Cain krzyczał. Ten krzyk był przeraźliwy, podejrzewała, że ona brzmiała podobnie te kilka dni temu, kiedy przyśnił jej się ten najgorszy koszmar w życiu. W końcu ściągnęła do swojej sypialni niemalże wszystkich mieszkańców tego domu. Wolała, żeby jemu nie przydarzyło się coś podobnego. Miała do siebie wyrzuty, że pozwoliła mu ryzykować, bo nie wiedziała z czym mają do czynienia. Normalna osoba jednak nie reagowała jak Thoran na hipnozę. Jakby nic mu nie było. Nigdy nie miał jakiegoś super silnego umysłu, przynajmniej nic jej o tym nie było wiadomo. Może więcej było w tym, o czym wspominała Florence, że miał w sobie splecione wiele nici, jakby różnych osób. Może dzięki temu wcale nie łatwo było wejść do jego umysłu? Nie miała pojęcia do końca jak to wszystko działało, bo znała się na tym, tyle co praktycznie wcale. Wkurwiało ją to, że nie wiedziała, jak pomóc swojemu przyjacielowi. Nie znosiła bezradności.
Jej brat siedział i patrzył się na nich, jakby zwyciężył. Widziała satysfakcję w jego oczach, wygrał z nią. Nie mogła jednak teraz się z nim skonfrontować, bo to Cain potrzebował pomocy, to na nim musiała się skupić. Kto wie, co działo się teraz w jego głowie. Hipnoza w końcu nie była do końca przewidywana, szczególnie teraz, gdy ten, którego mieli sprawdzić siedział, jakby nigdy nic, a osoba, która próbowała to zrobić leżała na ziemi i wiła się z bólu istnienia.
Wyszła pospiesznie z pokoju, z Cainem w ramionach, nie chciała dłużej patrzeć na bliźniaka, czuła, że to nie jest jej brat, nie było w nim ani grama tego Thorana, którego pamiętała.
Bletchley ocknął się wreszcie. Zaczął coś mamrotać. Gerry uspokajała go cicho, głaszcząc przy tym po głowie, jak małe dziecko. Musiało mu się przytrafić coś złego.
Usiadła obok niego na łóżku, nie przestawała delikatnie głaskać go po głowie wierząc, że to może mu w jakikolwiek sposób pomóc. Nie wiedziała, co innego powinna zrobić. - Cain, przepraszam cię. - Wyszeptała cicho, bo była na siebie wkurwiona, że pozwoliła mu ryzykować. Nie miała nadal pojęcia, co widział. Niestety, musiała o to zapytać, wiedziała, że to nie jest idealny moment, ale musiała wiedzieć. - Co ci się przydarzyło. - Zignorowała zupełnie wzminkę o Flynnie, nie znała żadnego Flynna, nie wiedziała, dlaczego on szepcze właśnie jego imię.