczy mogło zadziałać na jego korzyść. Może nie będzie się od razu rzucał w oczy dziennikarzom i reporterom krążącym po festiwalu? A może niepotrzebnie się martwił? Biorąc pod uwagę liczbę stoisk, jeśli prasa chciała faktycznie opisać ze szczegółami, co się działo na Lammas, będą musieli spędzić dłuższą chwilę na tym tymczasowym ''rynku''.
— Heej, Norciu! Widze, że praca idzie cał... — przerwał, gdy z pobliskich koszy rozległo się pomiaukiwanie małych stworzonek. Zamrugał zdziwiony, a gdy zerknął w tamtą stronę, ujrzał także Victorię. Skłonił przed nią głowę w geście powitania i zajrzał jej przez ramię, aby przyjrzeć się kociętom. — Ładne. Trochę... pstrokate. Zwłaszcza ten niebieski.
Opinia eksperta mówiła więcej niż tysiąc słów c'nie? Zerknął badawczo na właścicielkę stoiska. Musiał przyznać, że sukienka całkiem nieźle na niej leżała. I pasowała do stoiska. Z drugiej strony miał mieszane odczucia co do tego, że zwierzęta znajdowały się tak blisko jedzenia. Oby nie zawitał tutaj magiczny sanepid, bo jeszcze Figg oberwie jakąś karą pieniężną. Swoją drogą nie miał bladego pojęcia, skąd Nora wytrzasnęła te koty. Czyżby rodzina zrzuciła na nią obowiązek reprezentowania Figgów na festiwalu?
— Wezmę makaroniki i jedną watę cukrową — zdecydował, uśmiechając się pod nosem do przyjaciółki i współpracownicy z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. — Skusisz się na coś, Victorio?
Gdy Longbottom dostał w swoje ręce słodyczy, od razu wpakował sobie do ust nieco białej waty cukrowej, nie zdając sobie sprawy, że im więcej jej jadł, tym szybciej jego włosy zmieniały barwę, rozjaśniając się coraz bardziej i bardziej, dopóki nie zatrzymały się na intensywnej bieli.