Tw nie umiem rysować, ale poglądowe wdzianko
Morpheus Longbottom nienawidził wesel. Pierwsze i jedyne, na którym bawił się doskonale, było nieudanym ślubem Charlotte Crouch i Jonathana Selwyna, zwłaszcza moment, w którym pan młody ogłosił radośnie, że panna młoda uciekła sprzed ołtarza i jest od kilku godzin w drodze do USA, a prezentów nie zwracają. Poza tym śluby były dla niego... męczące, jak każde spotkania towarzyskie. To nie tak, że nie lubił ludzi, wręcz przeciwnie, ale napływające do niego macki cudzych przyszłych decyzji odrzucały go, obrzydzały, jak niechciany dotyk, męczyły. Musiał zrobić jednak wyjątek, bo była to jego pierwsza taka okazja, aby pokazać się w socjecie, od śmierci brata.
Za sprawą szwagierki z domu Potter i kilku eliksirom, nie wyglądał, jakby przebawił cały poprzedni wieczór, a czarno-czerwony motyw pomógł z ukryciem zmęczenia. Wszystko, wszystko czerwone. Długo zastanawiał się nad wyborem tiary, w końcu dając sobie przyszyć do włosów tiarę z dwoma ptakami, które w dziobach trzymały rubin, wielkości przepiórczego jaja, które można zdjąć i nosić jako wisior. Cała tiara była wykonana z białego złota, diamentów i rubinów i pasowała do czarnej, magicznej szaty i czerwonego szala, ktory wychodził z aplikacji na piersi w postaci kwiatów granatu i maków, wszystko z emaliowanych na czerwono pereł, rubinów, prawdziwych korali oraz czarnych kamyków magmowych.
Morpheus Longbottom nienawidził również kazań kapłanów kowenu, więc podczas przemówienia kapłana wyobrażał sobie sprośne wizje na temat różnych gości. Miał nadzieję, że ewentualni legimenci mieli świetną zabawę, oglądając wyobrażenia z jego głowy na temat nocy poślubnej państwa młodych, gdzie w użycie wchodziły liny lub jednej z pań, wyjątkowo ślicznej blondynki, której długie nogi chętnie miałby owinięte dookoła swoich bioder, najlepiej gdzieś na zakrystii. Miała idealnie skrojone usta, dla których znalazłby wspaniały użytek. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że gdy przesunie głowę o kilka centymetrów, ujrzy jej męża. Vakela Dolohova. Dobrze, że wraz z tą świadomością, ceremonia przeszła do dalszych etapów.
Morpheus Longbottom nienawidził Vakela Dolohova.
Morpheus Longbottom od ponad dwudziestu lat nienawidził wesel po tym, gdy jego ukochany został do jednego zmuszony, co rozbiło całkowicie jakiekolwiek nadzieje. Zniszczyło ich dwójkę. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Żałował, że nie może wpakować twarzy wróżbity w ciasto, które do niego wysłał. Żałował nagle, że nie zeżarł go całego i nie wylądował w Mungu z wielkimi ogłaszaniem tego w gazetach plotkarskich. Żałował, że żadna wersja przyszłości nie kończyła się na tym, że siedział obok niego w ławce, ukradkowo ściskając jego dłoń i powtarzając niemo słowa przysięgi, jakby to oni stali przed ołtarzem matki. Morpheus Longbottom kochał Vakela Dolohova przez ponad połowę swojego życia i właśnie dlatego zamierzał go całkowicie ignorować.
Na szczęście miał ze sobą piękną Florence Bulstrode, wraz z którą (oraz Erikiem i Geraldine Yaxley) udali się powozem do posiadłości wiejskiej Blacków. Tam Morpheus złożył prezent w postaci flakonu ze złota z roku 1698, wypełniony zupełnie nowym balsamem-afrodyzjakism, sprowadzonym prosto z Kambodży, który wedle instrukcji spisanej kaligrafią w pięknej kopercie, miał przedłużać doznania parze młodej i wzmacniać płodność, złożył nader długie życzenia w księdze gości i dołączył do obchodów.
— Uczyni mi pani zaszczyt tańca? — zapytał Florence, wyciągając w jej stronę dłoń, by porwać ją na parkiet. Miał nadzieję, że jego bratanek nie będzie się ociągał w swoich obowiązkach wobec panny Yaxley. Wyglądała o niebo lepiej, niż gdy widzieli się ostatnio, o czym nie omieszkał wspomnieć w powozie.
Gdy podążał z partnerką na parkiet, odezwał się do niej ściszonym głosem:
— Mam wrażenie, jakbym miał ujrzeć za chwilę na tarasie Odyseusza i Hektora, którzy rozmawiają ze sobą o tym, że wojny nie będzie.