27.05.2024, 17:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 17:13 przez Lyssa Dolohov.)
Stoimy przy wejściu
Lyssa, Peregrinus, Vakel, Alexander, Annaleigh
Lyssa, Peregrinus, Vakel, Alexander, Annaleigh
To był ładny ślub, chociaż Lyssa przez większość czasu ze znudzeniem oglądała własne paznokcie, siedząc w kowenowej ławeczce i czekając na zakończenie całej ceremonii. Zajęła miejsce obok Peregrinusa, któremu jeszcze w kamienicy rzuciła się z rozpaczą na szyję, zapłakując się że nie ma na tę uroczystość partnera i to tak w ogóle nie może wyglądać i on musi, po prostu musi z nią iść, bo kto to widział żeby taka panna jak ona pojawiła się sama i tak dalej, i tak dalej. Dokładnie to samo zrobiła każdego poprzedniego dnia ostatniego tygodnia, nawet nie bawiąc się w stopniowe urabianie go i zwyczajnie obrzucając go od samego początku całą feerią emocji, którą udało się jej z siebie wykrzesać. To była ciężka praca, ale jak widać - opłaciło się. Ona była szczęśliwa, jej ojciec z pewnością też był zadowolony, że będzie miał ze sobą swojego asystenta, a jak się z tym wszystkim czuł sam Trelawney, to już nie miało żadnego znaczenia.
Teraz stali przy wejściu do sali bankietowej, uwikłani w jakąś ożywioną rozmowę, podczas gdy nieopodal odgrywały się dramaty. Lyssa przysłuchiwała się temu jednym uchem, spojrzeniem błądząc po otoczeniu i szukając jakiegoś punktu, który mógłby stanowić za kolejny przystanek dzisiejszego wieczoru.
- Napiłabym się czegoś - mruknęła pod nosem, wisząc na ramieniu Peregrinusa i przenosząc na niego nieco znudzone spojrzenie. Gdzieś obok rozlegał się właśnie finał żałosnego monologu, który prowadził próbujący wbić się na krzywy ryj mężczyzna, potrząsając gnębionym chłopakiem, jakby ten był workiem kartofli.
- Zabawne - powiedziała głośniej, kierując słowa do pleców Mulcibera. - Pan Dolohov nie pija kawy z mlekiem - rzuciła, unosząc spojrzenie wyżej, oczekując że Alexander odwróci się na to co powiedziała w opozycji do jego własnej narracji. Nie chodziło o to, jaką faktycznie jej ojciec pijał kawę, a o sam fakt, żeby wcisnąć się gdzieś w tę głupią rozmowę. A kiedy mężczyzna faktycznie zwrócił twarz w ich kierunku, uśmiechnęła się do niego wesoło. Nie trzeba było być specjalnym asem, żeby zaraz doszło do kogoś, że stała obok rzeczonego Vakela Dolohowa, który jak się okazało - zyskał właśnie nowego asystenta. - Tak sobie myślę, papa, chyba przydałby ci się dedykowany człowiek do spełniania zachcianek Bonifacego. A tu proszę, chętny sam się zgłasza.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.