26.05.2024, 21:05 ✶
To działo się zbyt szybko i zbyt... no właśnie. Było to wszystko zbyt. Emocji było zbyt wiele i Charles miał wrażenie, że większość z nich nawet nie należy do niego. Przerażenie, beznadzieja, poczucie nadchodzącej zguby - owszem, te miały źródło jak najbardziej w jego głowie. Ale to pożądanie, które teraz tak szybko znikało? Zachwyt nieznajomą w wodzie? Chęć oddania się jej całym?
Magia, która wpływała na młodego Mulcibera, pierzchła, gdy syrena pokazała swoje prawdziwe oblicze i wydała się mieć ochotę zrobić sobie z niego kolejny posiłek. Ramiona, w które wbiła szpony, bolały, a krew barwiła wodę na szkarłat. I choć Charlie już zaczynał myśleć, że w tym miejscu skończy się jego przygoda nie tylko z Anglią, ale i z życiem, do szarpaniny dołączył ktoś jeszcze. Parę chwil później silna dłoń złapała go i pociągnęła ku górze, ku powietrzu i ku molo, z którego wcześniej spadł.
Charlie zaczął kaszleć, gwałtownie walcząc o każdy oddech. Kurczowo łapał się tak swojej ratowniczki, jak i pomostu, nie chcąc po raz kolejny zostać porwanym przez wodę. Nie miał pojęcia o pływaniu, lecz deski szczęśliwie były blisko i pozwalały tryzmać się przy powierzchni mimo ciała, które ciążyło jak ołów.
- Co to... co to było?! - Zdołał wydusić, gdy wzrok już wyostrzył się na kobiecie przy nim. Oboje byli przemoczeni i oboje krwawili. Nie wyglądało to dobrze. - Pomocy... - Jęknął, spanikowany, jak gdyby pusta plaża mogła przynieść im ratunek. - Pomocy!
Magia, która wpływała na młodego Mulcibera, pierzchła, gdy syrena pokazała swoje prawdziwe oblicze i wydała się mieć ochotę zrobić sobie z niego kolejny posiłek. Ramiona, w które wbiła szpony, bolały, a krew barwiła wodę na szkarłat. I choć Charlie już zaczynał myśleć, że w tym miejscu skończy się jego przygoda nie tylko z Anglią, ale i z życiem, do szarpaniny dołączył ktoś jeszcze. Parę chwil później silna dłoń złapała go i pociągnęła ku górze, ku powietrzu i ku molo, z którego wcześniej spadł.
Charlie zaczął kaszleć, gwałtownie walcząc o każdy oddech. Kurczowo łapał się tak swojej ratowniczki, jak i pomostu, nie chcąc po raz kolejny zostać porwanym przez wodę. Nie miał pojęcia o pływaniu, lecz deski szczęśliwie były blisko i pozwalały tryzmać się przy powierzchni mimo ciała, które ciążyło jak ołów.
- Co to... co to było?! - Zdołał wydusić, gdy wzrok już wyostrzył się na kobiecie przy nim. Oboje byli przemoczeni i oboje krwawili. Nie wyglądało to dobrze. - Pomocy... - Jęknął, spanikowany, jak gdyby pusta plaża mogła przynieść im ratunek. - Pomocy!