24.05.2024, 17:53 ✶
Południowe stragany - Stoisko Kowenu z Florence
Kiedy przyszedł poranek, a on wreszcie otworzył oczy, z pewnym zniechęceniem doszedł do wniosku, że dobrze zrobił wieczorem udając się do Florence. Zapodany przez nią eliksir wyraźnie zapodał, a starania zmniejszenia opuchlizny poskutkowały w miarę spokojnym snem. Nawet, jeśli pół swojego życia Bulstrode miał problemy z zasypianiem, a nieprzespane noce zdawały mu się chyba częściej, jak te kiedy oddawał się w objęcia Morfeusza, to po ostatnich trzech miesiącach był tym bardziej zdziwiony, jak dobrze mu się spało. Nieustanne eskapady Brenny zrobiły swoje i kiedy po wyjściu od Crouch, łącząca ich więź przestała wreszcie nimi szarpać, panująca cisza wydawała się wręcz niepokojąca.
Ale tak było lepiej. Bo Atreus nie wątpił, że kolejne skręty żołądka czy plucie płatkami kwiatów wreszcie doprowadziłyby ich do pasji - ale nie tej pełnej namiętności wyciągniętej prosto z romantycznych książek, a raczej obfitej w zniechęcenie i zniecierpliwienie. Wczorajsza teleportacja jednak, napawała go niepokojem. Jeśli był to zaledwie jednorazowy wyskok, nie pozostawało nic więcej jak zapomnieć o tym i przejść do porządku dziennego, ale jakaś jego część obawiała się, że sytuacja zdarzy się znowu i znowu. A obite wtedy niechcący nosy, były najmniejszym jego problemem.
Kiedy chciał, potrafić był dobry w przymykaniu oczu na rzeczy, które działy się dookoła niego. I w pewien sposób Brenna też zaliczała się do grona osób, na które specjalnie nie patrzył, albo raczej nie wnikał w to, co właściwie robiła. To, jak często czuł zwijający się pod wpływem szalejącej więzi żołądek, skutecznie nie pokrywało się z patrolami wyznaczanymi przez Ministerstwo. Nie zawsze. I zwyczajnie nie chciał teleportować się w coś, w co nie powinien. Tak było prościej.
Teraz, plącząc się z Florence przez rozstawione stragany, przystanęli przy jednym z nich, który okazał się Stoiskiem Kowenu. Przez moment przyglądał się znajdującym tam przedmiotom, na dłużej zatrzymując wzrok na kalendarzu z kapłanami. Powinien taki kupić Lorraine.
- Wiesz, na Beltane mieli te takie herbatki, co nie? Trafiła mi się akurat doprawiona amortencją. To był koszmar.