26.05.2024, 23:34 ✶
Nie, to jednak było za dużo. Słuchać tego wszystkiego w tej chwili po tym wszystkim. Dużo nowych informacji, może niewiele, ale jednak za dużo. Za dużo. Jak mógł... Jak mógł... Jak on mógł tak nas połączyć w was. I jeszcze łączyć to ze słowem kocham. Już chyba wolałbym być tym gorszym, tym drugim... Choć raczej miałem nadzieję być tym ważniejszym, a jednak... Kim tak naprawdę dla niego byłem?
Tego było za dużo. Nie chciałem żeby mnie dotykał. Udawałem przed sobą, że wcale go nie było na moim kolanach, póki się nie poruszył, póki nie chwycił mojej koszuli, mnie... Nie. To nie mogło tak być. Te wszystkie słowa, obietnice, amortencja. A może to jakiś zły sen? Obraz Flynna rozmazywał mi się przed oczami. Nie chciałem tego przy nim robić, bo już miał mnie za słabego, ale działo się. Na złość się działo. Nie potrafiłem tego powstrzymać, tej nadchodzącej rozpaczy. JAK MIAŁEM TO ZROZUMIEĆ, ŻE... was.
Próbowałem go odepchnąć, odtrącić, ale to nie było proste, bo zaciskał dłonie w pięści, ale tak na dobrą sprawę, chyba nie chciałem utracić tego ciepła ze swojej okolicy. Obawiałem się, że mogłoby to być ostateczne. Znowu ostateczne. Jak przed laty.
Chciałem go przytulić do siebie, zatrzymać na zawsze, ucałować, wtulić się i udawać, że nikogo więcej między nami nie było, ale... Ale jak mógłbym, wiedząc, że nie tylko w moich ramionach szukał ukojenia? I to nawet nie w ramionach Fontaine czy Lukrecji, ale kogoś jeszcze innego, niepowiązanego. Z jednej strony fajnie, że kogoś miał, ale... co ze mną? Kim byłem ja? Można tak było...? Dzielić swoje serce na dwoje? Wcisnąć tam dwie osoby, znaleźć dla tych osób odpowiednią dawkę uwagi i... Może to moja wina, że nie miałem dla niego czasu, że wciąż żyłem pracą?
Otarłem łzy, które pociekły mi po policzkach. Zrobiły to na złość i na przekór moim prośbom.
- Jak mam to zrozumieć? Znikałeś... Myślałem, że potrzebujesz spokoju, ciszy, a ty... - zacząłem, ale przerwałem ponownie przetarłem oczy. Myśli latały mi tak w zastraszającym tempie, że nieomal się zakrztusiłem kolejną wizją. - Kim jest ten Raziel? Może on cię wykorzystuje? Może cię mami?! - zapytałem, otwierając szeroko oczy i uświadamiając sobie, że to mogła być druga Fontaine, może z innej dziury wypełzła, ale tak naprawdę była tylko ulotną marą, która zniknie w momencie, kiedy Flynn otworzy oczy. Mogło tak być. Pojawiła się we mnie nadzieja. I teraz ja też ściskałem odzienie, tyle że to była koszulka Flynna.
Tego było za dużo. Nie chciałem żeby mnie dotykał. Udawałem przed sobą, że wcale go nie było na moim kolanach, póki się nie poruszył, póki nie chwycił mojej koszuli, mnie... Nie. To nie mogło tak być. Te wszystkie słowa, obietnice, amortencja. A może to jakiś zły sen? Obraz Flynna rozmazywał mi się przed oczami. Nie chciałem tego przy nim robić, bo już miał mnie za słabego, ale działo się. Na złość się działo. Nie potrafiłem tego powstrzymać, tej nadchodzącej rozpaczy. JAK MIAŁEM TO ZROZUMIEĆ, ŻE... was.
Próbowałem go odepchnąć, odtrącić, ale to nie było proste, bo zaciskał dłonie w pięści, ale tak na dobrą sprawę, chyba nie chciałem utracić tego ciepła ze swojej okolicy. Obawiałem się, że mogłoby to być ostateczne. Znowu ostateczne. Jak przed laty.
Chciałem go przytulić do siebie, zatrzymać na zawsze, ucałować, wtulić się i udawać, że nikogo więcej między nami nie było, ale... Ale jak mógłbym, wiedząc, że nie tylko w moich ramionach szukał ukojenia? I to nawet nie w ramionach Fontaine czy Lukrecji, ale kogoś jeszcze innego, niepowiązanego. Z jednej strony fajnie, że kogoś miał, ale... co ze mną? Kim byłem ja? Można tak było...? Dzielić swoje serce na dwoje? Wcisnąć tam dwie osoby, znaleźć dla tych osób odpowiednią dawkę uwagi i... Może to moja wina, że nie miałem dla niego czasu, że wciąż żyłem pracą?
Otarłem łzy, które pociekły mi po policzkach. Zrobiły to na złość i na przekór moim prośbom.
- Jak mam to zrozumieć? Znikałeś... Myślałem, że potrzebujesz spokoju, ciszy, a ty... - zacząłem, ale przerwałem ponownie przetarłem oczy. Myśli latały mi tak w zastraszającym tempie, że nieomal się zakrztusiłem kolejną wizją. - Kim jest ten Raziel? Może on cię wykorzystuje? Może cię mami?! - zapytałem, otwierając szeroko oczy i uświadamiając sobie, że to mogła być druga Fontaine, może z innej dziury wypełzła, ale tak naprawdę była tylko ulotną marą, która zniknie w momencie, kiedy Flynn otworzy oczy. Mogło tak być. Pojawiła się we mnie nadzieja. I teraz ja też ściskałem odzienie, tyle że to była koszulka Flynna.