Gerry była przyzwyczajona do tego, że ludzie się na nią gapili, więc praktycznie nie zwróciła uwagi na wpatrzony w siebie wzrok Sophie. Była to jej codzienność, w końcu wyróżniała się na tle innych czarownic swoim wzrostem.
Chętnie skusiłaby się na większą objętość naczynia, wiedziała jednak, że jest to dopiero początek i mogłoby się to skończy źle, a przecież obiecała Gerardowi, że zajmie się werbowaniem nowych członków do ich stowarzyszenia, nie omieszka jednak zapamiętać, gdzie znajdowało się takie wspaniałe stoisko. Pokiwała głową z aprobatą, kiedy dowiedziała się, że cytrynówka jest z produkcji tej dziewczyny, czyli nie sprzedawała czyichś wyrobów, a swoje, to się ceniło. Miło się spoglądało na młodych ludzi pełnych pasji.
Machnęła ręką, gdy Sophie zaczęła się ekscytować jej zamówieniem, przecież to nie było nic wielkiego. Tylko skrzynka bimbru, pewnie wypije ją w kilka tygodni, albo i dni i zamówi kolejną. - Niestety muszę podziękować, ale na pewno później wrócę, aby napić się więcej. - Szczególnie, że było to dopiero pierwsze stoisko przy którym się znalazła, kto wiedział, czy na kolejnych również nie było alkoholu, który miałaby chęć spróbować. Dzisiaj musiała się pilnować, przynajmniej do pewnej godziny, później będzie mogła nadrobić kilka kolejek. Wyciągnęła z kieszeni kilka galeonów, które zamierzała zostawić dziewczynie jako zaliczkę, a później wypełniła formularz. Miała nadzieję, że za miesiąc będzie żyć, mogło się wydarzyć różnie, zważając na to, że jej brat bliźniak nie istniał, a był demonem, który zamierzał ją zabić. Pozostawało wierzyć, że zamówiona cytrynówka się nie zmarnuje. - Dziękuję bardzo, interesy z panienką to przyjemność. - Dodała jeszcze nim odeszła od stoiska.
Nogi zaniosły ją do stoiska Kowenu. Niestety minęła się z Florence, a szkoda, bo bardzo chętnie przywitałaby się ze swoją przyjaciółką. Odczekała swoje w kolejce, by zobaczyć co mieli do zaoferowania. Koszulki wyglądały nieźle, powinna zakupić jedną z nich dla Astarotha, który nie mógł się tutaj znaleźć. - Dzień dobry, poproszę tę z księżycem... - Uniosła wzrok znad lady i dopiero wtedy zauważyła znajomą twarz. Sebastian z którym przyszło jej polować na widma. Nieco zdziwiona była widząc go w takim stroju, czy nie wiedziała o tym, że był kapłanem? Może wyparła te myśl z pamięci. - Jak się kręci biznes? - Zagadnęła go jeszcze.