24.05.2024, 18:39 ✶
Południowe stragany - stoisko kowenu
Rozmawiam z Atreusem i Sebastianem
Rozmawiam z Atreusem i Sebastianem
Florence, mimo tej pobudki nad ranem, też spała całkiem dobrze, i gdy szła u boku Atreusa przez kiermasz – urządzano go rzut kamieniem od ich domu, więc rozejrzenie się było naturalne – nie znać było po niej choćby odrobiny zmęczenia. Jasna, lniana koszula była odpowiednia do pogody (i jakimś sposobem, zapewne przez zaklęcia), mimo lnu ani trochę niepomięta), a błękitna spódnica idealnie dobrana do butów i torebki. Kasztanowe włosy tego dnia Florence związała jedynie w kucyk – pewne odstępstwo od normy, bo zwykle ciasno ściągała je w koka albo warkocz.
– Dodano jej chyba do większej ilości herbatek, bo mnie pod jej wpływem się oświadczono – powiedziała Florence, przystając przy stoisku, które zainteresowało Atreusa. Wyznanie poczyniła bez żadnych oporów, bo i widziało ich tam dostatecznie dużo osób, aby nie stanowiło to sekretu, a Bulstrode doskonale wiedziała, że Patrick nie odpowiadał wtedy za swoje czyny. – Do tej pory mam ten pierścionek. Świeciłam pod jego wpływem.
Jedna z tych tanich, ale zabawnych, zaklętych ozdób, które sprzedawano na sabacie, z żółtym oczkiem w kształcie słońca, z taniego kamienia, za to misternie wyrzeźbionego.
– Chyba ta sama jubilerka ma tutaj stoisko, może wybiorę coś dla mamy. Lubi takie zabawne sztuczki.
Nie dopytywała nawet, co Atreus zrobił pod wpływem amortencji. Skoro wspominał o koszmarze, mogła sobie wyobrazić, że albo zrobił z siebie – przynajmniej we własnym mniemaniu – kretyna, albo czar eliksiru sprawił, że zapałał uczuciem do najgorszej osoby pod słońcem. Na przykład goblina, który prowadził loterię fantową.
Początkowo nie miała zamiaru niczego kupować: Florence owszem, w Matkę wierzyła, ale była to wiara raczej chłodna, i na pewno nie popychająca ku zakupom religijnych figurek, bo Bulstrode niezbyt lubiła zagracać przestrzenie. Zerknęła na kalendarz, który wybrał Atreus, zachowała jednak milczenie, nie pytając, czy pobyt w Limbo wpłynął niespodziewanie na pewne sfery jego życia, a zagadnięta przez Sebastiana, po sekundowym wahaniu sięgnęła po jeden z koszyczków.
– W takim razie ten poproszę – powiedziała, sięgając do kieszeni. – Doceniamy poświęcenie kapłanów w służbie Matki – zapewniła. Mięśnie jej twarzy nie drgnęły nawet, mina pozostała doskonale neutralna, prawdopodobnie mówiła więc poważnie… prawdopodobnie.