26.05.2024, 17:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2024, 17:40 przez Florence Bulstrode.)
Południowe stragany - stoisko Viorici
Rozmawiam z Atreusem, krótko witam Lupinów kupuję wisiorek.
– Mój drogi, bardzo lubię z wami mieszkać, ale pewnego dnia któryś z was przyprowadzi do domu narzeczoną i jestem więcej niż pewna, że będzie czuła się bardziej komfortowo bez mojego oceniającego spojrzenia – powiedziała Florence, spoglądając na niego z ukosa. Chyba po raz pierwszy wypowiedziała do któregoś z braci to, co sama myślała od dawna, i o czym nawet wspominała jakiś czas temu Geraldine: a były to myśli zgoła przeciwne do tych, jakie miał Atreus. Sprawiające, że już od dobrych dwóch lat odkładała pieniądze, a od zaręczyn z Elaine przykładała do tego większą wagę. By móc kupić coś dla siebie.
Wątpiła, by miała wyjść za mąż, ale nie mogła mieszkać z nimi wiecznie. Któregoś dnia któryś z nich zostanie dziedzicem, a Florence wiedziała, że po pierwsze, nie będzie sama dobrze się czuła, gdy inna kobieta zyska w domu większe prawo głosu niż ona, po drugie, że jeśli wybranka się jej nie spodoba, mogłaby zamienić życie dziewczyny w piekło. Nawet niechcący, starając się tego nie robić.
– Świece przydadzą się także do rytuału Lammas, to w końcu tradycja – dodała, zmierzając za nim do stanowiska z biżuterią.
O ile Viorica była po prostu twarzą, czasem widywaną na Horyzontalnej, a Heather osobą z pierwszych stron gazet, o tyle pozostałą dwójkę rozpoznała.
– Panie Lupin – powiedziała, mierząc stażystę spojrzeniem, nim przeniosła wzrok na jego starszego brata. – Witaj, Cedricku. Jestem absolutnie zszokowana. Ty i dzień wolnego w sabat? Zostanie ci chyba tylko jakieś trzydzieści dni urlopu. Jeszcze trochę i dowiem się, że wreszcie zacząłeś pobierać należną opłatę za nadgodziny.
Czy było w tych słowach potępienie?
Oczywiście, że tak, nie tego, że tu przyszedł i wziął to wolne, ale tego, że robił to tak rzadko. Florence była pracoholiczką, ale patrząc na Lupina czekała na dzień, w którym ten umrze z przemęczenia, bo zapomni wyjść z dyżuru i spędzi w szpitalu kilka dni z rzędu. Nie jedząc i nie pijąc.
– Ten wisiorek proszę – stwierdziła, wskazując od razu upatrzoną ozdobę i nie zastanawiając się długo.
Rozmawiam z Atreusem, krótko witam Lupinów kupuję wisiorek.
– Mój drogi, bardzo lubię z wami mieszkać, ale pewnego dnia któryś z was przyprowadzi do domu narzeczoną i jestem więcej niż pewna, że będzie czuła się bardziej komfortowo bez mojego oceniającego spojrzenia – powiedziała Florence, spoglądając na niego z ukosa. Chyba po raz pierwszy wypowiedziała do któregoś z braci to, co sama myślała od dawna, i o czym nawet wspominała jakiś czas temu Geraldine: a były to myśli zgoła przeciwne do tych, jakie miał Atreus. Sprawiające, że już od dobrych dwóch lat odkładała pieniądze, a od zaręczyn z Elaine przykładała do tego większą wagę. By móc kupić coś dla siebie.
Wątpiła, by miała wyjść za mąż, ale nie mogła mieszkać z nimi wiecznie. Któregoś dnia któryś z nich zostanie dziedzicem, a Florence wiedziała, że po pierwsze, nie będzie sama dobrze się czuła, gdy inna kobieta zyska w domu większe prawo głosu niż ona, po drugie, że jeśli wybranka się jej nie spodoba, mogłaby zamienić życie dziewczyny w piekło. Nawet niechcący, starając się tego nie robić.
– Świece przydadzą się także do rytuału Lammas, to w końcu tradycja – dodała, zmierzając za nim do stanowiska z biżuterią.
O ile Viorica była po prostu twarzą, czasem widywaną na Horyzontalnej, a Heather osobą z pierwszych stron gazet, o tyle pozostałą dwójkę rozpoznała.
– Panie Lupin – powiedziała, mierząc stażystę spojrzeniem, nim przeniosła wzrok na jego starszego brata. – Witaj, Cedricku. Jestem absolutnie zszokowana. Ty i dzień wolnego w sabat? Zostanie ci chyba tylko jakieś trzydzieści dni urlopu. Jeszcze trochę i dowiem się, że wreszcie zacząłeś pobierać należną opłatę za nadgodziny.
Czy było w tych słowach potępienie?
Oczywiście, że tak, nie tego, że tu przyszedł i wziął to wolne, ale tego, że robił to tak rzadko. Florence była pracoholiczką, ale patrząc na Lupina czekała na dzień, w którym ten umrze z przemęczenia, bo zapomni wyjść z dyżuru i spędzi w szpitalu kilka dni z rzędu. Nie jedząc i nie pijąc.
– Ten wisiorek proszę – stwierdziła, wskazując od razu upatrzoną ozdobę i nie zastanawiając się długo.