— Rozumiem obawę, ale tylko tyle mogę zrobić. Nie znam się na pieczętowaniu, umiem je jedynie rozpoznać, spodziewam się, że należy zamknąć go w tej pieczęci i wykonać inkantacje, ale o tym musisz już porozmawiać ze specjalistą. Jak tylko dostanę angielskie tłumaczenie tego rozdziału z książki, prześlę je też tobie — dokończył. Bezradność nieco uwierała go w jego sumienie, ale w rzeczywistości na tym kończyły się jego kompetencje w zakresie, w jakim przyszła do niego Geraldine. Nie mieli pieczęci ani nawet pewności, że to rzeczywiście jest demon. Spekulacje. Przynajmniej jednak stanowiły jakiś trop, aby wyciągnąć odpowiednie piórka i złożyć cały obraz pióra, zweryfikować gatunek, wielkość problemu i ostatecznie, sposób, aby złowić Thorana w sieć i unieszkodliwić.
— Przy tym, wątpię, aby zniknął. Może z twojego życia. Wtedy też, tak sądzę, wspomnienia wrócą na swoje miejsce i nie będzie dręczyło cię poczucie winy. Jednak w trakcie? Musisz przygotować się na próby manipulacji, krokodyle łzy i rozdzieranie szat, im bliżej będzie rozwiązania sprawy. Pewnie będzie próbował cię zmanipulować i przeciwstawić całemu procederowi.
Już nie chciał mówić o tym, że on by tak zrobił. Wielkie, sarnie oczy, usta wygięte w podkówkę, drżący podbródek, bezradność w zbyt dużym, wypłowiałym swetrze. A później otworzyłby jej klatkę piersiową na oścież i wyżarł, to co należy w jego mniemaniu do niego. Może dlatego, że tak często wyobrażał to sobie z Vakelem. Pożarłby go i błagał o wybaczenie jednocześnie, prosząc, aby ten był dla niego dobry. Może już to zrobił, lata temu i dlatego Dolohov wydawał się z daleka tak pustą gwiazdą.
Przysunął do siebie fotografię i prawie się zachłysnął.
Z fotografii spoglądał na niego Altair Black, zanim pochłonęła go Knieia, żona i choroba. Nie, Altair był bardziej pucułowaty, rozpieszczeniem czystokrwistej arystokracji, która zachowywała się jak rozpuszczona, miękka bułka mleczna. Na zdjęciu był jego syn, ktoś o odpowiedniej sile mięśni, posturze, zacięciu. Ktoś, kto nigdy nie uczęszczał do Hogwartu, pomimo że na starej fotografii nosił mundurek.
— To jest twarz leśniczego z Doliny Godryka. To jest twarz Samuela z Kniei. Nawet nie ma własnej — stwierdził z żalem w głosie, przesuwając fotografię po stole w jej stronę. — Możesz na mnie liczyć, gdybyś jeszcze czegoś potrzebowała. Nawet emocjonalnego wsparcia jedynie. Razem wypijemy za braci, którzy odeszli.