26.05.2024, 12:29 ✶
Stoisko Świeczki i Kadzidła Rodziny Mulciber, rozmawia z Leonardem
- Mam nadzieję, że tata z wujem nie przyjdą...
Charlie wiedział, że nadzieje na pozostanie samemu na stoisku są płonne. Zarówno Robert, jak i Richard z pewnością odwiedzą ich w pewnym momencie, by sprawdzić, jak idzie sprzedaż, czy wszystko jest dopatrzone i czy przygotowania do warsztatów są kompletne. Będą mieli szczęście, jeśli szersza familia nie wpadnie powiedzieć "dzień dobry"! Tym bardziej, że zaraz obok wystawiła się Sophie, która potrzebowała więcej nadzoru.
Młody Mulciber przeciągnął się, unosząc w górę ramiona. Starał się prezentować dobrze - wybrał marynarkę z golfem pod nią, podążając za stylem wuja, bo chociaż było lato, w cieniu, siedząc w miejscu, mogło zrobić się zimno.
- Zastanawiam się, komu zaprezentować mój specjalny asortyment, Leo. - Zaśmiał się lekko. Nikomu z rodziny, prócz brata, nie mówił, nad czym pracował po godzinach i co zamierzał zaprezentować klientom, jeśli ktoś będzie zainteresowany. Był pewien, że ani wuj, ani ojciec nie aprobowaliby tego typu wyrobów, ale zamierzał spróbować mimo wszystko. A nuż nowocześni czarodzieje będą otwarci na tego typu... wynalazki? - Może jakiejś panience? - Zagadywał. Cały specjalny towar znajdował się w skrzyni, identycznej do tych, w których czekał zapas codziennych świeczek i kadzideł. Charlie był podekscytowany, ale też trochę przerażony. A co, jeśli się nie spodoba? Będzie musiał przetopić wosk i wyjaśnić się rodzinie, co właściwie zaszło...
- Mam nadzieję, że tata z wujem nie przyjdą...
Charlie wiedział, że nadzieje na pozostanie samemu na stoisku są płonne. Zarówno Robert, jak i Richard z pewnością odwiedzą ich w pewnym momencie, by sprawdzić, jak idzie sprzedaż, czy wszystko jest dopatrzone i czy przygotowania do warsztatów są kompletne. Będą mieli szczęście, jeśli szersza familia nie wpadnie powiedzieć "dzień dobry"! Tym bardziej, że zaraz obok wystawiła się Sophie, która potrzebowała więcej nadzoru.
Młody Mulciber przeciągnął się, unosząc w górę ramiona. Starał się prezentować dobrze - wybrał marynarkę z golfem pod nią, podążając za stylem wuja, bo chociaż było lato, w cieniu, siedząc w miejscu, mogło zrobić się zimno.
- Zastanawiam się, komu zaprezentować mój specjalny asortyment, Leo. - Zaśmiał się lekko. Nikomu z rodziny, prócz brata, nie mówił, nad czym pracował po godzinach i co zamierzał zaprezentować klientom, jeśli ktoś będzie zainteresowany. Był pewien, że ani wuj, ani ojciec nie aprobowaliby tego typu wyrobów, ale zamierzał spróbować mimo wszystko. A nuż nowocześni czarodzieje będą otwarci na tego typu... wynalazki? - Może jakiejś panience? - Zagadywał. Cały specjalny towar znajdował się w skrzyni, identycznej do tych, w których czekał zapas codziennych świeczek i kadzideł. Charlie był podekscytowany, ale też trochę przerażony. A co, jeśli się nie spodoba? Będzie musiał przetopić wosk i wyjaśnić się rodzinie, co właściwie zaszło...