27.05.2024, 13:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 14:06 przez Leonard Mulciber.)
Stoisko Świeczki i Kadzidła Rodziny Mulciber, rozmawia z Charlsem
Mało przed kim, o ile przed kimkolwiek, Leonard przyznałby się, jak bardzo lubił tego typu wydarzenia. Kiermasze oraz targi wszelkiego rodzaju były idealnymi miejscami, w których znaleźć można było najbardziej niecodzienne wynalazki, przetwory czy wyroby. Nigdy jednak, aż do dzisiaj w każdym razie, nie brał w nich udziału jako ktokolwiek inny niż potencjalny klient. Zapewne w którymś momencie i tak opuści brata na rzecz rozejrzenia się po innych stoiskach, ale na razie, postanowił jak rzadko dostarczyć mu nieco moralnego wsparcia.
- Pamiętaj, że nieważne co tu zastaną, nadal nie będą tak poirytowani, jak widokiem stoiska obok - odparł lekkim tonem, poklepując brata po ramieniu. Bądź co bądź, stoisko gorzelnicze pod nazwiskiem rodzinnym jak nic wzbudzi dużo głębsze emocje niż najdziwniej wyglądające świece. W każdym razie takie osobiście odnosił wrażenie i... Po cichu nie mógł się doczekać reakcji na ten widok.
Ubrany był luźno, acz wciąż elegancko. W czarną koszulę i szarą kamizelkę.
- Nie przejmuj się na zapas. Jestem pewien, że znajdzie się niejedna czarownica, której oko zaświeci na ten niecodzienny widok - wyszczerzył zęby do Charliego. Niezależnie od tego, czy jego najnowsze wynalazki okażą się sukcesem, czy wręcz przeciwnie, był pewien, że będą mieć przy ich sprzedaży całkiem niezłą zabawę.
Mało przed kim, o ile przed kimkolwiek, Leonard przyznałby się, jak bardzo lubił tego typu wydarzenia. Kiermasze oraz targi wszelkiego rodzaju były idealnymi miejscami, w których znaleźć można było najbardziej niecodzienne wynalazki, przetwory czy wyroby. Nigdy jednak, aż do dzisiaj w każdym razie, nie brał w nich udziału jako ktokolwiek inny niż potencjalny klient. Zapewne w którymś momencie i tak opuści brata na rzecz rozejrzenia się po innych stoiskach, ale na razie, postanowił jak rzadko dostarczyć mu nieco moralnego wsparcia.
- Pamiętaj, że nieważne co tu zastaną, nadal nie będą tak poirytowani, jak widokiem stoiska obok - odparł lekkim tonem, poklepując brata po ramieniu. Bądź co bądź, stoisko gorzelnicze pod nazwiskiem rodzinnym jak nic wzbudzi dużo głębsze emocje niż najdziwniej wyglądające świece. W każdym razie takie osobiście odnosił wrażenie i... Po cichu nie mógł się doczekać reakcji na ten widok.
Ubrany był luźno, acz wciąż elegancko. W czarną koszulę i szarą kamizelkę.
- Nie przejmuj się na zapas. Jestem pewien, że znajdzie się niejedna czarownica, której oko zaświeci na ten niecodzienny widok - wyszczerzył zęby do Charliego. Niezależnie od tego, czy jego najnowsze wynalazki okażą się sukcesem, czy wręcz przeciwnie, był pewien, że będą mieć przy ich sprzedaży całkiem niezłą zabawę.