- Nie, to nie jest mój pierwszy nawiedzony dom. - Rzuciła nieco zaczepnie, bo może i była młoda, ale na przestrzeni ostatniu kilku miesięcy widziała naprawdę wiele. Była na magicznej wyspie, z Brenną prowadziła wiele dziwnych spraw, trafiła na mokradła, gdzie znaleźli te trupy w bagnie, sama została zakopana żywcem podczas Beltane. Nawiedzony dom przy tym nie wydawał się być niczym wielkim, w końcu spotykała już duchy. Miała wrażenie, że Jonathan potraktował ją trochę lekceważąco, a nie znosiła, kiedy ktoś tak robił. Oczywiście musiała więc pokazać, że nie jest zadowolona z tego komentarza, jak przystało na dorosłą osobę.
Z początku nic nie zwróciło jej uwagi. Harmider dochodzący z salonu nie ułatwiał skupienia się, nie poddawała się jednak. Na treningach też nie było lekko, wszyscy się przekrzykiwali, miała doświadczenie związane z pracą w trudnych warunkach. Próbowała się wyciszyć, by móc w pełni ignorować dźwięki dochodzące z zewnątrz i chyba jej się to udało. Przestała słyszeć te rozmowy, była w pełni skupiona na tym, co działo się tutaj.
Minęła lustro, za chwilę kolejny raz, coś jej w nim nie pasowało. Jakby światło nie załamywało się odpowiednio. Próbowała poruszyć tym lustrem, by sprawdzić, czy może czegoś nie ukrywa, jednak się nie poruszyło. Ciekawe. Wyciągnęła więc różdżkę, żeby sprawdzić, czy może jest zaklęte, czy ma na sobie jakieś ślady magii, by dowiedzieć się cokolwiek. Nie odzywała się przy tym ani słowem, tylko po cichutku sobie działała. Miała lekką satysfakcję z tego, że to jej pierwszej udało się dostrzeć anomalię, a nie temu specjaliście od nawiedzonych domów.
Sukces!
Sukces!