Widownia, próbujemy kierować się z Jimem do namiotów za sceną.
Flynnowi nie podobał się ten dziennikarzyna. Jakiś taki za dobrze ubrany, za wesoły, zbyt szeroko uśmiechnięty. W dodatku sięgał mu chyba do brody, a przynajmniej sięgałby gdyby nie ciężkie buciory, jakie nosił na nogach niezależnie od pogody. Zmierzył tego całego Isaaca Bagshota tym swoim wrednym, Crowowym wzrokiem i zmarszczył brwi. Wyglądał trochę, jakby rzucał chłopakowi wyzwanie.
- Panie, co pana tak tu z pizdy przywiało i od razu opowiada pan dowcipy o Żydach? - Czy czarodzieje wiedzieli w ogóle, kim byli Żydzi, czy to był jakiś czysto mugolski koncept? - Tak bez dzień dobry ani spierdalaj? - Bez podania choćby oplutej ręki. Próbował posłać mu kolejne groźne spojrzenie, ale Jim zaczął mu coś szeptać, a może raczej powiedział mu coś otwarcie, tylko udawał, że nikt inny ich nie słyszy. Z nim to nigdy nie było nic do końca wiadomo.
- Prorok to jest ten brukowiec, co kiedyś napisał, że porywamy dzieci. - Powiedział, chociaż jemu udało się przekazać to w sposób iście konspiracyjny, głównie dlatego, że szeptanie na czyjeś uszko w towarzystwie uznał za idealny pocisk i sugestię, że Isaac był spoza rodziny, a ludzie spoza rodziny i spoza jego brudnego serducha nie dostawali od Crowa ulgowego traktowania i nie powinien spodziewać się po nim niczego więcej. Oczywiście - Alexander pewnie oczekiwał udzielenia tutaj wspaniałego i budującego wywiadu, ale Flynn naprawdę był pijany i to na tyle pijany, żeby szaleńczą gadkę Jima uznać za coś zajebiście zabawnego i godnego poparcia, więc cudem (hehe) powstrzymał się od złapania się za łeb w geście rozpaczy i bardzo zasadnej paniki, bo co on tu znowu kurwa nawinął, ale zamiast tego przejechał ręką od burzy swoich pięknych, anielskich (no dobrze - upadłych, czarnych jak smoła, ale naprawdę pięknych) loczków, przez szyję, klatkę piersiową, odsłonięty i wyeksponowany brzuch, aż po skórzane spodnie, w które klepnął ręką, uraczając pana Proroka charakterystycznym dźwiękiem uderzania otwartą dłonią o spocone udo.
- Ten ognisty anioł to JA. Zapraszam na mój występ*. - Zadarł podbródek, w pełni świadom tego, jakie to było absurdalne. Oraz tego jak mocno będzie musiał przyćpać wieczorem, żeby o tym zapomnieć. - Jeżeli chociaż jedna osoba na widowni nie będzie gwizdać, to w przyszłym kwartale golę się na łyso. - Tak naprawdę to i tak się pewnie ogoli, przynajmniej patrząc ja jego życiorys - długość noszonych przez niego włosów zdawała się mieć bezpośredni związek z tym, jak blisko przeszedł od myślenia o potencjalnej śmierci, do planów, jakie miał zamiar zrealizować, a znajdował się teraz w głębokim kryzysie, o wiele mniej zabawnym niż ten post. Może i by teraz płakał, gdyby nie to, że dzisiaj jest Lammas i wszyscy przyszli się tutaj bawić, a nie czytać o tym, jak bardzo nie chciało mu się już żyć.
* - Proszę o przeczytanie tego głosem Spocka. Mam przewagi kokieteria i występowanie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.