Philip nie mógł nie pokazać się pokazać się na tegorocznym Lammas - poza tym, że to było dobre dla jego rozpoznawalności to podczas tegorocznego kiermaszu planował zakupić przynajmniej parę rzeczy, zarówno dla siebie jak i dla swoich bliskich. Niewykluczone, że spotka przynajmniej paru swoich znajomych. Będąc osobą szeroko rozpoznawalną w świecie czarodziejów mógł spodziewać się tego, że fani nawiążą z nim kontakt, i, co gorsza, mogą nachodzić go psychofani. Potencjalna obecność sławnych osób jak zawsze przyciągnie dziennikarzy. Nie mógł powiedzieć, żeby był z kimś umówiony i to mu nie przeszkadzało - zawsze potrafił sobie znaleźć towarzystwo albo ono znajdowało jego.
Wybierając się na jakikolwiek sabat, kiermasz czy inne widowisko uliczne słusznie zakładał, że tam nie będzie obcować z kulturą wysoką. W takich wydarzeniach chodziło o rozrywkę i interakcje z innymi ludźmi. Podczas takich wydarzeń mógł przekonać się o tym, jak bardzo potrafiła być zatłoczona Ulica Pokątna i Aleja Horyzontalna, jeśli na nią wylegnie tyle ludzi. Miał nadzieję, że nie dojdzie do takiej masakry jak podczas Beltane.
Będąc ubranym w brązową marynarkę, założoną na biały podkoszulek z krótkim rękawem, oraz w ciemne spodnie i czarne, wygodne buty. Skierował się swobodą oraz wygodą, pozostawiając tym razem szaty czarodziejów w swojej szafie. Do stoiska ze słodkościami wiodła całkiem niemała kolejka, w której musiał swoje odstać.
— Dzień dobry. Poproszę porcję waty cukrowej i pięć makaroników truskawkowych. Dziękuję. — Zwrócił się do właścicielki różowego stoiska, wskazujące na to, że należy ono do właścicielki klubokawiarni, której sporadycznie przekraczał progi. Tam nie przychodził dla wystroju, który nawet dla niego wydawał się aż nazbyt różowy, niczym wielka i różowa (a jakże!) landrynka. Róż był dosłownie wszędzie. Tam poszukiwał wyłącznie obłędnych wypieków. Wyciągnął swój portfel aby zapłacić za swoje słodycze. Po zakupieniu waty cukrowej i tych kilku ciastek zamierzał oddalić się od stoiska po to aby zrobić miejsce innym miłośnikom słodyczy.
W tym tłumie trudno było zauważyć to, że ktoś do niego podszedł. Klepnięcie w ramię zwróciło jego uwagę na stojącego przy nim mężczyznę, którym okazał się jego daleki krewny. Trzymając w dłoni patyczek z watą cukrową, zatrzymał na nim spojrzenie i posłał mu uśmiech, uwydatniający i tym razem dołeczki w jego policzkach. Cóż za spotkanie!
— Robercie, nie spodziewałem się ciebie tutaj. Ostatnio widzieliśmy się na bankiecie organizowanym przez moją matkę i to było jeszcze wiosną. Kupujesz coś na tym stoisku? Mogę polecić ci sprzedawane tutaj wypieki. — Odrywając dwoma palcami kawałek waty cukrowej wdał się w konwersację ze swoim dalszym kuzynem. Na moment jednak zamilkł, przeżuwając pierwszy kęs waty cukrowej, która też od razu zabarwiła jego ciemnozłote włosy na czarno.
— Jesteś sam, służbowo czy z prywatnie z rodziną? — Dopytał po to aby określić, czy też uda mu porozmawiać z pozostałymi krewniakami.
Rzut na kolor włosów po zjedzeniu waty cukrowej - klik
@Nora Figg @Robert Mulciber