26.05.2024, 19:53 ✶
Co do francuskiego pieska, to przecież nazwisko zobowiązywało, prawda? Chociaż zarówno Loretta, jak i Louvain zachowywali się zupełnie inaczej. Rodolphusowi było bliżej w tej chwili do Victorii, która rozmawiała z kompletnym nieznajomym, niż do tamtego kuzynostwa. O bracie nie wspominając, bo czasem miał wrażenie, że byli swoim przeciwieństwem. Mimo to w żaden sposób nie chciał Stanleya urazić - ot, zachowywał się grzecznie, jak na dobrze ułożonego, młodego czarodzieja przystało. Tak go wychowała matka, a i Borgin stał po ich stronie - jedynej słusznej, warto zauważyć, więc jaki miałby cel w tym, by grymasami czy fochami go prowokować? W tej chwili pragnął po prostu upewnić się, że Stanley wie co robi. A nawet jeśli nie wiedział, to też dobrze byłoby wiedzieć, żeby w razie czego móc mieć na niego oko. Bo chociaż Lammas ulokował się obok tego kija w dupie, to jeżeli istniała szansa, że coś pójdzie nie tak, to może by przełknął swoją niechęć i tam polazł, chociaż naprawdę wolałby tego nie robić. Zresztą: Borgin był dorosły, starszy i był synem Roberta, więc raczej nie powinien odpierdalać. Przynajmniej nie teraz, nie po tym co się wokół niego działo.
- Victoria wspominała o twoim zniknięciu z Ministerstwa - powiedział, zgrabnie zatajając fakt, że pierwszą rzeczą, jaka była po rozmowie z kuzynką, było poinformowanie Roberta o tym stanie rzeczy. Wyciągnął rękę po zdjęcie i obejrzał je uważnie. Powinno się nadać, było całkiem wyraźne, a że Lestrange miał dobrą pamięć, to powrót do normalnej twarzy Stanleya nie powinien być niczym szczególnie trudnym. - Chyba się o ciebie martwią, chociaż raczej dała mi do zrozumienia, że aż nazbyt dosłownie wziąłeś sobie radę Moody do serca, żeby wypierdalać.
W jego oczach błysnęło rozbawienie. Zdjęcie schował do wewnętrznej kieszeni czarnej marynarki. Czy było już wspomniane, że Rodolphus był też absolutnym nudziarzem, jeśli chodzi o dobór stroju?
- Zdjęcie się nada. Ministerstwo sobie nie radzi i nie potrafi wyciągać wniosków z poprzednich wydarzeń - wzruszył ramionami. On nie potrzebował się upewniać, wiedział że ma rację. Gdyby wyciągali wnioski, to by nie odpalili Lithy i Lammas. Co prawda nie sądził, żeby szykowało się coś grubszego jutro, ale... W sumie tuż przed Beltane też nic nie wiedział. Może znowu wybrańcy dostąpią zaszczytu siania rozpierdolu podczas kolejnego sabatu? Nie wiedział, nie chciał w sumie wiedzieć. Nie dostał żadnego polecenia, więc po prostu nie zaprzątał sobie tym głowy. - Opisz jak najdokładniej, chyba że chcesz się zdać na mój gust. Ale ostrzegam, że niekoniecznie wpasowuje się on w estetykę wszystkich.
Och, wiedział o tym nie tylko rudy i piegowaty Lou, ale i uśmiechnięty od ucha do ucha Nicholas. Na samo wspomnienie i na jego twarzy wymalował się uśmiech, ale jeden z tych absolutnie niewinnych, przypominających wyraz twarzy rudego kota, który zaraz zwali ze stołu szklankę pełną wody, żeby sprawdzić czy grawitacja działa.
- Najlepiej żeby to nie był nikt znany. Ani podobny do osoby znanej, żeby nikt cię nie zaczepił. W twoim przypadku wolałbym zmienić wszystkie charakterystyczne cechy - nos, rozstaw oczu, brodę, być może nawet uszy? Wszystko, co mogłoby spowodować, że mijające cię znajome osoby mogłyby chociaż przez chwilę zwątpić, czy to na pewno obcy, czy może jednak Stanley w przebraniu - wyjaśnił. Normalnie pewnie zmieniłby tylko jakieś pierdoły, tak żeby było "zrobione", ale w przypadku Borgina lepiej było posiedzieć nad tym dłużej. Rodolphus machnął ręką, wskazując Stanleyowi pierwsze lepsze krzesło czy tam fotel. Lepiej niech usiądzie - cała procedura nie była co prawda bolesna, ale była bardzo nieprzyjemna. Nikt nie lubił, gdy nagle zaczynała mu się ruszać twarz, prawda?
- Victoria wspominała o twoim zniknięciu z Ministerstwa - powiedział, zgrabnie zatajając fakt, że pierwszą rzeczą, jaka była po rozmowie z kuzynką, było poinformowanie Roberta o tym stanie rzeczy. Wyciągnął rękę po zdjęcie i obejrzał je uważnie. Powinno się nadać, było całkiem wyraźne, a że Lestrange miał dobrą pamięć, to powrót do normalnej twarzy Stanleya nie powinien być niczym szczególnie trudnym. - Chyba się o ciebie martwią, chociaż raczej dała mi do zrozumienia, że aż nazbyt dosłownie wziąłeś sobie radę Moody do serca, żeby wypierdalać.
W jego oczach błysnęło rozbawienie. Zdjęcie schował do wewnętrznej kieszeni czarnej marynarki. Czy było już wspomniane, że Rodolphus był też absolutnym nudziarzem, jeśli chodzi o dobór stroju?
- Zdjęcie się nada. Ministerstwo sobie nie radzi i nie potrafi wyciągać wniosków z poprzednich wydarzeń - wzruszył ramionami. On nie potrzebował się upewniać, wiedział że ma rację. Gdyby wyciągali wnioski, to by nie odpalili Lithy i Lammas. Co prawda nie sądził, żeby szykowało się coś grubszego jutro, ale... W sumie tuż przed Beltane też nic nie wiedział. Może znowu wybrańcy dostąpią zaszczytu siania rozpierdolu podczas kolejnego sabatu? Nie wiedział, nie chciał w sumie wiedzieć. Nie dostał żadnego polecenia, więc po prostu nie zaprzątał sobie tym głowy. - Opisz jak najdokładniej, chyba że chcesz się zdać na mój gust. Ale ostrzegam, że niekoniecznie wpasowuje się on w estetykę wszystkich.
Och, wiedział o tym nie tylko rudy i piegowaty Lou, ale i uśmiechnięty od ucha do ucha Nicholas. Na samo wspomnienie i na jego twarzy wymalował się uśmiech, ale jeden z tych absolutnie niewinnych, przypominających wyraz twarzy rudego kota, który zaraz zwali ze stołu szklankę pełną wody, żeby sprawdzić czy grawitacja działa.
- Najlepiej żeby to nie był nikt znany. Ani podobny do osoby znanej, żeby nikt cię nie zaczepił. W twoim przypadku wolałbym zmienić wszystkie charakterystyczne cechy - nos, rozstaw oczu, brodę, być może nawet uszy? Wszystko, co mogłoby spowodować, że mijające cię znajome osoby mogłyby chociaż przez chwilę zwątpić, czy to na pewno obcy, czy może jednak Stanley w przebraniu - wyjaśnił. Normalnie pewnie zmieniłby tylko jakieś pierdoły, tak żeby było "zrobione", ale w przypadku Borgina lepiej było posiedzieć nad tym dłużej. Rodolphus machnął ręką, wskazując Stanleyowi pierwsze lepsze krzesło czy tam fotel. Lepiej niech usiądzie - cała procedura nie była co prawda bolesna, ale była bardzo nieprzyjemna. Nikt nie lubił, gdy nagle zaczynała mu się ruszać twarz, prawda?