27.05.2024, 17:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 17:37 przez Charles Mulciber.)
Stoisko Świeczki i Kadzidła Rodziny Mulciber, rozmawia z Leonardem oraz Erikiem
Charlie pozwolił sobie na parsknięcie śmiechem. Rzeczywiście, Leonard miał rację, bo kto przejmowałby się bardziej lub mniej standardowymi świecami, gdy obok stoisko miała Sophie? Nikt nie zwróci uwagi na jego wynalazki.
- Masz rację. - Zgodził się, zerkając na brata przez ramię. Strzelił spojrzeniem w stronę stoiska Sophie, oceniając jego wygląd i potencjalnych klientów. Gdzieś w tle mignął mu nawet ojciec. A więc skończyła się wolność... - Mówię ci, że moje świeczki będą jeszcze hitem.
Nie mógł jednak dalej zachwalać swoich wyrobów do brata, bo przed stoisko zaszedł klient. Charlie podniósł się ze skrzyni i uśmiechnął do mężczyzny, choć w głowie wciąż miał słowa brata. Nie mógł doczekać się reakcji ojca i wuja na widok stoiska Sophie!
- Dzień dobry. - Przywitał się z Erikiem, lecz jego miły, uprzejmy uśmiech szybko znikł, gdy tamten zaczął mówić. Słowo za słowem, Charlie poczuł, że ucieka z niego coś więcej, niż tylko powietrze przy wydechu. Uniósł brwi. - Świece... zapachowe? - Powtórzył, by upewnić się, że na pewno dobrze zrozumiał. - Rodzina Mulciber nie produkuje świec zapachowych. To znaczy... owszem, są takie, które wydzielają zapach, ale to zwykle tylko dodatek. Czego pan potrzebuje? Odprężenia? Świec nasennych? Pomagających w koncentracji? - Wymieniał te najbardziej popularne, wskazując równocześnie kolejne świece wystawione na blacie. Każdy typ występował w wielu rozmiarach. - Wszystkie te mogę zaproponować z różami. A trymery mamy, owszem. - Nachylił się, by sięgnąć pod ladę.
Charlie pozwolił sobie na parsknięcie śmiechem. Rzeczywiście, Leonard miał rację, bo kto przejmowałby się bardziej lub mniej standardowymi świecami, gdy obok stoisko miała Sophie? Nikt nie zwróci uwagi na jego wynalazki.
- Masz rację. - Zgodził się, zerkając na brata przez ramię. Strzelił spojrzeniem w stronę stoiska Sophie, oceniając jego wygląd i potencjalnych klientów. Gdzieś w tle mignął mu nawet ojciec. A więc skończyła się wolność... - Mówię ci, że moje świeczki będą jeszcze hitem.
Nie mógł jednak dalej zachwalać swoich wyrobów do brata, bo przed stoisko zaszedł klient. Charlie podniósł się ze skrzyni i uśmiechnął do mężczyzny, choć w głowie wciąż miał słowa brata. Nie mógł doczekać się reakcji ojca i wuja na widok stoiska Sophie!
- Dzień dobry. - Przywitał się z Erikiem, lecz jego miły, uprzejmy uśmiech szybko znikł, gdy tamten zaczął mówić. Słowo za słowem, Charlie poczuł, że ucieka z niego coś więcej, niż tylko powietrze przy wydechu. Uniósł brwi. - Świece... zapachowe? - Powtórzył, by upewnić się, że na pewno dobrze zrozumiał. - Rodzina Mulciber nie produkuje świec zapachowych. To znaczy... owszem, są takie, które wydzielają zapach, ale to zwykle tylko dodatek. Czego pan potrzebuje? Odprężenia? Świec nasennych? Pomagających w koncentracji? - Wymieniał te najbardziej popularne, wskazując równocześnie kolejne świece wystawione na blacie. Każdy typ występował w wielu rozmiarach. - Wszystkie te mogę zaproponować z różami. A trymery mamy, owszem. - Nachylił się, by sięgnąć pod ladę.