24.05.2024, 18:46 ✶
Południowe stragany
– A L A S T O R !
Takie piękne wmieszanie się w tłum, totalnie nikt nie byłby w stanie usłyszeć tego okrzyku radości unoszącego się nad głowami. Ludzi było dużo, ale czuje ucho pana czujnego powinno ogarnąć to wołanie, a z kierunku z którego dobiegało dostrzec małe czarne wściekłe coś. Znaczy nie wściekłe. Bardzo szczęśliwe z buzią uśmiechniętą od ucha do ucha.
Wypuścili ją dzień wcześniej, bo Lammas! Podpisali papiery (doskonale!) uznali za normalną (niesamowite!) i łaskawie spuścili ze smyczy. Jeszcze zdążyła Cainowi ryj upierdolić szpinakiem zachomikowanym ze wczorajszego obiadu, a potem opuściła Lecznicę nim ktokolwiek zmienił zdanie i skumał się, że tak na prawdę wcale nie jest dobrze. Jebać ich! Nikt nie czekał, ale nie miała czasu, żeby się zasmucić. Teraz z różdżką w dłoni skok do domu nie był niczym trudnym. Nikogo nie było w domu, ale nie miała czasu, żeby się zasmucić. Gdzie indziej można było szukać brata niż na służbie? Poza tym kurwa, Lammas, przed tym całym Beltane zapisała się na jakieśtam pokazy, ciekawe czy organizatorzy już postawili na niej hehe kreskę. A zatem jak tylko potwierdziła swój udział ruszyła na łowy i no nie trudno było go zobaczyć. Miał przecież kurwa prawie dwa metry.
– ALIIIIIIIK! – w końcu dopadła do niego pisząc z radości i wtuliła mocno twarz na wysokości na jakiej pozwalał jej mizerny wzrost, obejmując go ciasno ramionami i podskakując jakby miała lat dziewiętnaście nie! dziewięć. – NIESPODZIANKA! – krzyczała cały czas, niepomna na to, że znajduje się dwa cale od niej. Buzia promieniowała jej mało subtelną ekscytacją. – Pójdziemy potem na... – piwo szlag, zakazane. Chuj. – Na lody? Zabierzesz mnie potem na lody? – zapytała z trudem utrzymując siebie w sobie.
– A L A S T O R !
Takie piękne wmieszanie się w tłum, totalnie nikt nie byłby w stanie usłyszeć tego okrzyku radości unoszącego się nad głowami. Ludzi było dużo, ale czuje ucho pana czujnego powinno ogarnąć to wołanie, a z kierunku z którego dobiegało dostrzec małe czarne wściekłe coś. Znaczy nie wściekłe. Bardzo szczęśliwe z buzią uśmiechniętą od ucha do ucha.
Wypuścili ją dzień wcześniej, bo Lammas! Podpisali papiery (doskonale!) uznali za normalną (niesamowite!) i łaskawie spuścili ze smyczy. Jeszcze zdążyła Cainowi ryj upierdolić szpinakiem zachomikowanym ze wczorajszego obiadu, a potem opuściła Lecznicę nim ktokolwiek zmienił zdanie i skumał się, że tak na prawdę wcale nie jest dobrze. Jebać ich! Nikt nie czekał, ale nie miała czasu, żeby się zasmucić. Teraz z różdżką w dłoni skok do domu nie był niczym trudnym. Nikogo nie było w domu, ale nie miała czasu, żeby się zasmucić. Gdzie indziej można było szukać brata niż na służbie? Poza tym kurwa, Lammas, przed tym całym Beltane zapisała się na jakieśtam pokazy, ciekawe czy organizatorzy już postawili na niej hehe kreskę. A zatem jak tylko potwierdziła swój udział ruszyła na łowy i no nie trudno było go zobaczyć. Miał przecież kurwa prawie dwa metry.
– ALIIIIIIIK! – w końcu dopadła do niego pisząc z radości i wtuliła mocno twarz na wysokości na jakiej pozwalał jej mizerny wzrost, obejmując go ciasno ramionami i podskakując jakby miała lat dziewiętnaście nie! dziewięć. – NIESPODZIANKA! – krzyczała cały czas, niepomna na to, że znajduje się dwa cale od niej. Buzia promieniowała jej mało subtelną ekscytacją. – Pójdziemy potem na... – piwo szlag, zakazane. Chuj. – Na lody? Zabierzesz mnie potem na lody? – zapytała z trudem utrzymując siebie w sobie.