26.05.2024, 23:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2024, 23:13 przez Neil Enfer.)
PÓŁNOCNE STRAGANY
Kolejna pozycja na nieoficjalnej liście zwiedzania świeciła się ciepłym ogniem domowo robionych lamp. Nie to, że chciał wspierać konkurencję, ale na pewno chciał zerknąć co rywale mają w ofercie. Z drugiej strony czy był właściwie z nimi rywalami? To nie tak, że miał oficjalny sklep czy prowadził nie wiadomo jak mocno reklamowaną sprzedaż. Do tego nie był pewien swoich produktów. Znaczy był, jak najbardziej, ale wolał by klienci o tym nie mówili za głośno, bo jak komuś coś nie podpasuje, to nie będzie mógł zwalić błędu na niewiedzę czy niedoświadczenie, bo przecież jest profesjonalistą.
Stał przy świecach, nachylał się nad nimi, macał delikatnie fakturę, wąchając swoje dłonie, aby wybadać jak bardzo zostawią one na skórze zapach i nieprzyjemny tłuszcz. Nie chciał kupować więcej, nie mógł. Po pierwsze pieniądze, a po drugie miał w mieszkaniu tyle wosku, że drzwi same by zdecydowały aby go nie wpuszczać do środka, bo jak zły mąż mówił, że więcej nie kupi, a kupił.
Odruchowo zmarszczył brwi na widok różanych świec. I miały kształt róży i zapach róży i pewnie jeszcze smak. Wolał się do nich nie zbliżać i poświęcić uwagę drugiej stronie stoiska. Takkk, świece miodowe, porzeczkowe, leśno owocowe, idealne, perfekcyjne, one są dobre, a róże fuj, ohydne, złe.
Stał dłuższą chwilę przy stoisku. Niby tylko patrzył i badał, ale w jego głowie działa się epicka walka chęci kupienia i rozsądku mówiącego, że nie ma po co, że to marnowanie pieniędzy. Oczywiście produkty były piękne, ale nie dla takiej osoby, jaką był on. Sam sobie zrobi coś takiego, albo i nie zrobi, bo mu się odechce i uzna, że jednak pomysł bez sensu. Jakby kupił, to też by szybko zrozumiał, że kupił niepotrzebnie i by się potem dwa razy mocniej bił po tyłku za marnowanie ciężko zarobionych pieniędzy. Tak, Neil, bądź silny, dasz radę oprzeć się pokusie, musisz, ku chwale szczytniejszych celów! Wdech, wydech.
-Nie, dziękuję, tak tylko oglądam.- uśmiechnął się miło do kobiety jaka sprzedawała wyroby. Głupio mu było zostawać tam tak jak sęp, co tylko się gapi, nic nie kupi, a blokuje widok innym. Niby robi sztuczny tłum, ale nie było to konieczne, bo zainteresowanych było całkiem sporo. Powoli się zebrał. Skinął czarownicy jeszcze głową, wyłapując jej spojrzenie i powoli odszedł dalej, do kolejnego stanowiska.