27.05.2024, 08:20 ✶
Południowe stragany - odchodzę od stoiska pani Zemfir do stoiska kowenu
Klepię Erika w ramię, a potem zagaduję jego drugie wcielenie Sebastiana
- Mną się nie przejmujcie, jakoś się znajdziemy, a jak nie, widzimy się potem - zapewniła jeszcze Brenna Heather, zwłaszcza, że ku stoisku Vior zmierzał Cedric, nim sama pomknęła dalej.
*
Zapłaciła za dżem, skoro już go wybrała, a ledwo chwilę później tuż obok pojawił się jej brat, który postanowił spróbować naleweczki czy co tam pani Zemfir oferowała. Tak był tym zaaferowany, że chyba nawet jej nie zauważył: Brenna klepnęła go lekko w ramię, akurat kiedy wychylił kieliszek.
- Tylko nie przesadź, mój kochany braciszku - powiedziała. - Co jeśli potem napiszą, że Mister Magii chodził po jarmarku pijany? - zakpiła, zerkając na etykietki alkoholi. Tak naprawdę nie sądziła, że Erik się tutaj spije, ale po prostu musiała trochę mu podokuczać, skoro nasunęła się okazja, a poza tym te trunki wyglądały na mocne.
Nie próbowała go zatrzymać: wycieczka na Lammas w towarzystwie młodszej siostry dla większości ludzi przestawała być zabawna, gdy kończyli jakieś szesnaście lat. Obejrzała się jeszcze za Heather i Cameronem, ale widząc małe zbiegowisko wokół nich, nie wołała, a przeszła do kolejnego stoiska.
Nie po to, by coś kupować, a przywitać się z właścicielem. Chociaż... przebiegła spojrzeniem po asortymencie i świecach. Same w sobie jej zupełnie nie interesowały, ale może warto było powiedzmy zapalić jedną ku czci Matki Księżyca w myśl idei "to nie zaszkodzi".
- Cześć, Sebastianie, do twarzy ci w tych ciuchach - przywitała się. - Macie te całe świece rytuale do zapalania nad chlebem czy jak to tam działało?
Nie, nie była zbyt religijna. Nie określiłaby się jako ateistka, ale po prostu w bumowej robocie napatrzyła się na dostatecznie wiele rzeczy, aby już dawno przestać wierzyć w jakąkolwiek ochronę bogów. A i z charakteru zawsze była osobą twardo stąpającą po ziemi i wolała polegać na sobie niż modlitwach, więc średnio ogarniała wszelkie religijne rytuału.
Klepię Erika w ramię, a potem zagaduję jego drugie wcielenie Sebastiana
- Mną się nie przejmujcie, jakoś się znajdziemy, a jak nie, widzimy się potem - zapewniła jeszcze Brenna Heather, zwłaszcza, że ku stoisku Vior zmierzał Cedric, nim sama pomknęła dalej.
*
Zapłaciła za dżem, skoro już go wybrała, a ledwo chwilę później tuż obok pojawił się jej brat, który postanowił spróbować naleweczki czy co tam pani Zemfir oferowała. Tak był tym zaaferowany, że chyba nawet jej nie zauważył: Brenna klepnęła go lekko w ramię, akurat kiedy wychylił kieliszek.
- Tylko nie przesadź, mój kochany braciszku - powiedziała. - Co jeśli potem napiszą, że Mister Magii chodził po jarmarku pijany? - zakpiła, zerkając na etykietki alkoholi. Tak naprawdę nie sądziła, że Erik się tutaj spije, ale po prostu musiała trochę mu podokuczać, skoro nasunęła się okazja, a poza tym te trunki wyglądały na mocne.
Nie próbowała go zatrzymać: wycieczka na Lammas w towarzystwie młodszej siostry dla większości ludzi przestawała być zabawna, gdy kończyli jakieś szesnaście lat. Obejrzała się jeszcze za Heather i Cameronem, ale widząc małe zbiegowisko wokół nich, nie wołała, a przeszła do kolejnego stoiska.
Nie po to, by coś kupować, a przywitać się z właścicielem. Chociaż... przebiegła spojrzeniem po asortymencie i świecach. Same w sobie jej zupełnie nie interesowały, ale może warto było powiedzmy zapalić jedną ku czci Matki Księżyca w myśl idei "to nie zaszkodzi".
- Cześć, Sebastianie, do twarzy ci w tych ciuchach - przywitała się. - Macie te całe świece rytuale do zapalania nad chlebem czy jak to tam działało?
Nie, nie była zbyt religijna. Nie określiłaby się jako ateistka, ale po prostu w bumowej robocie napatrzyła się na dostatecznie wiele rzeczy, aby już dawno przestać wierzyć w jakąkolwiek ochronę bogów. A i z charakteru zawsze była osobą twardo stąpającą po ziemi i wolała polegać na sobie niż modlitwach, więc średnio ogarniała wszelkie religijne rytuału.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.