24.05.2024, 20:45 ✶
Południowe stragany – odchodzę od stoiska Viorici do wyrobów pani Zamfir
Najpierw stoję z Cameronem i Heather przy stoisku Viorici, a potem ruszam do stoiska Ralisty, gdzie kupuję dżem.
– Tu też chyba mignął mi fotograf, więc może zrobi wam zdjęcia dla odmiany jak jecie watę cukrową.
Nie miała pojęcia, co Cameronowi chodzi po głowie. Miał pewnie trochę racji – Heather szła za Brenną w niebezpieczne sytuacje. Tyle że… bez Brenny pewnie też by się w nie pchała, a tak przynajmniej słuchała od czasu do czasu polecenia „zostań z tyłu”. Można było się tu sprzeczać, chociaż owszem, Brenna miał odrobinę wyrzutów sumienia, że poprzedniego wieczora Cameron zapewne musiał podawać dziewczynie eliksiry, bo uszkodziła sobie lekko stopę na Podziemnych Ścieżkach.
– Raczej mam nadzieję, że obejdzie się bez bogów i czarnoksiężników. Nie ośmieliłabym się prosić o tak wiele, jak wiesz, normalny sabat, ale może o… nie przekraczanie wszystkich możliwych norm, tak to ujmijmy – roześmiała się na pytanie Heather. Była prawie pewna, ze wydarzy się dziś coś dziwnego. A jeżeli jej osobiście nic dziwnego się nie przydarzy, to będzie potem trwała w konsternacji, zdumiona takim obrotem rzeczy. – Dlaczego nie spytać? Jeśli nie z miotłami, to może na przykład ze złotym zniczem? To całkiem wdzięczny wzór na biżuterię.
Czy Brenna miała jakieś niecne, pierścionkowe plany, gdy przystanęła przy tym stoisku?
Nie.
Wyjątkowo nie, nawet nie zauważyła najpierw, obok jakiego straganu stają. Ale w świetle porannej rozmowy, gdy zorientowała się, że Cameron wskazał Wood pierścionki, a ona zaczęła je oglądać, Brenna niemal wstrzymała oddech i ba, zapragnęła teraz zniknąć! Jakby się tu ulotnić ukradkiem? Nie żeby uważała, że Lupin postanowił teraz kupować pierścionek zaręczynowy, nie dość że z potencjalną narzeczoną u boku (a może już była jego narzeczoną, cholera wiedziała, czy on tak już nie myślał?!), to jeszcze z jej partnerką w pracy. No ale ciągle… oglądali pierścionki, tak? Ugryzła się w język, zanim zaczęła im doradzać w sprawie biżuterii, bo nie powinna się tu wtrącać!
– To ja… ten… kupię dżem – wymamrotała, ale nawet nie na tyle głośno, by mieć pewność, że ją usłyszą. Zresztą wcale nie znikała im z oczu – cofnęła się po prostu do jednego z pobliskich stoisk, mianowicie tego Ralisty, gdzie wybrała jeden ze słoiczków, nawet nie patrząc na etykietkę. Zapłaciła odpowiednią kwotę, chociaż zasadniczo w Warowni czego jak czego, ale dżemów nie brakowało. Ale chciała dać „dzieciakom” chociaż moment, a to był niezły pretekst.
Najpierw stoję z Cameronem i Heather przy stoisku Viorici, a potem ruszam do stoiska Ralisty, gdzie kupuję dżem.
– Tu też chyba mignął mi fotograf, więc może zrobi wam zdjęcia dla odmiany jak jecie watę cukrową.
Nie miała pojęcia, co Cameronowi chodzi po głowie. Miał pewnie trochę racji – Heather szła za Brenną w niebezpieczne sytuacje. Tyle że… bez Brenny pewnie też by się w nie pchała, a tak przynajmniej słuchała od czasu do czasu polecenia „zostań z tyłu”. Można było się tu sprzeczać, chociaż owszem, Brenna miał odrobinę wyrzutów sumienia, że poprzedniego wieczora Cameron zapewne musiał podawać dziewczynie eliksiry, bo uszkodziła sobie lekko stopę na Podziemnych Ścieżkach.
– Raczej mam nadzieję, że obejdzie się bez bogów i czarnoksiężników. Nie ośmieliłabym się prosić o tak wiele, jak wiesz, normalny sabat, ale może o… nie przekraczanie wszystkich możliwych norm, tak to ujmijmy – roześmiała się na pytanie Heather. Była prawie pewna, ze wydarzy się dziś coś dziwnego. A jeżeli jej osobiście nic dziwnego się nie przydarzy, to będzie potem trwała w konsternacji, zdumiona takim obrotem rzeczy. – Dlaczego nie spytać? Jeśli nie z miotłami, to może na przykład ze złotym zniczem? To całkiem wdzięczny wzór na biżuterię.
Czy Brenna miała jakieś niecne, pierścionkowe plany, gdy przystanęła przy tym stoisku?
Nie.
Wyjątkowo nie, nawet nie zauważyła najpierw, obok jakiego straganu stają. Ale w świetle porannej rozmowy, gdy zorientowała się, że Cameron wskazał Wood pierścionki, a ona zaczęła je oglądać, Brenna niemal wstrzymała oddech i ba, zapragnęła teraz zniknąć! Jakby się tu ulotnić ukradkiem? Nie żeby uważała, że Lupin postanowił teraz kupować pierścionek zaręczynowy, nie dość że z potencjalną narzeczoną u boku (a może już była jego narzeczoną, cholera wiedziała, czy on tak już nie myślał?!), to jeszcze z jej partnerką w pracy. No ale ciągle… oglądali pierścionki, tak? Ugryzła się w język, zanim zaczęła im doradzać w sprawie biżuterii, bo nie powinna się tu wtrącać!
– To ja… ten… kupię dżem – wymamrotała, ale nawet nie na tyle głośno, by mieć pewność, że ją usłyszą. Zresztą wcale nie znikała im z oczu – cofnęła się po prostu do jednego z pobliskich stoisk, mianowicie tego Ralisty, gdzie wybrała jeden ze słoiczków, nawet nie patrząc na etykietkę. Zapłaciła odpowiednią kwotę, chociaż zasadniczo w Warowni czego jak czego, ale dżemów nie brakowało. Ale chciała dać „dzieciakom” chociaż moment, a to był niezły pretekst.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.