Człowiek jest istotą, która potrzebuje czasem dobrego słowa. Odrobiny wsparcia. Zwłaszcza, kiedy znajdzie się w sytuacji takiej jak ta. Trudnej. Skomplikowanej. I choć normalnie Penny szybko wyswobodziłaby się z objęć znajomej czarownicy, tak w tym momencie skorzystała z tego, co ta była skłonna jej zaoferować. Nie udawała kogoś kim nie była. Nie starała się odgrywać bohaterki, do której wiele jej brakowało.
- Tak, damy radę. - przytaknęła, nawet jeśli nie do końca zdawała się w to wierzyć. Zwłaszcza w momencie, kiedy nie udało im się z powodzeniem rzucić kolejnego zaklęcia. To nie wróżyło dobrze, a Penny bywała czasem nieco przesądna.
Była gotowa ruszyć razem z Millie. Zbadać ten korytarz, który się przed nimi znajdywał. I dokładnie to zrobiła, kiedy tylko brygadzistka wykonała tych kilka pierwszych kroków przed siebie. Z czekania na ratunek w tym miejscu zapewne nic by im nie przyszło. Nie pomogłoby to im w żaden sposób. Obydwie zaś były zdecydowanie zbyt młode i ładne, żeby dać się tak po prostu zakopać tutaj żywcem. I nie podjąć żadnej walki.
- Oh... to Ty nic nie wiesz? - zdziwiła się, kiedy padło pytanie o to kim był wspomniany przez nią Owen Bagshot. Następnie potrzebowała chwili na to, żeby zastanowić się nad odpowiedzią. Sama wiedziala tyle o ile. Jej i Peppie nie za dużo na ten temat powiedziano. Tylko tyle, ile było trzeba. - Cóż... wygląda na to, że Owen Bagshot to czaro... - urwała, a następnie pisnęła, czując na swoim policzku pierwszą krople wody, a później kolejną i następną. Podniosła różdżkę ku górze, chcąc się upewnić, że ich tu zaraz nie zaleje, że wszystko jest w porządku. - Millie, zaraz nas tutaj zaleje! - zawołała, zatrzymując się nagle w miejscu. Wpatrując się w ten widok. Pozwalając na to, żeby kolejne krople spadły jej na policzek. Na twarz. Na głowę. Brakowało jeszcze, żeby powiedziała, iż Moody powinna coś z tym zrobić. Bo przecież była odpowiednio przeszkolona. Nie to co ona. Nie to co Penelope Anne Weasley, która była zwykłym cywilem. I nie powinna w tym wszystkim w ogóle brać udziału.
Może nawet po tym wszystkim wysmaruje jakąś skargę do Ministerstwa Magii, żądając odszkodowania z racji na uraz psychiczny, którego się nabawiła w efekcie tych wydarzeń? Warte rozważenia. Niewątpliwie. Tylko może niekoniecznie tu i teraz.
Dała koleżance dość czasu na jaką reakcje, na zaprowadzenie porządku, przemówienie do rozsądku. Cokolwiek Millie zrobiła czy powiedziała, zapewne wreszcie wróciły do dalszej podróży przez ten wąski i nieprzyjemny korytarz. Mogły też powrócić do wcześniej prowadzonej rozmowy.
- Bagshot, Owen Bagshot... właśnie. - odezwała się po dłuższej chwili. - To ten czarodziej, którego wszyscy szukają. Ponoć zaginął gdzieś w okolicach Ośrodka. Zajmował się badaniem historii tego miejsca i pewnych... hm... anomalii z nim związanych. - nie śpieszyła się, starała się niczego nie poplątać. Nie namieszać w tym za bardzo. - Razem z Peppą widziałyśmy mapę, na której zaznaczył jakiś obszar... całkowicie ją zniszczył. W bibliotece w Carlisle nie byli z tego powodu zadowoleni.