- Tak naprawdę nie mam pojęcia, jak ono działa. Nigdy jeszcze żadnego nie spotkałem. - Dlatego też bardzo chętnie wejdzie do środka i to sprawdzi. Pragnienia mogły być różne, ciekaw był jakie okaże się tym jego największym. Nie do końca wiedział, czego może się spodziewać, ale nie zmieniało to faktu, że chętnie to sprawdzi. W końcu, co złego mogło się stać? Nic. Najwyżej Ula zobaczy jakąś głupotę.
Puścił Ulę przodem, żeby mogła pierwsza wejść do pomieszczenia. Widać było, że Sam nie zapomina o takich szczegółach, mimo tego, że raczej nie miał dobrych wzorców. W końcu jego ojciec nieszczególnie potrafił się zachować. On był inny, nie chciał skończyć jak Flynn, robił wszystko, żeby jego życie było zdecydowanie bardziej poukładane.
Stanął za Ulą i z ciekawością wpatrywał się w zwierciadło. On, w mieście ze złota, trafił do El Dorado. Jakież to było banalne. Miasto o którym pisała mu matka. Jego pragnienia z dzieciństwa nadal w nim tkwiły, jej opowieści wywarły na nim najwyraźniej ogromne wrażenie, skoro to nie zniknęło. Spodziewał się, że zobaczy coś innego.
Nie mówił nic o tym, co widzi w lustrze. Zrobiło to na nim wrażenie, bo nie spodziewał się, że tak tęskni za tymi listami od matki, których już nigdy nie dostanie. Zresztą trochę poczuł się tym zdołowany, bo nie robił nic w tym kierunku, aby znaleźć to miasto, którego ona szukała. Tkwił w Dolinie Godryka i grzebał w śmieciach, to znaczy tworzył wynalazki, nie był to specjalnie wymarzony los.
Przeniósł spojrzenie na Ulę, czy ona właśnie powiedziała, że widzi go w zwierciadle. Zamrugał. - Eeee. - Nie do końca wiedział, co ma powiedzieć. Niekoniecznie pewnie chciała się tym z nim podzielić, no ale powiedziała to, musiał jakoś zareagować. - Może oznaczać to, że chciałabyś, żebym był przy tobie, tylko nie do końca wiesz w jakiej roli? - Chyba tak, poczuł, że policzki go pieką, chyba sam uznał, że to brzmiało bardzo głupio.