Choć niezbyt biegła w odczytywaniu emocji ludzkich, niekiedy wręcz nieobyta z meandrami myśli, którymi kluczyć mogły uczucia, zawierając się w umyśle ludzkim; daleka od dusznego bytowania jak te mary żyjące marzeniami, błądzące po padole, zamieniające osjaniczne przenośnie w dandyzm współczesny – prawdopodobnie taka się urodziła, gdyż na składowe jej zachowania nie wpływało wychowanie. Daleka od uwagi rodzicielskiej, która skupiała się w pełni na reszcie rodzeństwa, istniała jako odrębny sputnik, krążący po własnych satelitach; kluczący własnymi ścieżkami, nie do końca bliski sytuacjom przyziemnym. Choroba Milforda niejednokrotnie czyniła niespokojnie w myślach, które doznawały gwałtownych bodźców; nieobce było jej zatrważanie się we własnym hadesie umysłu.
Teraz jednak spoglądała na niego z niepokojem budującym się na obliczu. Nawet nie wiedziała, iż była zdolna do przejęcia się jego losem; dotychczasowo rzadko wykazywała się emocjami tak skrajnie ludzkimi – znali się od mnogości lat, które zdawały się ciągnąć w bezkres, często nawet nie dostrzegając, jak pomimo wielości różnic, byli sobie absurdalnie bliscy.
Emocjonalna kaleka, którą niewątpliwie była, oschła i o okrutnie stoickiej postawie, rzadko kiedy odczuwała zmartwienie.
– Przeżyłbyś. Mnie po prostu ciężko odmówić alkoholowi. – Jej wargi nieomal zadrżały w wyrazie uśmiechu.
Szła spokojnym krokiem za Yaxley’em, kroki ważąc lekko, pozbywając się powoli męskiego kroku, który wciąż obecny był nieodzownie w jej ubiorze. Sweter wisiał na niej luźno, a długie, szerokie spodnie jeszcze wydatniej gubiły jej sylwetkę. Urokliwa twarz sugerowała niebanalnie każdy szkopuł. Gdy dotarli na miejsce, parsknęła śmiechem na temat uwagi dotyczącej whisky.
– Ma się fantastycznie. Niewiele pamiętam poza tym, że wtedy zaczęłam cię namawiać na zagranie ze mną w szachy. Nie pokonałbyś mnie nawet skończenie pijanej – rzuciła, odpowiadając na pytanie, wykrzywiając usta w grymasie.
Westchnęła lekko, wbijając niepewne spojrzenie w Theona, aby po chwili skierować się do stolika na uboczu, dokładnie tego, który wskazał mężczyzna. Dwuosobowy stolik posiadał krzesła naprzeciwko siebie, zajęła zatem jedno z nich, spoglądając na mężczyznę.