Sprawa trytonów nie była sprawą Victorii, kiedy Cirill mówił o tym na początku. Ale kiedy wspomniał o topieniu ludzi, to już stało się jej sprawą, bo połączyła kropki pomiędzy trytonami a przynajmniej jedną ofiarą, sprzed kilku lat. To się składało w całość i to dość ponurą. Obecnie jednak, gdy byli pod wodą, wolała rozmowę zacząć… delikatnie. Ostatecznie nie byli na swoim terenie, a skoro już zdecydowała się płynąć za dwoma selkie, to było jasne (chyba), że się w tę sprawę jakoś zaangażowała, nawet jeśli nie powiedziała na głos o tych wszystkich zaginionych i o trupach znajdowanych na przestrzeni ostatnich trzech lat… teraz już jak najbardziej zamierzała się wtrącać w sprawy wodnego ludu, bo u oni wtrącili się w sprawy czarodziei żyjących na lądzie.
Starała się mieć Laurenta na oku mimo wszystko (zauważyła więc wyżłobienia na budowli, gdy wskazał je swoją płetwą); nie rozumiała nic z tego, jak porozumiewał się z Cirillem, ale nie ufała, że jest tutaj całkowicie bezpiecznie, nawet jeśli nikt się na nich nie rzucił z widłami (czy tam trójzębami). I to pewnie tylko dlatego, że ta grupka trytonów była przywiązana linami. To, że jeden z nich się do nich odezwał odebrała z pewną ulga, nawet jeśli w jego głosie pobrzmiewała wrogość. Trudno, nie musieli się tu od razu zaprzyjaźniać, nawet na to nie liczyła. Ale to oznaczało, że istniał cień szansy, że będzie się można z nimi jakkolwiek dogadać… a przynajmniej porozumieć.
– Przez nas? – zdumiała się wyraźnie i poderwała głowę w górę, jakby chciała spojrzeć poprzez hektolitry wody na powierzchnię. – Przebywają tutaj głównie mugole. Ja do dzisiaj nie zdawałam sobie sprawy, że w jeziorze znajduje się trytońska wioska – ale to, że nie zdawała sobie z tego sprawy ona, nie znaczyło, że nie zdawał sobie z tego sprawy Departament Magicznych Stworzeń. Chyba nikt z BUM-u, czy Biura Aurorów nie połączył tych kropek i nie pytał w tamtejszym wydziale, może wtedy szybciej rozwiązaliby niektóre zagadki… ale mogła mówić tylko za siebie. Więc mówiła. – Coś dziwnego dzieje się w Ośrodku – kontynuowała jednak, chcąc pokazać, że naprawdę nie mają złych zamiarów. – Aurowidzowie wspominali o czerni spowijającej jezioro i o fiolecie w innych miejscach – czy trytony wiedziały czym jest aurowidzenie? Nie miała pojęcia. Nie wspomniała też na wszelki wypadek póki co o czerni i fiolecie opalających niektóre osoby, ani kto dokładnie to widział… sama miała potwierdzenie dwóch niezależnych aurowidzów i widziała co stało się z Cainem, sądziła więc, że to coś istotnego. Tylko co?
Przeniosła za to spojrzenie na Perseusa, gdy wspomniał, że to nie żadna choroba tylko trucizna.
– Trucizna? – trucizna… w jaki sposób podawana? Czy to mógł być jakiś eliksir? Jakaś substancja tego typu? Znała się na eliksirach, poruszyła się więc w wodzie, chcąc podpłynąć nieco bliżej trytonki, ale nie aż tak bardzo, by ja spłoszyć, ledwie kawałek od miejsca, gdzie znajdowała się teraz – chcąc się jej lepiej przyjrzeć, próbując dopasować objawy do własnej wiedzy – nie medycznej, a kogoś, kto znał się na wytwarzaniu eliksirów i różnych ich składnikach.
Rzucam na wiedzę przyrodniczą, posiłkuję się przy tym przewagą Tworzenie eliksirów i maści
Sukces!
Sukces!