27.05.2024, 00:55 ✶
Rozmawiamy z Isaakiem na widowni, a potem razem z Flynnem biegniemy do namiotów za sceną.
- Bluźniercy - wykrztusił Jim, zadbawszy wcześniej o to, by ściszyć swój donośny głos. Poczerwieniał lekko ze świętego oburzenia, teraz nieprzychylnie zerkając kątem oka na stojącego obok dziennikarzynę, kiedy dotarło do niego, co to za proroka napotkali na swej drodze.
Jim we wszystkich ludziach widział dobro - często i gęsto bracia i siostry powtarzali mu, że jest zbyt ufny, że jego naiwność go kiedyś zgubi - strasznie się jednak zapalał, kiedy ktoś mówił źle o jego rodzinie. Isaac Bagshot mógł być sobie nawet korespondentem specjalnym z samej stolicy apostolskiej, i co dzień jadać w Watykanie obiad z papieżem: Jim zapałał do niego niechęcią, kiedy usłyszał, co też wypisuj! w tym jego szmatławcu na temat cyrku Bellów.
Pamiętał dobrze, jak zbulwersował się na widok wzmianki o porwaniach: ewokowało to te same uczucia, które towarzyszyły mu, gdy odkrył, że niektórzy ludzie kościoła krzywdzą dzieci. Szok, niedowierzanie i gniew. Jim nie po to przecież uczył wszystkie dzieciaki w cyrku czytać i pacierz mówić - coby na porządnych ludzi wyrośli - żeby ktoś go zrównywał jego i innych cyrkowców do zwyrodnialców, co chcą krzywdy niewinnych dzieciaków. Ile to razy nosił dzieciarnię na barana, pozwalając się ciągać za włosy, wymyślał na noc bajki o przygodach biblijnych plemion Izraela i odpowiadał na takie pytania jak: "czy w Biblii były dinozaury?".
- Gorąco? To ognisty miecz Michała Anioła, pogromcy szatana, blisko twej szyi. A na jego klindze zapisano... - Jim gestem zachęcił Isaaka, by się zbliżył, kiwając na niego paluszkiem w powietrzu - raz, i drugi, kiedy ocenił, że dzieli ich jednak zbyt duży dystans, żeby mógł nachylić się nad uchem dziennikarza - oczy błyszczały mu niebezpiecznie, tym samym ogniem, który obiecał wzniecić dziś na scenie dla Flynna. - ..."na pohybel fałszywym prorokom", po hebrajsku. Następnym razem napisz artykuł o biednych żydowskich dzieciach, co się potykają o swoje pejsy, a nie się do cyrkowców przypierdalasz.
Jim uśmiechnął się dobrotliwie, poruszył brwiami dla efektu, i wsadził dogasającego szluga z powrotem między zęby. Paczkę papierosów, którą wcześniej złapał w powietrzu - dzięki swym wyczulonym instynktom boskiego paladyna - wsunął panu dziennikarzynie do tylnej kieszeni spodni.
- Oddaj potrzebującym - rzucił wesolutko, głosem szczerym, ciepłym, którego głęboki tembr przywodził na myśl trzaskanie ogniska. Wydawał się być nastawiony do Bagshota serdecznie, nawet uniósł dłoń, tak, jakby chciał poklepać go krzepiąco po ramieniu, ale zamiast tego...
Klepnął go po tyłku.
Nie tylko dlatego, że dziennikarzynie się ten klaps w dupę należał za uprzedmiotawianie jego kochanego brata.
Jim po prostu chciał wymacać jego portfel.
- Serwus, z Bogiem - Pociągnął Flynna w przeciwną stronę, pstrykając palcami na wiadra z wodą, które uniosły się w powietrze, i podążyły w ślad za dwójką cyrkowców.
rzucam na aktywność fizyczną, żeby zabrać portfel Isaakowi, ale znając mnie, mimo gorących modlitw będzie porażka... więc tylko nieśmiało przypominam, że mam przewagę złodziejstwo i umiem kraść po Bellowemu, kiedy występujemy, a teasing Flynna to prawda jak występ, co nie? :gnije:
- Wiesz, co się stało, jak Samsonowi, wielkiemu mężowi i słudze bożemu, ścięto włosy? W Księdze Sędziów zapisano: Pan go opuścił. - Na ekspresyjnej twarzy Jima pojawił się wyraz zatroskania. A przecież Pan Bóg nie może nas opuścić, mieliśmy jeszcze nowy trapez przetestować... I dzieciakom te ogniste aniołki potem pokazać, wiesz przecież, jak cię lubią, Flynn. Chociaż Jim nie potrafił przeniknąć myśli Flynna, w jakiś podświadomy, bardzo jimowy sposób, zdawał sobie sprawę, że za słowami brata kryje się coś więcej.
Może i nie był najbystrzejszym z rodzeństwa: Flynn był najsprytniejszy, Layla najrozsądniejeza, a Alex - najmądrzejszy z nich wszystkich. Ale Jim nie był Alexandrem - nie miał żadnego autorytetu w oczach innych ludzi - kim był, żeby pouczać Flynna, jak ma żyć? Może i był wstawiony, ale Jim sam miał swego czasu problemy z alkoholem. Może i obsztorcował ostro tego dziennikarza, ale Jim był nie mniej porywczy.
Może i nie rozumiał skomplikowanego życia Edge'a, ani kierujących nim motywów - nie znał twarzy Crowa, szafującego groźnymi spojrzeniami - ale Flynn był częścią jego rodziny, o czym zbyt często zdawał się zapominać.
- A ja sobie nie życzę, żeby tu ktokolwiek kogokolwiek opuszczał, i lepiej to sobie wbij w swój kręcony łeb - wydyszał, kiedy wpadli wreszcie do namiotów przygotowanych pod sceną dla występujących artystów.
- Bluźniercy - wykrztusił Jim, zadbawszy wcześniej o to, by ściszyć swój donośny głos. Poczerwieniał lekko ze świętego oburzenia, teraz nieprzychylnie zerkając kątem oka na stojącego obok dziennikarzynę, kiedy dotarło do niego, co to za proroka napotkali na swej drodze.
Jim we wszystkich ludziach widział dobro - często i gęsto bracia i siostry powtarzali mu, że jest zbyt ufny, że jego naiwność go kiedyś zgubi - strasznie się jednak zapalał, kiedy ktoś mówił źle o jego rodzinie. Isaac Bagshot mógł być sobie nawet korespondentem specjalnym z samej stolicy apostolskiej, i co dzień jadać w Watykanie obiad z papieżem: Jim zapałał do niego niechęcią, kiedy usłyszał, co też wypisuj! w tym jego szmatławcu na temat cyrku Bellów.
Pamiętał dobrze, jak zbulwersował się na widok wzmianki o porwaniach: ewokowało to te same uczucia, które towarzyszyły mu, gdy odkrył, że niektórzy ludzie kościoła krzywdzą dzieci. Szok, niedowierzanie i gniew. Jim nie po to przecież uczył wszystkie dzieciaki w cyrku czytać i pacierz mówić - coby na porządnych ludzi wyrośli - żeby ktoś go zrównywał jego i innych cyrkowców do zwyrodnialców, co chcą krzywdy niewinnych dzieciaków. Ile to razy nosił dzieciarnię na barana, pozwalając się ciągać za włosy, wymyślał na noc bajki o przygodach biblijnych plemion Izraela i odpowiadał na takie pytania jak: "czy w Biblii były dinozaury?".
- Gorąco? To ognisty miecz Michała Anioła, pogromcy szatana, blisko twej szyi. A na jego klindze zapisano... - Jim gestem zachęcił Isaaka, by się zbliżył, kiwając na niego paluszkiem w powietrzu - raz, i drugi, kiedy ocenił, że dzieli ich jednak zbyt duży dystans, żeby mógł nachylić się nad uchem dziennikarza - oczy błyszczały mu niebezpiecznie, tym samym ogniem, który obiecał wzniecić dziś na scenie dla Flynna. - ..."na pohybel fałszywym prorokom", po hebrajsku. Następnym razem napisz artykuł o biednych żydowskich dzieciach, co się potykają o swoje pejsy, a nie się do cyrkowców przypierdalasz.
Jim uśmiechnął się dobrotliwie, poruszył brwiami dla efektu, i wsadził dogasającego szluga z powrotem między zęby. Paczkę papierosów, którą wcześniej złapał w powietrzu - dzięki swym wyczulonym instynktom boskiego paladyna - wsunął panu dziennikarzynie do tylnej kieszeni spodni.
- Oddaj potrzebującym - rzucił wesolutko, głosem szczerym, ciepłym, którego głęboki tembr przywodził na myśl trzaskanie ogniska. Wydawał się być nastawiony do Bagshota serdecznie, nawet uniósł dłoń, tak, jakby chciał poklepać go krzepiąco po ramieniu, ale zamiast tego...
Klepnął go po tyłku.
Nie tylko dlatego, że dziennikarzynie się ten klaps w dupę należał za uprzedmiotawianie jego kochanego brata.
Jim po prostu chciał wymacać jego portfel.
- Serwus, z Bogiem - Pociągnął Flynna w przeciwną stronę, pstrykając palcami na wiadra z wodą, które uniosły się w powietrze, i podążyły w ślad za dwójką cyrkowców.
rzucam na aktywność fizyczną, żeby zabrać portfel Isaakowi, ale znając mnie, mimo gorących modlitw będzie porażka... więc tylko nieśmiało przypominam, że mam przewagę złodziejstwo i umiem kraść po Bellowemu, kiedy występujemy, a teasing Flynna to prawda jak występ, co nie? :gnije:
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
- Wiesz, co się stało, jak Samsonowi, wielkiemu mężowi i słudze bożemu, ścięto włosy? W Księdze Sędziów zapisano: Pan go opuścił. - Na ekspresyjnej twarzy Jima pojawił się wyraz zatroskania. A przecież Pan Bóg nie może nas opuścić, mieliśmy jeszcze nowy trapez przetestować... I dzieciakom te ogniste aniołki potem pokazać, wiesz przecież, jak cię lubią, Flynn. Chociaż Jim nie potrafił przeniknąć myśli Flynna, w jakiś podświadomy, bardzo jimowy sposób, zdawał sobie sprawę, że za słowami brata kryje się coś więcej.
Może i nie był najbystrzejszym z rodzeństwa: Flynn był najsprytniejszy, Layla najrozsądniejeza, a Alex - najmądrzejszy z nich wszystkich. Ale Jim nie był Alexandrem - nie miał żadnego autorytetu w oczach innych ludzi - kim był, żeby pouczać Flynna, jak ma żyć? Może i był wstawiony, ale Jim sam miał swego czasu problemy z alkoholem. Może i obsztorcował ostro tego dziennikarza, ale Jim był nie mniej porywczy.
Może i nie rozumiał skomplikowanego życia Edge'a, ani kierujących nim motywów - nie znał twarzy Crowa, szafującego groźnymi spojrzeniami - ale Flynn był częścią jego rodziny, o czym zbyt często zdawał się zapominać.
- A ja sobie nie życzę, żeby tu ktokolwiek kogokolwiek opuszczał, i lepiej to sobie wbij w swój kręcony łeb - wydyszał, kiedy wpadli wreszcie do namiotów przygotowanych pod sceną dla występujących artystów.
gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić