26.12.2022, 22:25 ✶
Stoisko ze słodkościami zdawało się dość szybko przyciągnąć uwagę Malfoyówny. Znaczy, pani Black. W końcu po coś tu podeszła, nieprawdaż? Przygnał ją tu kaprys czegoś słodkiego, zwłaszcza jeśli udałoby się upolować coś bez dodatku nieszczęsnego mleka, które nie wiedzieć dlaczego utrudniało życie od samego jego początku.
Przynajmniej nie była w tym osamotniona, rodzeństwo dzieliło ten sam los.
Pochyliła się nad krajanką z melasy i kandyzowanymi owocami, rozważając, na co dokładniej miała ochotę i… och, chyba powinna była spytać Perseusa, czy czegoś by nie chciał, zanim podążyła w iście rączym tempie w stronę straganu! No ale, teraz to już nie będzie się wracać; nie bardzo widziała bieganie w tę i we w tę. Zwłaszcza że rozmawiała teraz z Bulstrode.
- Ach… pewnie musiała coś dziwnego powiedzieć – stwierdziła, zerkając z ukosa na Florence. W zasadzie był to eufemizm – od tylko „dziwnych” rzeczy nie wyglądało się, jakby miało zaraz stracić przytomność i wyrżnąć głową w ziemię. Tu musiało pójść coś o wiele grubszego kalibru, jakaś mocno kiepska wróżba…
… o ile ktoś wierzył we wróżby i przepowiednie wszelkiej maści.
- Trudno powiedzieć, do mnie akurat nigdy nie podeszła – przyznała, grzebiąc intensywnie w pamięci. Co o niej właściwie wiedziała? Bywała na sabatach, owszem, waliła ludzi kijami po głowach – to też kojarzyła. Ale czy się sprawdzało… - Brygadziści, myślę, są jej świadomi. A czy naprawdę jest jasnowidzką…? Cóż, coś słyszałam, że niby jej słowa się sprawdzają, ale… jak by mi ktoś wywróżył, że zdam egzamin z najwyższą notą i przestanę się przez to do niego uczyć, to nie sądzę, by taka wróżba miała rację bytu – pozwoliła sobie na odrobinę lżejszy ton, niemniej te słowa chyba dość jasno pokazywały podejście Eunice do jasnowidzenia jako takiego.
Znaczy, bzdury. Nie podążanie za wróżbami, a pieczołowite kucie własnego losu.
Przynajmniej nie była w tym osamotniona, rodzeństwo dzieliło ten sam los.
Pochyliła się nad krajanką z melasy i kandyzowanymi owocami, rozważając, na co dokładniej miała ochotę i… och, chyba powinna była spytać Perseusa, czy czegoś by nie chciał, zanim podążyła w iście rączym tempie w stronę straganu! No ale, teraz to już nie będzie się wracać; nie bardzo widziała bieganie w tę i we w tę. Zwłaszcza że rozmawiała teraz z Bulstrode.
- Ach… pewnie musiała coś dziwnego powiedzieć – stwierdziła, zerkając z ukosa na Florence. W zasadzie był to eufemizm – od tylko „dziwnych” rzeczy nie wyglądało się, jakby miało zaraz stracić przytomność i wyrżnąć głową w ziemię. Tu musiało pójść coś o wiele grubszego kalibru, jakaś mocno kiepska wróżba…
… o ile ktoś wierzył we wróżby i przepowiednie wszelkiej maści.
- Trudno powiedzieć, do mnie akurat nigdy nie podeszła – przyznała, grzebiąc intensywnie w pamięci. Co o niej właściwie wiedziała? Bywała na sabatach, owszem, waliła ludzi kijami po głowach – to też kojarzyła. Ale czy się sprawdzało… - Brygadziści, myślę, są jej świadomi. A czy naprawdę jest jasnowidzką…? Cóż, coś słyszałam, że niby jej słowa się sprawdzają, ale… jak by mi ktoś wywróżył, że zdam egzamin z najwyższą notą i przestanę się przez to do niego uczyć, to nie sądzę, by taka wróżba miała rację bytu – pozwoliła sobie na odrobinę lżejszy ton, niemniej te słowa chyba dość jasno pokazywały podejście Eunice do jasnowidzenia jako takiego.
Znaczy, bzdury. Nie podążanie za wróżbami, a pieczołowite kucie własnego losu.
290/1691