26.05.2024, 19:36 ✶
Trudno było za Akane nadążyć, miała jeszcze bardziej wyraźny, ognisty charakter niż Pandora, zupełnie też inny, chociaż na pierwszy rzut oka można było uznać je za podobne. Nic bardziej mylnego, Azjatka uwielbiała przecież być w centrum uwagi, błyszczeć i wieść prym. No i zawsze miała rację, kolorowała sobie historie. Pomimo wielu wad, była jednak sympatyczna i łatwo doprowadzała ludzi do śmiechu, co brunetka bardzo w niej ceniła. Jawnie upatrzyła sobie Islandczyka, zaczepiając go i starając się wchodzić z nim często w interakcje, zaskakiwać. Zupełnie, jakby ta jego nieśmiałość i dystans były w jej typie lub raczej były czymś nowym, bo nie miała żadnego problemu ze zdobyciem partnera lub partnerki, zwłaszcza gdy chodziło tylko o seks. Powszechnie było wiadomo, że zakazany owoc smakował najlepiej.
On się nie śpieszył, ona natomiast dużo bardziej wolałaby z nim porozmawiać, niż słuchać kolejnych życzeń i dostawać buziaki. Oczywiście była za to wszystko wdzięczna, cieszyła się i nie miała wątpliwości, że ludzie życzyli jej dobrze, ale była już tłumem trochę przebodźcowana, przechodząc podobne rzeczy trzy godziny temu z rodziną i gośćmi, których zaprosiła. - No nie wiem, czy Ci teraz wybaczę! Deniz o Ciebie pytała, a moja mama była zaskoczona, że nie przyszedłeś. - odparła wciąż tym samym, figlarnym głosem, lustrując go wzrokiem spod wachlarza długich i ciemnych rzęs. Dziewczyna trochę opowiedziała na temat ich relacji, nie wdając się jednak w szczegóły, bo wiedziała, jakie mogły być tego konsekwencje. - A tutaj to akurat prawda, nie mogłeś, bo byłoby mi smutno. To znaczy, wiesz, nie musisz pamiętać o moich urodzinach, żaden szczególny dzień, ale ciesze się, że możemy się dziś zobaczyć. W końcu spędza się je z bliskimi. - wyjaśniła, unosząc na chwilę ręce w obronnym geście, jakby usilnie chciała uprzedzić tym gestem, że niczego mu nie miała zamiaru narzucać. Gdyby miała jak, szturchnęła by przyjaciółkę, jednak nie pozostało jej nic innego, jak roześmiane się i wywrócenie oczami. Sekret był taki, że Akane bardzo nie lubiła, gdy reakcja była inna, niż przewidywała. Odwzajemniła spojrzenie Hjalmara, wzruszając ramionami, sugerując, aby się w ogóle małym demonem nie przejmował. - Ona się irytuje, gdy nie traktuje się jej poważnie lub gdy zamiast zawstydzenia, reagujesz przychylnie.- szepnęła w jego stronę przelotnie, gdy miała ku temu okazję i tak, aby czarnowłosa nie mogła usłyszeć. Nie była to może złota rada, jak te które rozdawała Kana, ale może trochę mu ułatwi radzenie sobie z nią.
Z pewną nutą zawstydzenia zawinęła na palcu pasmo włosów, a głębszy oddech poruszył złotą ozdobą, która pięknie mieniła się w blasku kandelabrów. Wspominała Niedźwiadkowi nie raz, że literka podobała się każdemu, kto miał okazję ją zobaczyć i pytano, skąd jest i chociaż Prewettówna podawała nazwę kuźni, tu uprzedzała, że takich literek nie robił — było to odrobinę egoistyczne, ale chciała, aby ozdoba pozostała unikalna. - Mhmmmm obawiam się, że jak trafisz na jakiegoś zmiksowanego drinka, to weźmie Cię szybciej, niż czysta gorzałka, mój Drogi. - odparła pogodnie, wzruszając delikatnie ramionami. Wiedziała, że Londyńskie towarzystwo lubi takie alkoholowe eksperymenty, które później kończyły się paskudnym kacem, urwanym filmem lub ciężką głową. - A to Ci amator szampana.. - mruknęła pod nosem, kręcąc głową z zadowoleniem, zanim skupiła się na gościach. Musiała, chcąc nie chcąc, bo przecież przyjaciółka zorganizowała to dla niej.
- Dlaczego Ci ciężko? - zapytała Akane, stojąc blisko niego z diabelskim błyskiem w ciemnych oczach, stukając palcami o jego ramię. Cel uświęcał środki, zawsze to sobie powtarzała. Zerknęła na Pandorę i przez chwilę nawet poczuła coś na wzór wyrzutów sumienia, ale te zniknęły równie szybko, co się pojawiły. - Mogłabym Ci podpowiedzieć, co zrobić, żebyś miał ją w garści. To w gruncie rzeczy bardzo proste. - wzruszyła ramionami w odpowiedzi. Ile razy ona sobie owijała Turczynkę dookoła palca, aby robiła tak, jak sobie tego życzyła? Nie miała jednak na myśli aż takiej manipulacji, chodziło raczej o coś innego. Widziała przecież, jak dookoła siebie krążyli, a nawet nie byli razem, chociaż jedno drugiego pilnowało wzrokiem. Zupełnie jak zagubione nastolatki. - Zrób coś, czego się nie spodziewa i na co nie będzie wiedziała, jak zareagować. Ewentualnie spraw, żeby była zazdrosna i jak chcesz, to mogę Ci pomóc! - puściła mu oczko, chcąc kontynuować zaraz wypowiedź, ale osiołek zdawał się złapać rzuconą przez Kanę marchew. Zamilkła więc, poruszając palcami z niewinnym uśmiechem. Przecież to było oczywiste, że ich tak samych nie zostawi, wystarczyło dolać odrobinę oliwy do ognia.
Bijące od Hjalmara ciepło trochę ją rozpraszało, ale musiała przecież robić dobrą minę do złej gry i liczyć na Merlina, że jej blond włosy towarzysz wcale tej wywołanej przez Akane fali egoizmu i zazdrości nie zauważy. Nie lubiła wychodzić na chciwą, ale jednak myśl o tym, że czarnowłosa porwałaby go do jednego z pokojów na górze, była nieznośna. Słysząc potwierdzenie swoich słów, nieco się zdziwiła, odwracając twarz w jego stronę i przyglądając się badawczo błękitnym oczom, zaraz jednak posyłając mu krótki uśmiech. Współpracował z nią, bo miała urodziny i postanowił sobie, że będzie miły i wyjątkowo, odrobinę bezwstydnie (jak na jego standardy) uległy? Bo przecież była pewna, że podrapie się po karku w momencie, gdy usiadła mu na kolanach lub znajdzie pretekst, żeby wstać. - Widzisz? Jest zajęty.
Wróciła wzrokiem do przyjaciółki, ale ziarno niepewności zostało zasiane. Zupełnie, jakby coś krążyło w powietrzu, jednak nie umiała znaleźć rozwiązania. Może po prostu była przewrażliwiona? Prychnęła na przyjaciółkę, oburzona jej podstępem, czując falę różu na policzkach i już miała coś błyskotliwego jej powiedzieć, gdy usłyszała słowa wypowiadane przez Islandczyka oraz poczuła na sobie jego spojrzenie, kolejny raz tego wieczora. Odwróciła w jego stronę twarz, unosząc na chwilę brwi. - Oczywiście, że przyszłam do Ciebie. Skąd pomysł, że bym Cię ignorowała lub nie zauważyła? Czybyś już wypił za dużo szampana, Niedźwiadku? - zapytała z troską, uważnie przyglądając się jego twarzy. Przecież zawsze poświęcała mu uwagę i starała się dbać o jego komfort, szczególnie gdy przebywał w Wielkiej Brytanii, to czuła się za niego odpowiedzialna.
Chciała wstać, ale zastygła w bezruchu — trudno stwierdzić, czy znów przez jego dziwne zachowanie, czy może przez gwizdnięcie i chichot przyjaciółki. Coś było nie tak.. Ściągnęła brwi, patrząc badawczo na jedno i na drugie. Nie wstała, chociaż szpilki miała wsunięte na nogi. - Nie rozumiem.. Co robię? Przecież… Jaką drugą szansę? - zapytała zbita z tropu, kręcąc głową, przez co burza brązowych włosów zakołysała się, rozsypując się falami po ramionach i dekolcie. I znów ten diabelski chichot. Przymknęła oczy, czując rosnącą w nią złość, która mieszała się ze zmartwieniem, policzyła do dziesięciu, a potem, wciąż nie przestając się uśmiechać, spojrzała na swoją przyjaciółkę. Ta chciała uciec, ale Pandora złapała ją za nadgarstek, zaciskając palce.
- Kanuś skarbie.. Jest coś, o czym powinnam wiedzieć? Może ja pójdę z Tobą na górę, omówić pewną sprawę? - zapytała słodko, pozwalając sobie nawet kilkukrotnie mrugać. Jej mina jawnie wskazywała, że maczała palce w zachowaniu jej Islandczyka i coś przeskrobała.
- Nie wiem, o czym mówisz.. Widzisz, że po prostu go oczarowałaś tą sukienką..
- Kana? Nie chcesz, chyba żebym się wściekła, prawda? - zapytała kolejny raz uprzejmie i miło, nie przenosząc spojrzenia z nieco bledszej twarzy Azjatki. Ta tylko wywróciła oczami, cofając się półkroku.
- Wielkie mi halo, kilka kropel amo pomoże wam pójść w prawo albo w lewo, czy to nie jest najlepszy prezent urodzinowy?
Pandora poczuła fale stresu, złości, bezradności i zirytowania, a także, jak miękną jej nogi i kręci się jej w głowie, jak serce uderza szybciej. Była na nią tak zła, że gdyby mieli pod nosem jakiś klif, to z pewnością by Akane z niego zrzuciła. Przyciągnęła ją do siebie blisko, nie chcąc robić scen.
- Nie można tak robić! Co Ty sobie wyobrażasz? Przecież to okropne. Radzę Ci to odkręcić.. - syknęła cicho, nie wiedząc, na co się bardziej wściekła, a co gorsza, jak ona mu to wszystko potem wytłumaczy. Już w ogóle odechciało się jej tych głupich urodzin. Nie słuchała nawet odpowiedzi przyjaciółki, odwracając głowę w jego stronę i westchnęła ciężko, przyglądając się z troską w oczach jego twarzy. - Może chcesz już wrócić do domu, co? Pewnie szampan i ludzie Cię zmęczyli.. - zasugerowała ostrożnie, starając się w głowie ułożyć jakiś sensowny plan działania. Najbezpieczniej byłoby zdobyć eliksir, który wyłączyłby amortencję i miała nadzieję, że z tego powodu, aby go pozyskać, Akane zniknęła w tłumie. Mogłaby też dać mu z wodą kilka kropel eliksiru nasennego, a gdy wstanie, będzie jak nowo narodzony. Tylko co on sobie o niej potem pomyśli? Uniosła dłoń, ostrożnie przecierając oczy palcami. Magiczny makijaż nie rozmywał się jednak łatwo. - I znów masz przeze mnie kłopoty..
On się nie śpieszył, ona natomiast dużo bardziej wolałaby z nim porozmawiać, niż słuchać kolejnych życzeń i dostawać buziaki. Oczywiście była za to wszystko wdzięczna, cieszyła się i nie miała wątpliwości, że ludzie życzyli jej dobrze, ale była już tłumem trochę przebodźcowana, przechodząc podobne rzeczy trzy godziny temu z rodziną i gośćmi, których zaprosiła. - No nie wiem, czy Ci teraz wybaczę! Deniz o Ciebie pytała, a moja mama była zaskoczona, że nie przyszedłeś. - odparła wciąż tym samym, figlarnym głosem, lustrując go wzrokiem spod wachlarza długich i ciemnych rzęs. Dziewczyna trochę opowiedziała na temat ich relacji, nie wdając się jednak w szczegóły, bo wiedziała, jakie mogły być tego konsekwencje. - A tutaj to akurat prawda, nie mogłeś, bo byłoby mi smutno. To znaczy, wiesz, nie musisz pamiętać o moich urodzinach, żaden szczególny dzień, ale ciesze się, że możemy się dziś zobaczyć. W końcu spędza się je z bliskimi. - wyjaśniła, unosząc na chwilę ręce w obronnym geście, jakby usilnie chciała uprzedzić tym gestem, że niczego mu nie miała zamiaru narzucać. Gdyby miała jak, szturchnęła by przyjaciółkę, jednak nie pozostało jej nic innego, jak roześmiane się i wywrócenie oczami. Sekret był taki, że Akane bardzo nie lubiła, gdy reakcja była inna, niż przewidywała. Odwzajemniła spojrzenie Hjalmara, wzruszając ramionami, sugerując, aby się w ogóle małym demonem nie przejmował. - Ona się irytuje, gdy nie traktuje się jej poważnie lub gdy zamiast zawstydzenia, reagujesz przychylnie.- szepnęła w jego stronę przelotnie, gdy miała ku temu okazję i tak, aby czarnowłosa nie mogła usłyszeć. Nie była to może złota rada, jak te które rozdawała Kana, ale może trochę mu ułatwi radzenie sobie z nią.
Z pewną nutą zawstydzenia zawinęła na palcu pasmo włosów, a głębszy oddech poruszył złotą ozdobą, która pięknie mieniła się w blasku kandelabrów. Wspominała Niedźwiadkowi nie raz, że literka podobała się każdemu, kto miał okazję ją zobaczyć i pytano, skąd jest i chociaż Prewettówna podawała nazwę kuźni, tu uprzedzała, że takich literek nie robił — było to odrobinę egoistyczne, ale chciała, aby ozdoba pozostała unikalna. - Mhmmmm obawiam się, że jak trafisz na jakiegoś zmiksowanego drinka, to weźmie Cię szybciej, niż czysta gorzałka, mój Drogi. - odparła pogodnie, wzruszając delikatnie ramionami. Wiedziała, że Londyńskie towarzystwo lubi takie alkoholowe eksperymenty, które później kończyły się paskudnym kacem, urwanym filmem lub ciężką głową. - A to Ci amator szampana.. - mruknęła pod nosem, kręcąc głową z zadowoleniem, zanim skupiła się na gościach. Musiała, chcąc nie chcąc, bo przecież przyjaciółka zorganizowała to dla niej.
- Dlaczego Ci ciężko? - zapytała Akane, stojąc blisko niego z diabelskim błyskiem w ciemnych oczach, stukając palcami o jego ramię. Cel uświęcał środki, zawsze to sobie powtarzała. Zerknęła na Pandorę i przez chwilę nawet poczuła coś na wzór wyrzutów sumienia, ale te zniknęły równie szybko, co się pojawiły. - Mogłabym Ci podpowiedzieć, co zrobić, żebyś miał ją w garści. To w gruncie rzeczy bardzo proste. - wzruszyła ramionami w odpowiedzi. Ile razy ona sobie owijała Turczynkę dookoła palca, aby robiła tak, jak sobie tego życzyła? Nie miała jednak na myśli aż takiej manipulacji, chodziło raczej o coś innego. Widziała przecież, jak dookoła siebie krążyli, a nawet nie byli razem, chociaż jedno drugiego pilnowało wzrokiem. Zupełnie jak zagubione nastolatki. - Zrób coś, czego się nie spodziewa i na co nie będzie wiedziała, jak zareagować. Ewentualnie spraw, żeby była zazdrosna i jak chcesz, to mogę Ci pomóc! - puściła mu oczko, chcąc kontynuować zaraz wypowiedź, ale osiołek zdawał się złapać rzuconą przez Kanę marchew. Zamilkła więc, poruszając palcami z niewinnym uśmiechem. Przecież to było oczywiste, że ich tak samych nie zostawi, wystarczyło dolać odrobinę oliwy do ognia.
Bijące od Hjalmara ciepło trochę ją rozpraszało, ale musiała przecież robić dobrą minę do złej gry i liczyć na Merlina, że jej blond włosy towarzysz wcale tej wywołanej przez Akane fali egoizmu i zazdrości nie zauważy. Nie lubiła wychodzić na chciwą, ale jednak myśl o tym, że czarnowłosa porwałaby go do jednego z pokojów na górze, była nieznośna. Słysząc potwierdzenie swoich słów, nieco się zdziwiła, odwracając twarz w jego stronę i przyglądając się badawczo błękitnym oczom, zaraz jednak posyłając mu krótki uśmiech. Współpracował z nią, bo miała urodziny i postanowił sobie, że będzie miły i wyjątkowo, odrobinę bezwstydnie (jak na jego standardy) uległy? Bo przecież była pewna, że podrapie się po karku w momencie, gdy usiadła mu na kolanach lub znajdzie pretekst, żeby wstać. - Widzisz? Jest zajęty.
Wróciła wzrokiem do przyjaciółki, ale ziarno niepewności zostało zasiane. Zupełnie, jakby coś krążyło w powietrzu, jednak nie umiała znaleźć rozwiązania. Może po prostu była przewrażliwiona? Prychnęła na przyjaciółkę, oburzona jej podstępem, czując falę różu na policzkach i już miała coś błyskotliwego jej powiedzieć, gdy usłyszała słowa wypowiadane przez Islandczyka oraz poczuła na sobie jego spojrzenie, kolejny raz tego wieczora. Odwróciła w jego stronę twarz, unosząc na chwilę brwi. - Oczywiście, że przyszłam do Ciebie. Skąd pomysł, że bym Cię ignorowała lub nie zauważyła? Czybyś już wypił za dużo szampana, Niedźwiadku? - zapytała z troską, uważnie przyglądając się jego twarzy. Przecież zawsze poświęcała mu uwagę i starała się dbać o jego komfort, szczególnie gdy przebywał w Wielkiej Brytanii, to czuła się za niego odpowiedzialna.
Chciała wstać, ale zastygła w bezruchu — trudno stwierdzić, czy znów przez jego dziwne zachowanie, czy może przez gwizdnięcie i chichot przyjaciółki. Coś było nie tak.. Ściągnęła brwi, patrząc badawczo na jedno i na drugie. Nie wstała, chociaż szpilki miała wsunięte na nogi. - Nie rozumiem.. Co robię? Przecież… Jaką drugą szansę? - zapytała zbita z tropu, kręcąc głową, przez co burza brązowych włosów zakołysała się, rozsypując się falami po ramionach i dekolcie. I znów ten diabelski chichot. Przymknęła oczy, czując rosnącą w nią złość, która mieszała się ze zmartwieniem, policzyła do dziesięciu, a potem, wciąż nie przestając się uśmiechać, spojrzała na swoją przyjaciółkę. Ta chciała uciec, ale Pandora złapała ją za nadgarstek, zaciskając palce.
- Kanuś skarbie.. Jest coś, o czym powinnam wiedzieć? Może ja pójdę z Tobą na górę, omówić pewną sprawę? - zapytała słodko, pozwalając sobie nawet kilkukrotnie mrugać. Jej mina jawnie wskazywała, że maczała palce w zachowaniu jej Islandczyka i coś przeskrobała.
- Nie wiem, o czym mówisz.. Widzisz, że po prostu go oczarowałaś tą sukienką..
- Kana? Nie chcesz, chyba żebym się wściekła, prawda? - zapytała kolejny raz uprzejmie i miło, nie przenosząc spojrzenia z nieco bledszej twarzy Azjatki. Ta tylko wywróciła oczami, cofając się półkroku.
- Wielkie mi halo, kilka kropel amo pomoże wam pójść w prawo albo w lewo, czy to nie jest najlepszy prezent urodzinowy?
Pandora poczuła fale stresu, złości, bezradności i zirytowania, a także, jak miękną jej nogi i kręci się jej w głowie, jak serce uderza szybciej. Była na nią tak zła, że gdyby mieli pod nosem jakiś klif, to z pewnością by Akane z niego zrzuciła. Przyciągnęła ją do siebie blisko, nie chcąc robić scen.
- Nie można tak robić! Co Ty sobie wyobrażasz? Przecież to okropne. Radzę Ci to odkręcić.. - syknęła cicho, nie wiedząc, na co się bardziej wściekła, a co gorsza, jak ona mu to wszystko potem wytłumaczy. Już w ogóle odechciało się jej tych głupich urodzin. Nie słuchała nawet odpowiedzi przyjaciółki, odwracając głowę w jego stronę i westchnęła ciężko, przyglądając się z troską w oczach jego twarzy. - Może chcesz już wrócić do domu, co? Pewnie szampan i ludzie Cię zmęczyli.. - zasugerowała ostrożnie, starając się w głowie ułożyć jakiś sensowny plan działania. Najbezpieczniej byłoby zdobyć eliksir, który wyłączyłby amortencję i miała nadzieję, że z tego powodu, aby go pozyskać, Akane zniknęła w tłumie. Mogłaby też dać mu z wodą kilka kropel eliksiru nasennego, a gdy wstanie, będzie jak nowo narodzony. Tylko co on sobie o niej potem pomyśli? Uniosła dłoń, ostrożnie przecierając oczy palcami. Magiczny makijaż nie rozmywał się jednak łatwo. - I znów masz przeze mnie kłopoty..