Panna Figg była zachwycona sielską atmosferą jaka panowała w sadzie Abbottów. Nie znalazła się tutaj przypadkiem, babcia Lizzy zaprosiła ją na to przyjęcie, w końcu były ze sobą blisko od zawsze, spędziła sporą część swojego życia w Dolinie pomagając jej w karczmie. Wiedziała, że u rodziny od strony matki jest zawsze mile widziana (nie, żeby u tej od strony ojca nie była).
Wszyscy zachowywali się tak, jakby wcale po Kniei nie biegały teraz widma. Może właśnie tego było im trzeba, chociaż chwili wyrwanej temu wszystkiemu, co działo się wokół nich. Nie uważała tego za nic złego, że chcą odetchnąć i świętować. Wydawało jej się to wręcz wskazane, by poczuć się chociaż trochę normalnie.
Zdążyła porozmawiać z większością swojej rodziny, wydawało się jej, że jakoś radzą sobie z tym, co działo się w Dolinie, dobrze, że zdążyli się oswoić z sytuacją, jaką nastała.
Ubrana w tematyczną sukienkę, stała przed fontanną z alkoholem i wpatrywała się w nią. Zachwycona. Powinna podpytać o to, na jakiej zasadzie działa i stworzyć coś podobnego w swojej cukierni, albo poprosić kogoś, żeby zrobił dla niej coś podobnego, w końcu raczej niezbyt uzdolniona z niej była adeptka magii.
Przenosiła wzrok to z fontanny, na te samowypełniające się kieliszki z szampanem, które zrobiły na niej również wielkie wrażenie. Sięgnęła po jeden z nich, przecież nie będzie tu tak stała bez celu. Kieliszek, czy dwa nie powinny jej zaszkodzić, w ostateczności zostanie na noc u babci, która na pewno nie będzie miała ku temu żadnych przeciwwskazań.