Sięgnął po papierosa, którym go poczęstowała. Tytoń zaiskrzył od płomyka razem z bibułką. W tej samej ręce trzymał papierosa i kubek parszywej jak to miejsce, potwierdzając jej tezę, że to najlepsze śniadanie, jakie zostało stworzone. W praktyce jego gestów wyraźnie widać, że nie pierwszy raz próbuje tej goryczy. Normalnie miałby do tego jeszcze owsiankę lub jajecznicę, jednakże jadł (jakże nieodpowiednio) kilka ciastek w Bibliotece Parkinsonów.
— Nie mogę mieć całkowitej pewność, ale tak jak wspominałem, że runy na jego plecach są urywkiem całości. W przypadku złamania pieczęci demona, część jej pozostaje na jego skórze. Istota z twojego snu i Thoran to ta sama istota. Moim zdaniem, chociaż mogę się mylić, on chce stać się tobą. Zająć twoje miejsce.
Strzepnął popiół do brudnej popielniczki, w której leżało przynajmniej z czterdzieści zgniecionych filtrów o różnych kolorach, niektóre ze śladami szminki. Górka popiołu opowiadała historię wielu spotkań, mniej lub bardziej szczęśliwych. On dodawał swój popiół spotkania nieszczególnie szczęśliwego, ale takiego, które rzuca światło na sprawę.
— Podejrzewam, że jakimiś formami hipnozy lub legimencji, dostępnej dla demonów, sfabrykował twoje wspomnienia, aby upewnić się, że będziesz go chronić, aż nie nadejdzie czas, aby sprawić, że zamiast Geraldine będzie Thoran. To moja spekulacja, nie musi się okazać prawdziwa, ale ja wiem, że moich braci chroniłbym za cenę swojego życia.
Wracał wspomnieniem do tej Artemis, którą nazwał w ogrodzie Warowni Afrodytą Areią, na urodzinach Erika. Tę, która jaśniała pewnością siebie i nie bała się niczego. Chociaż nikt i nic jeszcze nie wyrwało jej serca, coraz więcej dowodów wskazywało, że demon już ją pożerał żywcem. Każda część tego dochodzenia, kolejne wieści na temat jej brata bliźniaka były nożami w jej duszę, cięły materię dużo wrażliwszą niż ciało, nadwątlały ducha. Wolę walki. Stawiały pod wątpliwość prawdę i kłamstwo, naturę wszechświata i własną jaźń. Zamierzał jej pomóc w uporządkowaniu prawdy.
Światło zawsze czeka na tych, którzy mają odwagę, by go szukać.