26.12.2022, 22:40 ✶
Nie znała Sauriela od tej dobrej strony, którą może miał. W ogóle go nie znała bardziej niż jego ciągła złość na wszystko i wszystkich. Za wszystko. Victoria chciała go poznać, chciała wiedzieć kto zostanie jej mężem, rodziną, kto – jak sądziła – będzie ojcem jej dzieci. Jednak jedyny obraz jaki do tej pory miała to: porywczy furiat z niewyparzoną gębą. To nie brzmiało jak dobry kandydat na partnera. A jednak… póki co musiała jakoś z tym fantem żyć. I czekać aż Rookwood się otworzy i da choć trochę poznać. Bo chyba każdy miał dobre i złe strony, nie można było mieć tylko złych.
Nie chodziło jej o to, by mu się przypodobać – ot chciała wyglądać odpowiednio i nie odstawać. Tak prawdę powiedziawszy to nawet nie wiedziała czy mu się podoba… wspomniał jedynie o tym, że to dobrze, że nie musi jej zakładać worka na głowę. Nie sądziła w każdym razie, że zrobi na nim teraz takie wrażenie, że w tych swoich kategoriach zaliczy ją do tych panien, na które zwróciłby uwagę. Ale z drugiej strony – ona nie dała po sobie znać czy Sauriel jej się podoba czy nie. To było tak: nie był zły. I z pewnością podobałby jej się bardziej, gdyby przy okazji tak jej nie wkurzał i nie próbował zajść na skórę. Gdyby mogła spojrzeć na niego spokojnie i się nie irytować, i stwierdzić, że jest na co popatrzeć.
- To dobrze… – odpowiedziała mu zerkając na koronkowy falban i myślała że na tym koniec tej dyskusji i mogą przejść dalej do przeniesienia się w określone miejsce. Ale nie. Victoria uniosła swoją głowę i ją zadarła, żeby spojrzeć na Sauriela. - Że co? Niech tylko spróbują, to nie ręczę za siebie – nie będzie ją nikt bez jej zgody klepał po tyłku, nie ma mowy –[/b] prychnęła jak rasowa kotka. - Może lepiej jak będę się trzymać przy tobie – uznała po chwili. Cóóóż… jakby nie było, aktualnie był jej narzeczonym. Czy tam kimś. Istniała dużą szansa, że on swoją rękę by zachował, gdyby ją klepnął w tyłek.
- Martwisz się o mnie? – walczyła z dwoma wersjami tego, co mu odpowiedzieć. Czy się martwi, czy raczej ogier martwi się o klacz – na szczęście wygrała wersja pierwsza. – A tobie nie jest zimno? – właściwie dodała to zaraz po chwili i uśmiechnęła się do niego. - A tak naprawdę to rzuciłam na sobie czar ogrzewający. Mój płaszcz zepsuły cały efekt.
Nie chodziło jej o to, by mu się przypodobać – ot chciała wyglądać odpowiednio i nie odstawać. Tak prawdę powiedziawszy to nawet nie wiedziała czy mu się podoba… wspomniał jedynie o tym, że to dobrze, że nie musi jej zakładać worka na głowę. Nie sądziła w każdym razie, że zrobi na nim teraz takie wrażenie, że w tych swoich kategoriach zaliczy ją do tych panien, na które zwróciłby uwagę. Ale z drugiej strony – ona nie dała po sobie znać czy Sauriel jej się podoba czy nie. To było tak: nie był zły. I z pewnością podobałby jej się bardziej, gdyby przy okazji tak jej nie wkurzał i nie próbował zajść na skórę. Gdyby mogła spojrzeć na niego spokojnie i się nie irytować, i stwierdzić, że jest na co popatrzeć.
- To dobrze… – odpowiedziała mu zerkając na koronkowy falban i myślała że na tym koniec tej dyskusji i mogą przejść dalej do przeniesienia się w określone miejsce. Ale nie. Victoria uniosła swoją głowę i ją zadarła, żeby spojrzeć na Sauriela. - Że co? Niech tylko spróbują, to nie ręczę za siebie – nie będzie ją nikt bez jej zgody klepał po tyłku, nie ma mowy –[/b] prychnęła jak rasowa kotka. - Może lepiej jak będę się trzymać przy tobie – uznała po chwili. Cóóóż… jakby nie było, aktualnie był jej narzeczonym. Czy tam kimś. Istniała dużą szansa, że on swoją rękę by zachował, gdyby ją klepnął w tyłek.
- Martwisz się o mnie? – walczyła z dwoma wersjami tego, co mu odpowiedzieć. Czy się martwi, czy raczej ogier martwi się o klacz – na szczęście wygrała wersja pierwsza. – A tobie nie jest zimno? – właściwie dodała to zaraz po chwili i uśmiechnęła się do niego. - A tak naprawdę to rzuciłam na sobie czar ogrzewający. Mój płaszcz zepsuły cały efekt.