26.05.2024, 02:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2024, 22:46 przez Sophie Mulciber.)
Sophie siedziała za kulisami i odpowiadała na pytania tak szczerze, jak tylko mogła. Nie przyszła tutaj żeby szukać miłości. Przyszła tutaj po pieniądze. Chciała wygrać główna nagrodę, podzielić się pieniędzmi i ulotnić. Taki właśnie miała plan, jeśli zostanie wybrana. Zniecierpliwiona, czekała na kolejne pytania. Zamarła jednak, słysząc słowa prowadzącej:.
Tak się składa, że podpytaliśmy ich najbliższych o różne związane z nimi sprawy...
- Na Merlina... - Szepnęła, przyciskając dłoń do ust. Najbliższych? Ale kogo? O nie. Nie, nie nie!!!! Sophie zerwała się z krzesła tak szybko, że aż pierś jej zafalowała! Musiała coś zrobić! Ale co?! Musiała... powstrzymać... nie. Było już za późno. Ktoś z jej rodziny dowiedział się o tym, że wzięła udział w randce w ciemno. To miała być tajemnica! Nikt miał nie wiedzieć! Dlaczego?! Dlaczego to zawsze ONA musiała mieć pecha?! Dlaczego była takim przegrywam?!
Mulciberówna słuchała w skupieniu dwóch pierwszych listów. Minuty ciągnęły się niczym godziny! Ach! Biedna, biedna Sophie!
W przypadku Kandydatki numer trzy, mamy opinię jej ojca. Może nie być obiektywna, ale przecież nie o to nam chodzi, prawda?
- Nie... tylko nie to!- Westchnęła. Ojciec będzie wściekły, straci do niej szacunek!- Do diaska!- Spojrzała na kotary, które dzieliły ją od głównej sceny. Podeszła bliżej, żeby lepiej słyszeć. Tylko to jej pozostało.
Straciła matkę, z tego też względu bardzo mocno przywiązała się do naszej domowej skrzatki.
Tak, to była prawda. Zanim trafiła do Hogwartu, prawie codziennie bawiła się z domową skrzatką. Razem gotowały, piekły, przygotowywały zastawę i wybierały kolory serwetek. Z kim innym miałaby się bawić? Przecież nie miała rodzeństwa...
Towarzyszy jej również pluszowy Hipogryf o imieniu Hipuś
Sophie wstrzymała oddech. Skąd tata wiedział o HIPUSIU?! Przecież trzymała go w szparze między łóżkiem a ścianą! To skrzaty... tak. Te małe, niewdzięczne potworki na nią doniosły! Powiedziały ojcu i zapewne wujowi Richardowi, że czasami zdarzało jej się spać z Hipusiem... Sophie zaśmiała się złowrogo pod nosem.- Dan wam popalić, w-wy małe gnoje... - Szepnęła, przymykając oczy. Fala wstydu bezlitośnie przepłynęła przez całe jej ciało.
Moja córka ma prawdziwy talent, kiedy chodzi o wypieki. Regularnie przygotowuje dla nas cynamonowe ciasteczka. Z trudem przychodzi nam pozostawienie na stole pustego talerza.
Zmarszczyła brwi, nie będąc pewną, czy na pewno dobrze usłyszała. Podeszła jeszcze bliżej kotar. Czy ojciec własne ją skomplementował? Naprawę tak bardzo lubił jej wypieki? Zdarzało się, że wchodziła do gabinetu taty pod jego nieobecność i zostawiała mu talerz pełen świeżych ciasteczek, jednak nigdy nie miała pewności, czy nie lądowały one w koszu... najwyraźniej nie!
O ile mi wiadomo, córka nie posiada zbyt dużego doświadczenia z chłopcami. Być może właśnie z tego względu zgodziła się na udział w tym widowisku? Wszak z własnymi lękami trzeba walczyć, warto je przezwyciężać. Mam szczerą nadzieje, że jej się to uda.
Sophie zaczerwieniła się lekko i przygryzła w skupieniu kciuk. Będąc w Hogwarcie, mniej więcej raz w miesiącu wysyłała ojcu list, żeby poinformować go o tym, co działo się w jej życiu. Nie była pewna, czy rodzic w ogóle czytał jej wypociny. Zazwyczaj nie odpisywał. I faktycznie, nigdy nie wspominała o żadnych chłopcach, ponieważ żadnego chłopaka nigdy nie miała. Czyli jednak czytał moje listy...
Przez pewien czas, w naszej rodzinie obawialiśmy się, że córka może być charłakiem. Stosunkowo późno zaczęła przejawiać magiczne zdolności i niestety do dzisiaj ma trudności z opanowaniem wielu zaklęć.
-C-co?!- Sarknęła rozwścieczona, zaciskając dłonie w pięści. To było... BARDZO intymne! Coś, o czym nie wspomina się przy obcych! Tego już za wiele. Miała swoją godność! Musiała przerwać to przedstawienie!
- Mam dość!- Złapała za kotarę, chcąc wyjść na scenę. Kolejne zdanie jednak bardzo nią wstrząsnęło. Zamarła w bezruchu.
Jest moim słońcem.
- Jest moim słońcem...- Powtórzyła głucho.-Jest moim słońcem... jest moim słońcem... jestem jego słońcem...- Czuła, jak łzy napływają jej do oczu. Nie słuchała dalszej części listu.
Łzy szczerego szczęścia spłynęły jej po policzkach. Była słońcem swojego taty. Nigdy w życiu nie usłyszała od ojca piękniejszego wyznania. Te trzy słowa które przeczytała prowadząca, a które napisał jej ojciec, wryły jej się w mózg. Uśmiechnęła się szeroko i zaśmiała, ocierając dłonią łzy. To nie był zły dzień. Za parę minut może wydarzyć się dosłownie wszystko. Sophie będzie miała to gdzieś. Mogą ją ośmieszyć, może nie zostać wybrana i odejść stąd bez pieniędzy. Mogą nawet napisać w gazecie, że nadal ma sentyment do Hipusia. Trudno. I tak było warto usłyszeć, że mimo swoich niedoskonałości, przez głowę ojca przeszła właśnie TA myśl. Mógł być oschły i niezadowolony. Mógł ją unikać i karcić przy śniadaniu tym swoim Sophie... mógł nawet ogłosić światu, że jej bimber jest obrzydliwy. Trudno. Ważne, że była jego słońcem.
Sophie kochała Roberta. Był jej najbliższą rodziną i jedynym żyjącym rodzicem. W tym momencie bardzo chciała się do niego przytulić. Tylko czy się odważy, kiedy w końcu wróci do domu i stanie z nim twarzą w twarz? Westchnęła i niespiesznie podeszła do krzesła na którym wcześniej siedziała. Usiadła i oparła głowę na ręku. Wróci do domu i pójdzie prosto do taty, żeby mocno go przytulić i powiedzieć, że bardzo go kocha. I że przeprasza.
Tak się składa, że podpytaliśmy ich najbliższych o różne związane z nimi sprawy...
- Na Merlina... - Szepnęła, przyciskając dłoń do ust. Najbliższych? Ale kogo? O nie. Nie, nie nie!!!! Sophie zerwała się z krzesła tak szybko, że aż pierś jej zafalowała! Musiała coś zrobić! Ale co?! Musiała... powstrzymać... nie. Było już za późno. Ktoś z jej rodziny dowiedział się o tym, że wzięła udział w randce w ciemno. To miała być tajemnica! Nikt miał nie wiedzieć! Dlaczego?! Dlaczego to zawsze ONA musiała mieć pecha?! Dlaczego była takim przegrywam?!
Mulciberówna słuchała w skupieniu dwóch pierwszych listów. Minuty ciągnęły się niczym godziny! Ach! Biedna, biedna Sophie!
W przypadku Kandydatki numer trzy, mamy opinię jej ojca. Może nie być obiektywna, ale przecież nie o to nam chodzi, prawda?
- Nie... tylko nie to!- Westchnęła. Ojciec będzie wściekły, straci do niej szacunek!- Do diaska!- Spojrzała na kotary, które dzieliły ją od głównej sceny. Podeszła bliżej, żeby lepiej słyszeć. Tylko to jej pozostało.
Straciła matkę, z tego też względu bardzo mocno przywiązała się do naszej domowej skrzatki.
Tak, to była prawda. Zanim trafiła do Hogwartu, prawie codziennie bawiła się z domową skrzatką. Razem gotowały, piekły, przygotowywały zastawę i wybierały kolory serwetek. Z kim innym miałaby się bawić? Przecież nie miała rodzeństwa...
Towarzyszy jej również pluszowy Hipogryf o imieniu Hipuś
Sophie wstrzymała oddech. Skąd tata wiedział o HIPUSIU?! Przecież trzymała go w szparze między łóżkiem a ścianą! To skrzaty... tak. Te małe, niewdzięczne potworki na nią doniosły! Powiedziały ojcu i zapewne wujowi Richardowi, że czasami zdarzało jej się spać z Hipusiem... Sophie zaśmiała się złowrogo pod nosem.- Dan wam popalić, w-wy małe gnoje... - Szepnęła, przymykając oczy. Fala wstydu bezlitośnie przepłynęła przez całe jej ciało.
Moja córka ma prawdziwy talent, kiedy chodzi o wypieki. Regularnie przygotowuje dla nas cynamonowe ciasteczka. Z trudem przychodzi nam pozostawienie na stole pustego talerza.
Zmarszczyła brwi, nie będąc pewną, czy na pewno dobrze usłyszała. Podeszła jeszcze bliżej kotar. Czy ojciec własne ją skomplementował? Naprawę tak bardzo lubił jej wypieki? Zdarzało się, że wchodziła do gabinetu taty pod jego nieobecność i zostawiała mu talerz pełen świeżych ciasteczek, jednak nigdy nie miała pewności, czy nie lądowały one w koszu... najwyraźniej nie!
O ile mi wiadomo, córka nie posiada zbyt dużego doświadczenia z chłopcami. Być może właśnie z tego względu zgodziła się na udział w tym widowisku? Wszak z własnymi lękami trzeba walczyć, warto je przezwyciężać. Mam szczerą nadzieje, że jej się to uda.
Sophie zaczerwieniła się lekko i przygryzła w skupieniu kciuk. Będąc w Hogwarcie, mniej więcej raz w miesiącu wysyłała ojcu list, żeby poinformować go o tym, co działo się w jej życiu. Nie była pewna, czy rodzic w ogóle czytał jej wypociny. Zazwyczaj nie odpisywał. I faktycznie, nigdy nie wspominała o żadnych chłopcach, ponieważ żadnego chłopaka nigdy nie miała. Czyli jednak czytał moje listy...
Przez pewien czas, w naszej rodzinie obawialiśmy się, że córka może być charłakiem. Stosunkowo późno zaczęła przejawiać magiczne zdolności i niestety do dzisiaj ma trudności z opanowaniem wielu zaklęć.
-C-co?!- Sarknęła rozwścieczona, zaciskając dłonie w pięści. To było... BARDZO intymne! Coś, o czym nie wspomina się przy obcych! Tego już za wiele. Miała swoją godność! Musiała przerwać to przedstawienie!
- Mam dość!- Złapała za kotarę, chcąc wyjść na scenę. Kolejne zdanie jednak bardzo nią wstrząsnęło. Zamarła w bezruchu.
Jest moim słońcem.
- Jest moim słońcem...- Powtórzyła głucho.-Jest moim słońcem... jest moim słońcem... jestem jego słońcem...- Czuła, jak łzy napływają jej do oczu. Nie słuchała dalszej części listu.
Łzy szczerego szczęścia spłynęły jej po policzkach. Była słońcem swojego taty. Nigdy w życiu nie usłyszała od ojca piękniejszego wyznania. Te trzy słowa które przeczytała prowadząca, a które napisał jej ojciec, wryły jej się w mózg. Uśmiechnęła się szeroko i zaśmiała, ocierając dłonią łzy. To nie był zły dzień. Za parę minut może wydarzyć się dosłownie wszystko. Sophie będzie miała to gdzieś. Mogą ją ośmieszyć, może nie zostać wybrana i odejść stąd bez pieniędzy. Mogą nawet napisać w gazecie, że nadal ma sentyment do Hipusia. Trudno. I tak było warto usłyszeć, że mimo swoich niedoskonałości, przez głowę ojca przeszła właśnie TA myśl. Mógł być oschły i niezadowolony. Mógł ją unikać i karcić przy śniadaniu tym swoim Sophie... mógł nawet ogłosić światu, że jej bimber jest obrzydliwy. Trudno. Ważne, że była jego słońcem.
Sophie kochała Roberta. Był jej najbliższą rodziną i jedynym żyjącym rodzicem. W tym momencie bardzo chciała się do niego przytulić. Tylko czy się odważy, kiedy w końcu wróci do domu i stanie z nim twarzą w twarz? Westchnęła i niespiesznie podeszła do krzesła na którym wcześniej siedziała. Usiadła i oparła głowę na ręku. Wróci do domu i pójdzie prosto do taty, żeby mocno go przytulić i powiedzieć, że bardzo go kocha. I że przeprasza.