27.05.2024, 02:26 ✶
Dolohov milczał, słuchając go spokojnie. Zwykle było odwrotnie - to on zawsze gadał jak najęty, zmuszając innych do cichego pomrukiwania, bo dobrze wiedzieli, że nie mieli szans wciąć mu się w słowo, ale konwenanse nakazywały sygnalizowania, że jeszcze nie zasnęli, nawet jeżeli wchodził w tematy tak nudne, jakby uniwersum stworzyło je jako lek na bezsenność. Zabawne - bo Vakela na przykład nawet najbardziej nużące i tak nie potrafiły ułożyć do snu. Pewnie dlatego w przeciwieństwie do nich miał szanse je tak głęboko polubić.
Odezwał się dopiero w momencie, w którym na końcu zdania pojawił się znak zapytania.
- Wrzucam tam listy, których nigdy nie wysyłam - odpowiedział wprost. - A później palę nimi w kominku - dodał, być może niepotrzebnie. Zresztą, czasami palił je nad świecą. Kilka zdarzyło mu się zjeść w przypływie gniewu, ale do tego się przecież nie przyzna, choćby i stał teraz nad najbliższą sobie duszą we wszechświecie. Chociaż... Jeżeli nie Peregrin, to kto miałby tą duszą być? Vasilij nie zastanawiał się nad tym nadmiernie głęboko, ale już dawno zauważył jak mocno mężczyzna osadził się w jego codzienności - wiedział o nim aktualnie więcej, niż jego matka, ale pani Dolohov nigdy nie przejmowała się szczególnie mocno zniewieściałym synem.
- Ciekaw byłem, czy wiedział, gdzie dokładnie zajrzeć - wyjaśnił. - Jakbyś się miał włamać do domu dwójki jasnowidzów, do ludzi dostrzegających w swojej głowie wszystko to, czemu poświęciłeś tyle emocji i uwagi, aby dało się odczytać twoje intencje, ale byś nie był oklumentą - co byś zrobił, żeby nie przewidzieli tego dzień wcześniej i nie czekali na ciebie u progu z różdżką wycelowaną w sam środek twojego parszywego czoła?
Przesunął ręką po oparciu krzesła, wpatrując się w niego z góry, kiedy zadzierał głowę. Później przeniósł spojrzenie na karty. W rzeczywistości nie myślał o ich interpretacji, ale o własnych słowach - o tym, w jaki sposób zmylić jasnowidza? Czy dało się zaplanować rzeczy nieprzewidywalne? Uwierzyć w jakąś absurdalną wersję wydarzeń, albo czynić rzeczy tak losowe i chaotyczne, aby zgubiło się w nim nawet to trzecie oko pozornie dostrzegające wszystko? Dolohov nie był tego pewny, ale takie starania uznał za warte próby. O ile ci na tym zależało. Cóż takiego mógł zrobić Thoranowi Yaxleyowi? Nic. Jakby go rozzłościł jakimś swoim artykułem, zemściłby się inaczej. Przecież istniało tak wiele sposobów na wbicie mu szpili, szczególnie kiedy się było kimś tak zamożnym, jak dziedzic rodziny walijskich łowców potworów.
- Testował swoje możliwości.
W szufladzie znajdowały się listy do Lyssy. Przemyślenia spisywane przez niego na papierze, jakie chciał jej przekazać w dniach późniejszych w formie męczącego ich oboje monologu.
Pięć pytań zadanych Tarotowi na głos. Chciał dodać: czy zrobił ci coś jeszcze, ale tego nie dodał, bo całość zdarzenia potrafił odtworzyć w swojej głowie już bardzo precyzyjnie. Rzucił przelotne spojrzenie na Koło Fortuny i odsunął się od Peregrinusa, żeby przejść się do zamkniętych drzwi nieopodal. Nie tych prowadzących na korytarz - tych prowadzących do kuchni. Stojąc w ich progu, machnął różdżką, najpewniej stawiając w tej sposób na ogień maleńki czajnik. Role na moment naprawdę się odwróciły. Czy powinien zapytać: czy jadłeś już śniadanie?
Odezwał się dopiero w momencie, w którym na końcu zdania pojawił się znak zapytania.
- Wrzucam tam listy, których nigdy nie wysyłam - odpowiedział wprost. - A później palę nimi w kominku - dodał, być może niepotrzebnie. Zresztą, czasami palił je nad świecą. Kilka zdarzyło mu się zjeść w przypływie gniewu, ale do tego się przecież nie przyzna, choćby i stał teraz nad najbliższą sobie duszą we wszechświecie. Chociaż... Jeżeli nie Peregrin, to kto miałby tą duszą być? Vasilij nie zastanawiał się nad tym nadmiernie głęboko, ale już dawno zauważył jak mocno mężczyzna osadził się w jego codzienności - wiedział o nim aktualnie więcej, niż jego matka, ale pani Dolohov nigdy nie przejmowała się szczególnie mocno zniewieściałym synem.
- Ciekaw byłem, czy wiedział, gdzie dokładnie zajrzeć - wyjaśnił. - Jakbyś się miał włamać do domu dwójki jasnowidzów, do ludzi dostrzegających w swojej głowie wszystko to, czemu poświęciłeś tyle emocji i uwagi, aby dało się odczytać twoje intencje, ale byś nie był oklumentą - co byś zrobił, żeby nie przewidzieli tego dzień wcześniej i nie czekali na ciebie u progu z różdżką wycelowaną w sam środek twojego parszywego czoła?
Przesunął ręką po oparciu krzesła, wpatrując się w niego z góry, kiedy zadzierał głowę. Później przeniósł spojrzenie na karty. W rzeczywistości nie myślał o ich interpretacji, ale o własnych słowach - o tym, w jaki sposób zmylić jasnowidza? Czy dało się zaplanować rzeczy nieprzewidywalne? Uwierzyć w jakąś absurdalną wersję wydarzeń, albo czynić rzeczy tak losowe i chaotyczne, aby zgubiło się w nim nawet to trzecie oko pozornie dostrzegające wszystko? Dolohov nie był tego pewny, ale takie starania uznał za warte próby. O ile ci na tym zależało. Cóż takiego mógł zrobić Thoranowi Yaxleyowi? Nic. Jakby go rozzłościł jakimś swoim artykułem, zemściłby się inaczej. Przecież istniało tak wiele sposobów na wbicie mu szpili, szczególnie kiedy się było kimś tak zamożnym, jak dziedzic rodziny walijskich łowców potworów.
- Testował swoje możliwości.
W szufladzie znajdowały się listy do Lyssy. Przemyślenia spisywane przez niego na papierze, jakie chciał jej przekazać w dniach późniejszych w formie męczącego ich oboje monologu.
Pięć pytań zadanych Tarotowi na głos. Chciał dodać: czy zrobił ci coś jeszcze, ale tego nie dodał, bo całość zdarzenia potrafił odtworzyć w swojej głowie już bardzo precyzyjnie. Rzucił przelotne spojrzenie na Koło Fortuny i odsunął się od Peregrinusa, żeby przejść się do zamkniętych drzwi nieopodal. Nie tych prowadzących na korytarz - tych prowadzących do kuchni. Stojąc w ich progu, machnął różdżką, najpewniej stawiając w tej sposób na ogień maleńki czajnik. Role na moment naprawdę się odwróciły. Czy powinien zapytać: czy jadłeś już śniadanie?
with all due respect, which is none