26.05.2024, 12:19 ✶
Włącznik się znalazł, ale prawdopodobnie żarówka była przepalona, bo światło zamrugało gdzieś w głębi słabo i zgasło, tak szybko, że ciężko było coś dostrzec. Lumos zadziałało jednak prawidłowo, a wchodząc do piwnicy dało się też stwierdzić, że prowadzące do niej drzwi są bardzo grube, z mocnym zamkiem, być może dodatkowo zabezpieczone i na pewno nie wymagały wymiany. Na dole schodów zresztą czekały kolejne drzwi, równie mocne, też z zamkiem - otwartym.
Po ich drugiej stronie znajdował się pokój.
Cuchnęło w nim okropnie. Nie było tu żadnych okien. Poza tym jednak, na pierwszy rzut oka, urządzono go zaskakująco normalnie, choć bez wątpienia dawno temu - podłogę nakryto dywanem (teraz bardzo brudnym, ale kiedyś musiał być miękki i kolorowy), łóżko było duże, komfortowe, w kącie stał wygodny fotel, były tu stół i krzesła, sufit teraz wprawdzie po latach też nie prezentował się najlepiej, ale musiał kiedyś być pomalowany, na jednej ze ścian wisiało lustro. Ba, nawet jedną ze ścian chyba kiedyś zaklęto, tak że zdawało się, że znajdowało się tu okno - czar jednak wyczerpał się z biegiem czasu i teraz pozostał po tym tylko ślad. Nie przypominało to w niczym piwnicy do przechowywania rzeczy. Jeśli miało być czyimś więzieniem - to można by pomyśleć, że o dobrobyt więźnia dziwnie dbano, jak na to, że był trzymany w podziemiach.
Rozglądając się jednak dokładnie, z czasem, mogli dostrzec pewne... kolejne dziwności.
Każdy sprzęt był przymocowany do podłogi, tak, by nie dało się go przesunąć. Z łóżka nie dało się ściągnąć materaca. Lustra nie udałoby się potłuc, fotel był bardzo odporny na wszelkie rozdarcia. Meble magiczne, z pewnością drogie, droższe nawet niż te na piętrze, zabezpieczone przed zniszczeniem. Dywanu nie dało się ściągnąć – zaklęcie trwałego przylepca? – i nie było tu właściwie niczego, co dałoby się poruszyć, poza dwiema książkami, porzuconymi w pobliżu łóżka (ot zbiory baśni, nic specjalnie interesującego).
Schody prowadzące do pomieszczenia były ubłocone, podobnie jak podłoga na górze – i choć nie było to świeże błoto, to raczej nie pochodziło sprzed kilkudziesięciu lat.
Po ich drugiej stronie znajdował się pokój.
Cuchnęło w nim okropnie. Nie było tu żadnych okien. Poza tym jednak, na pierwszy rzut oka, urządzono go zaskakująco normalnie, choć bez wątpienia dawno temu - podłogę nakryto dywanem (teraz bardzo brudnym, ale kiedyś musiał być miękki i kolorowy), łóżko było duże, komfortowe, w kącie stał wygodny fotel, były tu stół i krzesła, sufit teraz wprawdzie po latach też nie prezentował się najlepiej, ale musiał kiedyś być pomalowany, na jednej ze ścian wisiało lustro. Ba, nawet jedną ze ścian chyba kiedyś zaklęto, tak że zdawało się, że znajdowało się tu okno - czar jednak wyczerpał się z biegiem czasu i teraz pozostał po tym tylko ślad. Nie przypominało to w niczym piwnicy do przechowywania rzeczy. Jeśli miało być czyimś więzieniem - to można by pomyśleć, że o dobrobyt więźnia dziwnie dbano, jak na to, że był trzymany w podziemiach.
Rozglądając się jednak dokładnie, z czasem, mogli dostrzec pewne... kolejne dziwności.
Każdy sprzęt był przymocowany do podłogi, tak, by nie dało się go przesunąć. Z łóżka nie dało się ściągnąć materaca. Lustra nie udałoby się potłuc, fotel był bardzo odporny na wszelkie rozdarcia. Meble magiczne, z pewnością drogie, droższe nawet niż te na piętrze, zabezpieczone przed zniszczeniem. Dywanu nie dało się ściągnąć – zaklęcie trwałego przylepca? – i nie było tu właściwie niczego, co dałoby się poruszyć, poza dwiema książkami, porzuconymi w pobliżu łóżka (ot zbiory baśni, nic specjalnie interesującego).
Schody prowadzące do pomieszczenia były ubłocone, podobnie jak podłoga na górze – i choć nie było to świeże błoto, to raczej nie pochodziło sprzed kilkudziesięciu lat.