26.05.2024, 21:32 ✶
Ona sama była zaledwie zadraśnięta, nic, co nie zagoiłoby się nawet samo, nie wspominając o zniknięciu pod wpływem kropli wiggenowego. Wyglądało jednak na to, że chłopaka syrena mocno poszarpała, a słona woda i chłód tylko pogarszały sytuację.
- Trzymaj się pomostu, nie mnie - poleciła, chwytając go za rękę, by zmusić do chwycenia się barierki. Póki czepiał się jej, mogli zaraz z powrotem skończyć pod wodą, a jeżeli tamta wróci albo miała koleżanki...
Nie odpowiedziała na jego pytanie. Wydostanie się z wody było ważniejsze, a poza tym wciąż nie miała pojęcia, czy właśnie nie wyciągnęła jakiegoś mugola. Sama podciągnęła się, wygrzebując na pomost, odruchowo sprawdziła, czy nie zgubiła różdżki, a potem pochyliła się, by i jemu pomóc wydostać się na deski.
Włosy lepiły się jej do policzków i szyi, ubranie było kompletnie przemoczone, a gdy zawał wiatr, zadrżała z zimna. Zignorowała chwilowo to wszystko i chwyciła za jego rękę, by sprawdzić, jak głębokie są rany zostawione na ramionach.
- Błagam, powiedz, że nie jesteś mugolem - poprosiła przy okazji podczas oględzin. Bo jeżeli był mugolem, i tak nie zrozumie, o co pyta, za to będzie musiała albo wpychać mu bajeczkę o jakiejś wariatce, która chciała go utopić, albo ciągnąć go do amenstazjotarów. A jeśli obrażenia będą bardzo poważne, to najpierw do Munga, potem na czyszczenie pamięci, a potem to już będzie siedziała przy biurku i uzupełniała całe stosy raportów, na co nie miała najmniejszej ochoty… – Uduszę Rowle’a – dodała jeszcze chociaż bardziej do siebie niż do niego, bo przecież on nie mógł wiedzieć, że Departament, który miał się zajmować takimi przypadkami, chyba sprawę absolutnie zignorował… – Jesteś ranny gdzieś jeszcze? Wisisz mi deser. Cholera, a miałam tam porcję czekoladową – dodała jeszcze, kciukiem wskazując na resztkę lodów, które porzuciła na pomoście i zamieniały się teraz właśnie w smętną breję na drewnie nieopodal nich. Absurdalna w tej sytuacji gadka? Owszem. Ale Brenna trochę była po prostu zmęczona, a trochę chciała go zdezorientować i odciągnąć uwagę od niedawnej grozy.
- Trzymaj się pomostu, nie mnie - poleciła, chwytając go za rękę, by zmusić do chwycenia się barierki. Póki czepiał się jej, mogli zaraz z powrotem skończyć pod wodą, a jeżeli tamta wróci albo miała koleżanki...
Nie odpowiedziała na jego pytanie. Wydostanie się z wody było ważniejsze, a poza tym wciąż nie miała pojęcia, czy właśnie nie wyciągnęła jakiegoś mugola. Sama podciągnęła się, wygrzebując na pomost, odruchowo sprawdziła, czy nie zgubiła różdżki, a potem pochyliła się, by i jemu pomóc wydostać się na deski.
Włosy lepiły się jej do policzków i szyi, ubranie było kompletnie przemoczone, a gdy zawał wiatr, zadrżała z zimna. Zignorowała chwilowo to wszystko i chwyciła za jego rękę, by sprawdzić, jak głębokie są rany zostawione na ramionach.
- Błagam, powiedz, że nie jesteś mugolem - poprosiła przy okazji podczas oględzin. Bo jeżeli był mugolem, i tak nie zrozumie, o co pyta, za to będzie musiała albo wpychać mu bajeczkę o jakiejś wariatce, która chciała go utopić, albo ciągnąć go do amenstazjotarów. A jeśli obrażenia będą bardzo poważne, to najpierw do Munga, potem na czyszczenie pamięci, a potem to już będzie siedziała przy biurku i uzupełniała całe stosy raportów, na co nie miała najmniejszej ochoty… – Uduszę Rowle’a – dodała jeszcze chociaż bardziej do siebie niż do niego, bo przecież on nie mógł wiedzieć, że Departament, który miał się zajmować takimi przypadkami, chyba sprawę absolutnie zignorował… – Jesteś ranny gdzieś jeszcze? Wisisz mi deser. Cholera, a miałam tam porcję czekoladową – dodała jeszcze, kciukiem wskazując na resztkę lodów, które porzuciła na pomoście i zamieniały się teraz właśnie w smętną breję na drewnie nieopodal nich. Absurdalna w tej sytuacji gadka? Owszem. Ale Brenna trochę była po prostu zmęczona, a trochę chciała go zdezorientować i odciągnąć uwagę od niedawnej grozy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.