26.05.2024, 17:07 ✶
południowe stragany - stoisko Viorici
Florence, Cameron, Heather, Cedric, Viorica
Z jednej strony kusiło go, żeby przewrócić kartki kalendarza i sprawdzić, jak tam się prezentuje Sebastian z Zachariaszem na czerwcowej stronie, ale sobie darował. Wahał się przez chwilę nad tą koszulką, ale kiedy Sebastian wspomniał o okazji, to jemu tym razem zaświeciły się oczy.
- To jak taka okazja, to poproszę - uśmiechnął się do kapłana wesoło, znowu wyciągając z kieszeni odpowiednią sumę pieniędzy.
- Wiesz, zawsze może zamieszkać z tobą, a nie ty z nim. Mamy pełno miejsca - wzruszył ramionami. Odbierając swoje zakupy i żegnając się z kapłanami krótkim do widzenia. Wiedział jak działał świat i że to żona zwykle wyprowadzała się z rodzinnego domu do posiadłości męża, jednak w przypadku Florence wybitnie mu to nie odpowiadało. Nawet jeśli czasem wydawał się niezbyt tym przejmować, to lubił mieć i Oriona i siostrę blisko. Nie chodziło o wygodę, a o zwykłe zżycie i fakt że ich obecność zwyczajnie była dla niego ważna. Jakaś jego strona, najpewniej ta absolutnie rozpieszczona przez matkę, uważała że przy odrobinie dobrych chęci i użyciu odpowiednich słów, nikt niemiałby nic przeciwko.
- Hmm, chyba nie. Chciałem sobie tylko pochodzić i pooglądać różne rzeczy - wzruszył ramionami, przez chwilę wodząc wzrokiem dookoła. - Możemy poszukać teraz tej biżuterii albo świec właśnie, jeśli je konkretnie chcesz. O, tam chyba jest to pierwsze - wyciągnął rękę, wskazując kierunek gdzie miał wrażenie, że wypatrzył stoisko Viorici. Potem klasnął w dłonie, zacierając je rozochocony. - Wiem, widziałem. I tym razem żadnego goblina - uśmiechnął się wyraźnie zadowolony. - Mawet dwa są, ale chyba jeszcze ich nie puścili. Musimy potem do nich podejść. Koniecznie - poprowadził ją we wcześniej wskazanym kierunku, dość szybko znajdując się przy straganie, który okupowali Cameron, Heather i Cedric. Na widok Rudej, skrzywił się lekko, ale szybko naprawił wyraz swojej twarzy, kiedy już stali z siostrą obok.
- Oo, Vior. Nie wiedziałem, że rozstawiasz takie rzeczy na sabacie - uśmiechnął się do kobiety wesoło. - Powiedz, które nie są wyciągnięte z kieszeni przypadkowych przechodniów, to może się nawet skuszę - zaśmiał się, uśmiechając do Zamfir nonszalancko i mrugając do niej porozumiewawczo. Do reszty, cóż - udał, że nie zwrócił uwagę na resztę obecnych, jakby zbyt zaabsorbowany nieoczekiwanym spotkaniem.
Florence, Cameron, Heather, Cedric, Viorica
Z jednej strony kusiło go, żeby przewrócić kartki kalendarza i sprawdzić, jak tam się prezentuje Sebastian z Zachariaszem na czerwcowej stronie, ale sobie darował. Wahał się przez chwilę nad tą koszulką, ale kiedy Sebastian wspomniał o okazji, to jemu tym razem zaświeciły się oczy.
- To jak taka okazja, to poproszę - uśmiechnął się do kapłana wesoło, znowu wyciągając z kieszeni odpowiednią sumę pieniędzy.
- Wiesz, zawsze może zamieszkać z tobą, a nie ty z nim. Mamy pełno miejsca - wzruszył ramionami. Odbierając swoje zakupy i żegnając się z kapłanami krótkim do widzenia. Wiedział jak działał świat i że to żona zwykle wyprowadzała się z rodzinnego domu do posiadłości męża, jednak w przypadku Florence wybitnie mu to nie odpowiadało. Nawet jeśli czasem wydawał się niezbyt tym przejmować, to lubił mieć i Oriona i siostrę blisko. Nie chodziło o wygodę, a o zwykłe zżycie i fakt że ich obecność zwyczajnie była dla niego ważna. Jakaś jego strona, najpewniej ta absolutnie rozpieszczona przez matkę, uważała że przy odrobinie dobrych chęci i użyciu odpowiednich słów, nikt niemiałby nic przeciwko.
- Hmm, chyba nie. Chciałem sobie tylko pochodzić i pooglądać różne rzeczy - wzruszył ramionami, przez chwilę wodząc wzrokiem dookoła. - Możemy poszukać teraz tej biżuterii albo świec właśnie, jeśli je konkretnie chcesz. O, tam chyba jest to pierwsze - wyciągnął rękę, wskazując kierunek gdzie miał wrażenie, że wypatrzył stoisko Viorici. Potem klasnął w dłonie, zacierając je rozochocony. - Wiem, widziałem. I tym razem żadnego goblina - uśmiechnął się wyraźnie zadowolony. - Mawet dwa są, ale chyba jeszcze ich nie puścili. Musimy potem do nich podejść. Koniecznie - poprowadził ją we wcześniej wskazanym kierunku, dość szybko znajdując się przy straganie, który okupowali Cameron, Heather i Cedric. Na widok Rudej, skrzywił się lekko, ale szybko naprawił wyraz swojej twarzy, kiedy już stali z siostrą obok.
- Oo, Vior. Nie wiedziałem, że rozstawiasz takie rzeczy na sabacie - uśmiechnął się do kobiety wesoło. - Powiedz, które nie są wyciągnięte z kieszeni przypadkowych przechodniów, to może się nawet skuszę - zaśmiał się, uśmiechając do Zamfir nonszalancko i mrugając do niej porozumiewawczo. Do reszty, cóż - udał, że nie zwrócił uwagę na resztę obecnych, jakby zbyt zaabsorbowany nieoczekiwanym spotkaniem.