25.05.2024, 09:54 ✶
Flynn parsknął pod nosem. To był szczery śmiech, tylko nie był pewien, czy ten żart faktycznie był taki zabawny, czy dało się upalić oparami zielska. Ostatecznie... Dziewczyna i tak wyglądała, jakby było jej to obojętne.
- Andżela, zapuściłaś włosy? - Rzucił w odpowiedzi, a później utonęli razem w muzyce. W muzyce, do której jak się okazało niekoniecznie potrafiła ruszać się w tym stanie, więc faktycznie wpadli razem na głośnik, omal nie kończąc tej imprezy jednym prostym trikiem, jakim była nieudana próba złapania jej w locie. - Wariatka. - Skwitował. Ale przecież nic się nie stało, więc tym razem on pociągnął ją za rękę, żeby przestała stać tak wryta w parkiet, z miną wyrażającą tyle co „ups”. - To jest jakaś tradycja? - Zapytał, przez chwilę nie mogąc oderwać wzroku od wielkich nożyc. - Mówię o wrzucaniu do jeziora, nie o tym, że jesteś ciamajdą - droczył się z nią dalej, zastanawiając się ile była w stanie wytrzymać. Żadna z wachlarza form, jakie był w stanie przyjąć, nie była kimś zdolnym do całkowitego powstrzymania ciętego, prowokującego jęzora. Przykro to w sumie brzmiało, ale to przecież była prawda - przy nim trzeba było przyzwyczaić się do tego, że będzie wredny. Gdyby był czekoladą, zdecydowanie miałby w sobie za dużo soli.
Położył rękę na plecach brunetki i oboje wpatrywali się w pannę młodą. Najwyraźniej o świecie dało się dowiedzieć czegoś jeszcze.
Jedyną parą oczu, która nie wpatrywała się teraz w najważniejszą kobietę na sali, była aktualnie wysoka, wytatuowana barmanka, całkowicie skupiona na przybyłym tu niedawno chłopaku posyłającym jej swój firmowy uśmiech numer jeden. Nietrudno było domyślić się, że ona ten uśmiech odbierała dokładnie tak, jak Cain tego chciał - i nawet jeżeli powinna być nieco rozsądniejsza, najwyraźniej ładne oczy wystarczyły, żeby przestała się nad tym zastanawiać.
- Ha, na pewno nie będziesz tak pijany jak on, skoro dopiero co tutaj przyszedłeś - powiedziała, pochylając się nad blatem barowym i opierając o niego łokciami, żeby lepiej słyszeli się przez krzyczących ludzi. - Jemu nie nalałam właśnie pierwszego drinka. - Oderwała od niego wzrok, żeby omieść nim salę i dojrzeć tego świeżo upieczonego męża. Wpatrywał się w nią szczęśliwy, z miłością, przykładając ręce do twarzy jakby nie wierzył w to, co miało się właśnie wydarzyć. - Takie? W sensie takie wesołe - najwyraźniej nie tylko przez zielsko - czy takie wesela? Wesołe to zawsze, ale wesela zdarzają się rzadko. - Skinęła głową na tę dwójkę gołąbeczków. - Oni, w sensie para młoda, poznali się z dwa lata temu i przekonali właścicielkę do wynajęcia im tego po niższej cenie. Zgodziła się chyba tylko przez to, że dziewczyna przychodziła tu wcześniej z innym facetem i nikt go na barze nie lubił, jak z nim wreszcie zerwała to kiedy ryczała na tamtym stołku, wszyscy biliśmy jej brawo. - Opowieść była (jej zdaniem) zabawna, a dalsza część ich historii, ta opowiadana w akompaniamencie dźwięku cięcia nożyczek, na pewno powinna ją ciekawić. Ona jednak zamiast obserwować zmiany na twarzy ich najwyraźniej stałej bywalczyni, wysunęła bladą rękę w kierunku Caina. - Christina.
- Andżela, zapuściłaś włosy? - Rzucił w odpowiedzi, a później utonęli razem w muzyce. W muzyce, do której jak się okazało niekoniecznie potrafiła ruszać się w tym stanie, więc faktycznie wpadli razem na głośnik, omal nie kończąc tej imprezy jednym prostym trikiem, jakim była nieudana próba złapania jej w locie. - Wariatka. - Skwitował. Ale przecież nic się nie stało, więc tym razem on pociągnął ją za rękę, żeby przestała stać tak wryta w parkiet, z miną wyrażającą tyle co „ups”. - To jest jakaś tradycja? - Zapytał, przez chwilę nie mogąc oderwać wzroku od wielkich nożyc. - Mówię o wrzucaniu do jeziora, nie o tym, że jesteś ciamajdą - droczył się z nią dalej, zastanawiając się ile była w stanie wytrzymać. Żadna z wachlarza form, jakie był w stanie przyjąć, nie była kimś zdolnym do całkowitego powstrzymania ciętego, prowokującego jęzora. Przykro to w sumie brzmiało, ale to przecież była prawda - przy nim trzeba było przyzwyczaić się do tego, że będzie wredny. Gdyby był czekoladą, zdecydowanie miałby w sobie za dużo soli.
Położył rękę na plecach brunetki i oboje wpatrywali się w pannę młodą. Najwyraźniej o świecie dało się dowiedzieć czegoś jeszcze.
Jedyną parą oczu, która nie wpatrywała się teraz w najważniejszą kobietę na sali, była aktualnie wysoka, wytatuowana barmanka, całkowicie skupiona na przybyłym tu niedawno chłopaku posyłającym jej swój firmowy uśmiech numer jeden. Nietrudno było domyślić się, że ona ten uśmiech odbierała dokładnie tak, jak Cain tego chciał - i nawet jeżeli powinna być nieco rozsądniejsza, najwyraźniej ładne oczy wystarczyły, żeby przestała się nad tym zastanawiać.
- Ha, na pewno nie będziesz tak pijany jak on, skoro dopiero co tutaj przyszedłeś - powiedziała, pochylając się nad blatem barowym i opierając o niego łokciami, żeby lepiej słyszeli się przez krzyczących ludzi. - Jemu nie nalałam właśnie pierwszego drinka. - Oderwała od niego wzrok, żeby omieść nim salę i dojrzeć tego świeżo upieczonego męża. Wpatrywał się w nią szczęśliwy, z miłością, przykładając ręce do twarzy jakby nie wierzył w to, co miało się właśnie wydarzyć. - Takie? W sensie takie wesołe - najwyraźniej nie tylko przez zielsko - czy takie wesela? Wesołe to zawsze, ale wesela zdarzają się rzadko. - Skinęła głową na tę dwójkę gołąbeczków. - Oni, w sensie para młoda, poznali się z dwa lata temu i przekonali właścicielkę do wynajęcia im tego po niższej cenie. Zgodziła się chyba tylko przez to, że dziewczyna przychodziła tu wcześniej z innym facetem i nikt go na barze nie lubił, jak z nim wreszcie zerwała to kiedy ryczała na tamtym stołku, wszyscy biliśmy jej brawo. - Opowieść była (jej zdaniem) zabawna, a dalsza część ich historii, ta opowiadana w akompaniamencie dźwięku cięcia nożyczek, na pewno powinna ją ciekawić. Ona jednak zamiast obserwować zmiany na twarzy ich najwyraźniej stałej bywalczyni, wysunęła bladą rękę w kierunku Caina. - Christina.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.