25.05.2024, 11:42 ✶
Determinacja, miłość, może ludzka głupota... Czy potrafiła góry przenosić? Wyrwać mnie z cyrku? Popchnąć gdzieś w świat, może niedaleki, ale jakże niebezpieczny? Zdawało się, że tak. Dodatkowo, chyba właśnie przez to, przez tę na pozór łatwą decyzję, wciąż chodziłem nerwowy i struty, bo nie byłem w stanie zostawić cyrku z powodu odpowiedzialności i troski, ale też z powodu tej odpowiedzialności i troski nie potrafiłem zostawić Flynna samego sobie na placu boju... Ale co bym wtedy robił? Ani jednego, ani drugiego, tylko bym wegetował w niepewności, a tak, przy odrobinie szczęścia, odhaczymy i jedno, i drugie. Tak, taki był aktualnie plan A.
A czy zdradę Flynna można było nazwać zdradą, skoro wymknął się z cyrku, kiedy jeszcze nie byliśmy parą, a zostaliśmy nią dopiero po jego powrocie, po tym jak zerwał kontakty z Fontaine i całą resztą...? Owszem, byłem zazdrosny, ciut zazdrosny, ale nie miałem mu tego za złe. Byłoby to bezpodstawne.
- Z Elaine to tylko chichoty... Nawet nigdy się nie całowaliśmy! - zauważyłem rozbawiony, szczególnie że Elaine była mi jak młodsza siostra... Ale z kolei Flynn długi okres czasu był mi niczym młodszy brat, ale... To była kompletnie inna płaszczyzna relacji. Z Elaine bardziej trwaliśmy w przyjaźni, zaś z Flynnem łączyło mnie coś silniejszego, głębszego, coś, co sprawiało, że czułem się lepiej, kiedy był blisko, i usychałem, kiedy jego nie było. - I mówię na serio-serio. Nawet moglibyśmy to sformalizować przed kapłanką... albo coś. Myślisz, że ktoś udzieliłby nam ślubu...? - zapytałem niepewny tego ostatniego. Nie interesowałem się wcześniej tym temat, więc nie byłem pewien, czy znaleźlibyśmy odpowiednio otwartą osobę na sprawy, ale zapewne tak.
Ująłem twarz Flynna i go pocałowałem. Tak może nie głęboko, ale przedłużałem tego całusa kilka sekund.
- O ile oczywiście chcesz... Ja rozumiem, że trudno jest ci opowiadać o sobie. Zrobimy to małymi krokami. Tak, jak teraz. A to, że miałeś inne osoby, innych partnerów w swoim życiu... Nie powiem, jestem trochę o to zazdrosny, ale ostatecznie jesteś mój, więc można uznać, że z nimi wygrałem! - zauważyłem uśmiechnięty. Tak, tego powinienem się trzymać. Żaden obawy, żadne niepewności. Flynn był ze mną i zadbam o to by ze mną był. Dawno w cyrku nie mieliśmy żadnego ślubu, więc z pewnością się ucieszą, że będzie okazja do świętowania.
- Przyznam, że lżej mi z myślą, że nie będziesz sam. Mogłem podjąć tę decyzję już wcześniej, ale nie chciałem na ciebie naciskać... Jest w porządku? - zapytałem go tak dla pewności. Ale wydawał się być zaskoczony, nawet wzruszony moją propozycją. Może tak naprawdę od dawna czekał na to aż w końcu to zaproponuję? Nie zdziwiłbym się wcale. Flynn serio pasował na żonę. Jak mało kto. Oczekiwał, nie mówiąc, czego oczekuje, hehe. Stereotypowa baba. Ale przecież tego jej nie powiem!
A czy zdradę Flynna można było nazwać zdradą, skoro wymknął się z cyrku, kiedy jeszcze nie byliśmy parą, a zostaliśmy nią dopiero po jego powrocie, po tym jak zerwał kontakty z Fontaine i całą resztą...? Owszem, byłem zazdrosny, ciut zazdrosny, ale nie miałem mu tego za złe. Byłoby to bezpodstawne.
- Z Elaine to tylko chichoty... Nawet nigdy się nie całowaliśmy! - zauważyłem rozbawiony, szczególnie że Elaine była mi jak młodsza siostra... Ale z kolei Flynn długi okres czasu był mi niczym młodszy brat, ale... To była kompletnie inna płaszczyzna relacji. Z Elaine bardziej trwaliśmy w przyjaźni, zaś z Flynnem łączyło mnie coś silniejszego, głębszego, coś, co sprawiało, że czułem się lepiej, kiedy był blisko, i usychałem, kiedy jego nie było. - I mówię na serio-serio. Nawet moglibyśmy to sformalizować przed kapłanką... albo coś. Myślisz, że ktoś udzieliłby nam ślubu...? - zapytałem niepewny tego ostatniego. Nie interesowałem się wcześniej tym temat, więc nie byłem pewien, czy znaleźlibyśmy odpowiednio otwartą osobę na sprawy, ale zapewne tak.
Ująłem twarz Flynna i go pocałowałem. Tak może nie głęboko, ale przedłużałem tego całusa kilka sekund.
- O ile oczywiście chcesz... Ja rozumiem, że trudno jest ci opowiadać o sobie. Zrobimy to małymi krokami. Tak, jak teraz. A to, że miałeś inne osoby, innych partnerów w swoim życiu... Nie powiem, jestem trochę o to zazdrosny, ale ostatecznie jesteś mój, więc można uznać, że z nimi wygrałem! - zauważyłem uśmiechnięty. Tak, tego powinienem się trzymać. Żaden obawy, żadne niepewności. Flynn był ze mną i zadbam o to by ze mną był. Dawno w cyrku nie mieliśmy żadnego ślubu, więc z pewnością się ucieszą, że będzie okazja do świętowania.
- Przyznam, że lżej mi z myślą, że nie będziesz sam. Mogłem podjąć tę decyzję już wcześniej, ale nie chciałem na ciebie naciskać... Jest w porządku? - zapytałem go tak dla pewności. Ale wydawał się być zaskoczony, nawet wzruszony moją propozycją. Może tak naprawdę od dawna czekał na to aż w końcu to zaproponuję? Nie zdziwiłbym się wcale. Flynn serio pasował na żonę. Jak mało kto. Oczekiwał, nie mówiąc, czego oczekuje, hehe. Stereotypowa baba. Ale przecież tego jej nie powiem!