Najwyraźniej jej pojawienie się w placówce przeszkodziło Anthony’emu dokończyć myśl, jaką zapisywał na pergaminie, lub być może nie była taką ulotną, a może tak ważną, by dokończyć to, co robił, bo gdy już się przywitali i wymienili grzecznościami, gdy została przedstawiona Erikowi, a on jej, to Shafiq wcale nie wrócił do tego, by kontynuować pisanie, a po prostu odsunął zapiski gdzieś na bok, jakby w tym wszystkim były nieważne. Umówili się na konkretną godzinę i o takiej właśnie się zjawiła, nie czując się w tym miejscu ani trochę obco. Jej ojciec, z zamiłowania archeolog, z wykształcenia klątwołamacz, od dawna miał do czynienia z placówką dyplomatyczną, zwłaszcza, że w pewnym momencie to temu się w pełni poświęcił, najwyraźniej nie chcąc już narażać rodziny na to, że coś mogłoby mu się stać, a miał przecież spore doświadczenie i obycie z ludźmi obu kultur: tej angielskiej jak i egipskiej, naturalnym więc było zakręcić się w pracy jako dyplomata. Tak i Guinevere była wychowana na granicy dwóch światów, czerpiąc z jednej i drugiej kultury, choć bliżej siłą rzeczy, było jej do tej egipskiej, skoro to tutaj większą część życia spędziła.
Dlatego zaznajomiona była z angielskimi dżentelmenami (którzy, według jej gustu, bywali zbyt sztywni czy oficjalni… zdecydowanie wolała charakterność niż te wszystkie protokoły i maniery) nie czuła się tutaj obco, rzadko kiedy ogólnie czuła się gdzieś obco, chociaż obecnie mogło to wypływać z tego, że Anthony’ego już trochę znała, a gdy dał się poznać, to okazywało się, że nie jest jednym z tych sztywniaków, choć zdecydowanie był dystyngowanym jegomościem. To jednak, że była z nimi zaznajomiona nie znaczyło, że zawsze sama się tych protokołów trzymała – wręcz przeciwnie, jej przekorna natura lubiła czasami naciągać strunę i badać, gdzie dokładnie leżą granice… Póki co jednak grzecznie siedziała na krześle i popijała herbatę (która według niej anglikom wychodziła znacznie lepiej niż kawa) z filiżanki, z ciekawością zerkając na Erika. To jest – po tym, gdy już zatkała dziób i przestała nawijać jak najęta o nowej ekspozycji w Muzeum i o tym, co dzieje się ludziom, którzy zbyt długo mieli z nią kontakt. Nie bardzo miała się do kogo zwrócić. Widzieli to różni klątwołamacze, zasięgnęła również opinii swojego ojca, ale i on rozkładał ręce. Widać bez inskrypcji niewiele więcej mogli zrobić, a ona, jako lekarz, też nie potrafiła sobie z problemem poradzić.
– Wiem, ale może tobie przyjdzie coś do głowy. Może coś ci się skojarzy z jakimś innym językiem, może zobaczysz coś, co dla nas jest mgliste, a dla obcokrajowca wyda się oczywiste – przeniosła na powrót spojrzenie na Anthony’ego, próbując mu to jakoś zracjonalizować – dlaczego w ogóle zwracała się z tym do niego. Prawda była taka, że to była już desperacja, nie dlatego, że nie ufała w zdolności mężczyzny, absolutnie nie, a dlatego, że nie chciała go narażać, ani zabierać mu czasu odpoczynku, na jakieś swoje spawy, z którymi nie umiała sobie poradzić. A jednak… tonący brzytwy się chwyta. – Wiem, że nie. Nie oczekuję tego. Obiecuję, że nic ci się nie stanie – to jest – że nie pozwoli mu przebywać w obecności ekspozycji na tyle długo, by i on zaczął chorować. Nie, zamierzała dopełnić wszelkich norm bezpieczeństwa. Najbezpieczniej pewnie byłoby przynieść zdjęcia, ale to nie było to samo, co zobaczyć na żywo. No i zdjęcia mogły nie pokazać wszystkiego, a może jakiś jeden drobny szczegół… – Tak, zamknięte. Zaprowadzę cię… was – przekrzywiła na bok głowę, zerkając znowu na Erika, który pewnie nie zostawiłby Anthony’ego samego. – Nie pali się, możemy dokończyć tutaj… i wtedy na pewno się już ochłodzi – uśmiechnęła się leciutko. Pewnie niełatwo było im wytrzymać w takich temperaturach, akurat ze wszystkich miesięcy wybrali sobie lipiec… Chociaż i tak powietrze w Egipcie nie było tak wilgotne jak w Angli i gdyby tam były podobne temperatury, to znosiliby to dużo gorzej. A tak… Wydawało się, że jest tak o dziesięć stopni mniej, niż było w rzeczywistości – i było to bardzo zgubne. – Pewnie jest dla was bardzo gorąco, co? – zagaiła przy okazji, chociaż głównie Erika.