Nie miała pojęcia, czy postępuje słusznie, musiała jednak to sprawdzić, musiała szukać odpowiedzi na pytania, które się pojawiły. Wybór między tym, co mówił ojciec, a ukochanym bratem bliźniakiem nie był wcale taki łatwy, pewnie w ogóle nie brała by pod uwagę sprawdzenia Thorana, gdyby nie to, że to wszystko jej się nie trzymało kupy. Zaczęło pojawiać się zbyt wiele wątpliwości, nie mogła tego ignorować. Musiała zrobić coś i może można było podważać stan psychiczny jej ojca, to nigdy nie podejrzewałaby, że on jest w stanie zrobić jej krzywdę, nie sądziła też, że aż tak zwariował, rozmawiała z nim zresztą kilka dni przed tą pamiętną nocą, kiedy wyśniła ten koszmar i wcale nie wyglądał na jakoś mocno pierdolniętęgo. No, może poza tą Karen Moher, ale do tego, że o niej wspomina to już dawno zdążyła przywyknąć. Musiała więc sprawdzić, zobaczyć, co się dzieje, bo mogło to zniszczyć jej rodzinę. Na to nie zamierzała pozwolić, dlatego właśnie zdecydowała się skorzystać z dosyć drastycznej metody. Może i wzbudzało to dylematy moralne, ale czuła, że nie ma wyboru, że postępuje właściwie. Obawiała się jedynie, że może to być początek końca jej relacji z bratem bliźniakiem, że jej nie wybaczy, że nie będzie już czego zbierać. Była gotowa na poświęcenie. Pogodziła się z ewentualnymi konsekwencjami, na tyle na ile w ogóle było to możliwe.
- Naprawdę uważasz, że to przez tatę? - Zaczęli się oddalać już jakiś czas temu, jej samej wydawało się, że gwoździem do trumny w tym przypadku było Beltane, po którym Thoran wrócił odmieniony. To nie tak, że zupełnie przestali ze sobą rozmawiać, czuła jednak, że jest inaczej, że pojawia się pomiędzy nimi dystans, którego nigdy nie było. Nawet jak już byli dorośli, zawsze znajdowali dla siebie czas, teraz jakby nie było im ze sobą po drodze.
Cain siedział nadal z boku, nie odzywał się ani słowem, było to dla niej trochę niestandardowe, bo normalnie pewnie nie pozwoliłaby na to, by czuł się jak tło, w tej sytuacji jednak musiała zająć się bratem, odwrócić jego uwagę. Raczej przywykła do tego, by zabawiać swoich przyjaciół, - Nie przesadzaj, jestem po prostu ciekawa. - Może i czasem lubiła się odezwać, kiedy zauważała, że coś nie miało sensu, dzisiaj jednak nie zamierzała być czepliwa, nie po to tutaj przyszła.
To, co wydarzyło się później, działo się bardzo szybko. Nie mogła się wahać, musiała zrobić to szybko. Wcale nie czuła się z tym dobrze, ale już wcześniej podjęła decyzję, że musi się to wydarzyć własnie w ten sposób.
Udało jej się unieruchomić brata, miała nad nim przewagę, nie spodziewał się tego nagłego ataku i nie miał gdzie uciec. Przytrzymywała go w silnym uścisku, aby Cain mógł go zahipnotyzować. Wyciągnął wreszcie to wahadło, ciekawe, że taki mały przedmiot w rękach odpowiednio wykwalifikowanego czarodzieja mógł zdziałać naprawdę wiele.
Thoran przestał się ruszać, a Cain był w transie, chyba tak właśnie powinno być. Tyle, że później Bletchley opadł na ziemię, Ger wpatrywała się w to wszystko krótką chwilę, po czym puściła brata i podbiegła do przyjaciela. To zdecydowanie nie wyglądało dobrze, co powinna zrobić? Zawołać ojca? Nie, nie mogła się tak zachowywać, musiała radzić sobie sama. Yaxley była silna, tyle, czy na tyle silna, żeby zabrać stąd Caina, spróbowała wziąć go na ręce, chciała wyjść z tego przeklętego pokoju i dojść z nim do swojej sypialni, żeby tam mógł jakoś wrócić do rzeczywistości.
sprawdźmy, czy Ger da radę przenieść Caina
Akcja nieudana
Sukces!