Być może nawet bym się roześmiała z nazwania mnie charłakiem, ale cała sytuacja była tak niezręczna i nieprzyjemna, że mój śmiech szybko zamieniłby się we łzy. No i byłby bardzo nie na miejscu. Przecież to moja wina, że jej torebka była teraz jeszcze bardziej brudna.
— Przepraszam... — odezwałam się dokładnie w tym samym momencie, co ona. Urwałam więc, wysłuchując do końca dziewczyny. Wpatrywałam się gdzieś w dół i tylko raz, przelotnie zerknęłam gdzieś wyżej w okolice jej szyi. Nie potrafię patrzeć ludziom w oczy... — Oh, nie, nie musisz przepraszać, ja... Rozumiem...
Uśmiechnęłam się, pewnie trochę niezręcznie, po czym skupiłam wzrok na niespodziewanej sytuacji złapanej ręki. Palce dziewczyny zacisnęły się na dzianinowej rękawiczce. Niektórzy odruchowo by się wyrwali, ale sama należałam do tej grupy osób, które w takiej sytuacji zastygają w bezruchu.
Wydałam z siebie kilka dźwięków, jakbym chciała coś powiedzieć. Dopiero po tej chwili delikatnym ruchem dałam znać, że wolałabym, gdyby mnie puszczono.
— Hm... Mam nadzieję... że, heh, wszystko w porządku... To znaczy... To na pewno da się wyczyścić, jak się dobrze rzuci zaklęcie — wydukałam. Myślałam, że dzięki intensywnej pracy w Dolinie, nabędę ogłady w kontaktach z obcymi. Myliłam się. Zespół Niezręczności egzystował we mnie cały czas.