Uśmiechała się promiennie do Sebastiana, może nawet wyglądała na zbyt wesołą, ale próbowała udawać, że wszystko u niej w porządku, średnia z niej była aktorka i chyba zaczynała się denerwować tym całym występem, który miał być już za niedługo. Powinna odmówić ojcu, ale gdyby to zrobiła, to nikt by jej nie zastąpił, to ona była nadzieją na to, że Artemis znowu wróci na czarodziejski piedestał.
- Tak, tak, koszulę. Tylko musi być duża, mój brat jest jeszcze wyższy ode mnie. - Wolała o tym wspomnieć, żeby Astaroth nie musiał paradować w koszulce sięgającej mu do pępka, wolała oszczędzić sobie tego widoku, chociaż niektóre panny mogły być jej za to wdzięczne. Miała świadomość, że jej brat był naprawdę przystojny.
- Tak właściwie to wezmę obie, W imię Pani Księżyca i tę drugą z matką, na pewno mu się spodobają. - Nie musiała szczędzić grosza. Wierzyła, że Astaroth doceni jej gest.
- Obrazek odpuścimy, myślę, że gryzłby się z częściami zwierząt wiszącymi na moich ścianach. Już płacę. - Wyciągnęła kilka monet, które wręczyła Sebastianowi. - Reszty nie trzeba, niech Matka doceni gest. - Skłoniła się mu jeszcze na odchodne, po czym ruszyła dalej, ku kolejnemu stoisku.
Tym razem znalazła się przy stole Pani Zamfir oczywiście nie odmówiła sobie kieliszeczka rakii, nie byłaby sobą, gdyby wylała go za kołnierz. Jak tak dalej pójdzie, to nim dojdzie do jej występu będzie już zalana w sztok.
Akcja nieudana