25.05.2024, 16:53 ✶
Razem z Flynnem przechodzimy od lewej strony mapy (północnych straganów i strefy gastronomicznej) do prawej, przez widownię, kierując się do namiotów za sceną. Na widowni zatrzymuje nas Isaac Bagshot, z którym wchodzimy w rozmowę.
Jim szedł Pokątną ze szlugiem w mordzie, szczęśliwy, siebiepewny i rad; w jednej ręce trzymał zaczarowane wiadra z wodą, zaś drugą - ściskał dłoń chichoczącego brata, który, lekko wstawiony - ale chyba mniej poddenerwowany niż wcześniej, jak zauważył z pewną ulgą Jim - rzucił właśnie kolejnym żartem. Za chwilę czekał ich występ na scenie przed zgromadzoną na kiermaszu publicznością: razem z Flynnem długo ćwiczyli, by ich pokaz z okazji Lammas odpowiadał wspólnej wizji, ale - w przeciwieństwie do brata - był dobrej myśli i nie obawiał się ani trochę o powodzenie całego przedsięwzięcia. Wiedział, że Flynn da z siebie wszystko, o ile przestanie myśleć o otaczających ich tłumie, który w nim wywoływał dziwną irytację, niepewność, może wręcz panikę, zaś w Jimie - trudne do wytłumaczenia oczarowanie. Chociaż Jim dosłownie i w przenośni miał pełne ręce roboty, a widok na chwilę przesłoniły mu pociekłe ze śmiechu łzy - otarł je ramieniem, korzystając z tego, że na chwilę się zatrzymali by Flynn mógł pomachać swojej przyjaciółce - chłonął z zachwytem odgłosy rozmów, kolory płacht straganów i barwy najprzeróżniejszych drobiazgów wystawionych na sprzedaż pośród stoisk, zapachy jedzenia ze strefy gastronomicznej... Lubił być częścią czegoś większego niż on sam. Nie czuł się wtedy samotny.
- A słyszałeś tę historię o Żydzie w Fable? - wydusił w końcu, trochę przytłumionym głosem, bo cały czas trzymał papierosa między zębami. - Otóż...
Jim, który całą swoją energię wkładał do tej pory w to, by samemu nie wybuchnąć głośnym rechotem - i, by przy okazji nie zadławić się tlącym petem, bo to byłaby bardzo ironiczna śmierć dla połykacza ognia - na początku nawet nie zauważył, że ktoś ich zaczepia. Twarz cyrkowca była niemalże uosobieniem prostolinijności, kiedy uśmiechnął promiennie do Bagshota, ale jego spojrzenie pozostało czujne, i odruchowo obszukało kieszenie nieznajomego elegancika w poszukiwaniu niepotrzebnie zawadzającego mu portfela albo sakiewki. Stropił się jednak, słysząc pytanie mężczyzny.
Jak nazywa się Żyd rozbójnik...? Podchwytliwe, bo to po prostu "Żyd"...?, pomyślał skonfundowany Jim, ale puenta padła tak szybko, że nie zdążył poświęcić więcej czasu na zastanowienie się nad odpowiedzią. Prychnął stłumionym śmiechem, tak zaskoczony rzuconym przez nieznajomego żartem, że nawet nie dotarła do niego reszta wypowiedzi mężczyzny.
- On powiedział, że jest PROROKIEM? - spytał Flynna bardzo głośnym szeptem - miało być konspiracyjnie, ale wyszło, jak wyszło - tak, że Isaac mógł bez trudu usłyszeć ich dyskusję. Puścił na chwilę łapę brata, bo musiał strzepnąć popiół z papierosa. Wreszcie mógł mówić normalnie, a nie przez zęby. O co on pytał? Co nas tu sprowadza, czy jakoś tak?
- Bóg. Bóg prowadzi nas wszędzie - Wycelował w pierś Isaaca palcem, niczym kaznodzieja - ze szlugiem w ręku w miejsce krzyża - i przemówił swym zaskakująco głębokim, aksamitnym głosem, w którym czaiły się śmiech i powaga zarazem, jakby dzielił się z mężczyzną jakąś życiową mądrością. - Sprowadził tu i ciebie, byś mógł doświadczyć majestatu WIELKIEGO CYRKU FANTASMAGORIA. Specjalnie w wigilię święta Matki Boskiej Anielskiej... Na scenę widowiska zstąpią ogniste anioły. - Machnął teatralnie ręką, tak zamaszyście, że rozsypał dookoła trochę iskier. Jednocześnie, chlusnęło mu się też przypadkiem wodą z jednego z trzymanych kubłów. Szczęście w nieszczęściu, oberwało tylko samopiszące pióro Isaaca, jego delikatne pierze smutno oklapłe pod wpływem wilgoci.
Niestety, Jim już tego nie widział: uśmiechał się wówczas krzepiąco do towarzyszącego mu, podpitego aniołka, a w jego oczach pobłyskiwała szczera ekscytacja, kiedy podał Flynnowi wciąż ćmiącego się papierosa, jakby wymieniał z nim znak pokoju przed ostateczną celebracją: kameralnym pokazem, który do tej pory prezentowali tylko innym cyrkowcom. Zaraz też odwrócił głowę, by dalej szukać drogi w tłumie: musieli jeszcze przecież przygotować się na występ. Kiedy wychodzili, Layla obiecała, że będzie trzymać za nich kciuki, ale Jim - oprócz zapewnień swojego żywego, szczęśliwego amuletu w postaci siostry - musiał jeszcze szybko odmówić litanię loretańską za kulisami. Tak na wszelki wypadek, w razie, gdyby Matka Boska obraziła się na brata, że ten nie respektuje sierpnia - miesiąca trzeźwości.
rolluje na charyzmę, żeby zobaczyć, jak wielkie wrażenie zrobiła gadka o ognistych aniołkach
Jim szedł Pokątną ze szlugiem w mordzie, szczęśliwy, siebiepewny i rad; w jednej ręce trzymał zaczarowane wiadra z wodą, zaś drugą - ściskał dłoń chichoczącego brata, który, lekko wstawiony - ale chyba mniej poddenerwowany niż wcześniej, jak zauważył z pewną ulgą Jim - rzucił właśnie kolejnym żartem. Za chwilę czekał ich występ na scenie przed zgromadzoną na kiermaszu publicznością: razem z Flynnem długo ćwiczyli, by ich pokaz z okazji Lammas odpowiadał wspólnej wizji, ale - w przeciwieństwie do brata - był dobrej myśli i nie obawiał się ani trochę o powodzenie całego przedsięwzięcia. Wiedział, że Flynn da z siebie wszystko, o ile przestanie myśleć o otaczających ich tłumie, który w nim wywoływał dziwną irytację, niepewność, może wręcz panikę, zaś w Jimie - trudne do wytłumaczenia oczarowanie. Chociaż Jim dosłownie i w przenośni miał pełne ręce roboty, a widok na chwilę przesłoniły mu pociekłe ze śmiechu łzy - otarł je ramieniem, korzystając z tego, że na chwilę się zatrzymali by Flynn mógł pomachać swojej przyjaciółce - chłonął z zachwytem odgłosy rozmów, kolory płacht straganów i barwy najprzeróżniejszych drobiazgów wystawionych na sprzedaż pośród stoisk, zapachy jedzenia ze strefy gastronomicznej... Lubił być częścią czegoś większego niż on sam. Nie czuł się wtedy samotny.
- A słyszałeś tę historię o Żydzie w Fable? - wydusił w końcu, trochę przytłumionym głosem, bo cały czas trzymał papierosa między zębami. - Otóż...
Jim, który całą swoją energię wkładał do tej pory w to, by samemu nie wybuchnąć głośnym rechotem - i, by przy okazji nie zadławić się tlącym petem, bo to byłaby bardzo ironiczna śmierć dla połykacza ognia - na początku nawet nie zauważył, że ktoś ich zaczepia. Twarz cyrkowca była niemalże uosobieniem prostolinijności, kiedy uśmiechnął promiennie do Bagshota, ale jego spojrzenie pozostało czujne, i odruchowo obszukało kieszenie nieznajomego elegancika w poszukiwaniu niepotrzebnie zawadzającego mu portfela albo sakiewki. Stropił się jednak, słysząc pytanie mężczyzny.
Jak nazywa się Żyd rozbójnik...? Podchwytliwe, bo to po prostu "Żyd"...?, pomyślał skonfundowany Jim, ale puenta padła tak szybko, że nie zdążył poświęcić więcej czasu na zastanowienie się nad odpowiedzią. Prychnął stłumionym śmiechem, tak zaskoczony rzuconym przez nieznajomego żartem, że nawet nie dotarła do niego reszta wypowiedzi mężczyzny.
- On powiedział, że jest PROROKIEM? - spytał Flynna bardzo głośnym szeptem - miało być konspiracyjnie, ale wyszło, jak wyszło - tak, że Isaac mógł bez trudu usłyszeć ich dyskusję. Puścił na chwilę łapę brata, bo musiał strzepnąć popiół z papierosa. Wreszcie mógł mówić normalnie, a nie przez zęby. O co on pytał? Co nas tu sprowadza, czy jakoś tak?
- Bóg. Bóg prowadzi nas wszędzie - Wycelował w pierś Isaaca palcem, niczym kaznodzieja - ze szlugiem w ręku w miejsce krzyża - i przemówił swym zaskakująco głębokim, aksamitnym głosem, w którym czaiły się śmiech i powaga zarazem, jakby dzielił się z mężczyzną jakąś życiową mądrością. - Sprowadził tu i ciebie, byś mógł doświadczyć majestatu WIELKIEGO CYRKU FANTASMAGORIA. Specjalnie w wigilię święta Matki Boskiej Anielskiej... Na scenę widowiska zstąpią ogniste anioły. - Machnął teatralnie ręką, tak zamaszyście, że rozsypał dookoła trochę iskier. Jednocześnie, chlusnęło mu się też przypadkiem wodą z jednego z trzymanych kubłów. Szczęście w nieszczęściu, oberwało tylko samopiszące pióro Isaaca, jego delikatne pierze smutno oklapłe pod wpływem wilgoci.
Niestety, Jim już tego nie widział: uśmiechał się wówczas krzepiąco do towarzyszącego mu, podpitego aniołka, a w jego oczach pobłyskiwała szczera ekscytacja, kiedy podał Flynnowi wciąż ćmiącego się papierosa, jakby wymieniał z nim znak pokoju przed ostateczną celebracją: kameralnym pokazem, który do tej pory prezentowali tylko innym cyrkowcom. Zaraz też odwrócił głowę, by dalej szukać drogi w tłumie: musieli jeszcze przecież przygotować się na występ. Kiedy wychodzili, Layla obiecała, że będzie trzymać za nich kciuki, ale Jim - oprócz zapewnień swojego żywego, szczęśliwego amuletu w postaci siostry - musiał jeszcze szybko odmówić litanię loretańską za kulisami. Tak na wszelki wypadek, w razie, gdyby Matka Boska obraziła się na brata, że ten nie respektuje sierpnia - miesiąca trzeźwości.
rolluje na charyzmę, żeby zobaczyć, jak wielkie wrażenie zrobiła gadka o ognistych aniołkach
Rzut N 1d100 - 19
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić