24.05.2024, 22:54 ✶
To był człowiek spragniony cudzego dotyku, ale jednocześnie ktoś doświadczony w tego typu zbliżeniach i rozumiejący aż za dobrze w jaki sposób sprawić kobiecie przyjemność. Nic dziwnego, że tak zareagował na te jej teksty o złamanych sercach. On nie był kimś obserwującym wszystko z boku, kimś kto nie zaznał cudzej bliskości. Był kimś, kto coś stracił i z tego powodu cierpiał, przelewając tęsknotę za czymś, czego nie mógł odzyskać w takiego typu zbliżenia. Chciał dostać ogień, żar, ostatecznie zadowoliłby się małym płomieniem, iskrą, rozgrzanym kamieniem - byle poczuć się chcianym, nawet jeżeli to miało trwać tylko kilkanaście minut, po których pustka wracała - chciał i wzdychał do każdego pyłku okazanej mu uwagi.
Mógłby posłuchać jej dłużej. Opowieści, anegdotek, czegokolwiek chciała. Dałby jej może jakiś prezent lepszy niż to, że pamiętał o założeniu prezerwatywy. Poprzesuwałby opuszki palców po okaleczonej głowie słuchając ciszy przerywanej uspokajającym się oddechem. Ona jednak oddała mu siebie więcej - nigdy by tego nie odmówił, więc wziął ją zachłannie, trzymając na sobie okrakiem, tak żeby ją widzieć i być jeszcze pewniejszym własnych słów - była przepiękna. Ktokolwiek ją odrzucił, musiał być szaleńcem w złym tego słowa znaczeniu. A może był zwyczajnie martwy. Nawet pozbywszy się włosów w tak chaotyczny sposób, nie udało jej się zabić zaklętego w sobie czaru. Była przepiękna, drobna, filigranowa, ale miała też te ciemne, bystre oczy mówiące mu, że drzemało w niej coś więcej - jakaś burza, tajfun. Miał na sobie kobietę przywodzącą na myśl huragan. Rozgrzewało go to do czerwoności.
Pewnie dlatego nigdy im razem nie wyszło. Bo oboje potrzebowali kogoś, kto skontruje ten drzemiący w duszy niepokój, kto ugasi ich gniew, kto pokaże im, że istniał w tym większy sens niż próby zapomnienia o duszącym ich bólu, żeby jakiś przetrwać do następnego dnia.
Nie byli więc sobie przeznaczeni, nawet jeżeli w tych chwilach byli dla siebie wszystkim.
Mógłby posłuchać jej dłużej. Opowieści, anegdotek, czegokolwiek chciała. Dałby jej może jakiś prezent lepszy niż to, że pamiętał o założeniu prezerwatywy. Poprzesuwałby opuszki palców po okaleczonej głowie słuchając ciszy przerywanej uspokajającym się oddechem. Ona jednak oddała mu siebie więcej - nigdy by tego nie odmówił, więc wziął ją zachłannie, trzymając na sobie okrakiem, tak żeby ją widzieć i być jeszcze pewniejszym własnych słów - była przepiękna. Ktokolwiek ją odrzucił, musiał być szaleńcem w złym tego słowa znaczeniu. A może był zwyczajnie martwy. Nawet pozbywszy się włosów w tak chaotyczny sposób, nie udało jej się zabić zaklętego w sobie czaru. Była przepiękna, drobna, filigranowa, ale miała też te ciemne, bystre oczy mówiące mu, że drzemało w niej coś więcej - jakaś burza, tajfun. Miał na sobie kobietę przywodzącą na myśl huragan. Rozgrzewało go to do czerwoności.
Pewnie dlatego nigdy im razem nie wyszło. Bo oboje potrzebowali kogoś, kto skontruje ten drzemiący w duszy niepokój, kto ugasi ich gniew, kto pokaże im, że istniał w tym większy sens niż próby zapomnienia o duszącym ich bólu, żeby jakiś przetrwać do następnego dnia.
Nie byli więc sobie przeznaczeni, nawet jeżeli w tych chwilach byli dla siebie wszystkim.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.