Może i nie powinna się z nim dzielić swoimi rozterkami. Miała jednak potrzebę się komuś wygadać, bo okropnie ją to męczyło. Nie chciała podążać utartymi schematami, robić coś wbrew sobie, znała Lou na tyle, że wiedziała, że nie będzie próbował wciskać jej kłamstwa. To, co powie, będzie faktycznie tym, co myśli o tej sytuacji, nie spróbuje jej uspokajać, nie będzie wmawiał, że histeryzuje. Przynajmniej tak zakładała, bo mogło przecież wyjść różnie, mógł specjalnie ją podpuszczać, chociaż ufała mu na tyle, że tych myśli bardzo szybko się wyzybyła.
- To brzmi jak sukces. - Chciałaby potrafić stwarzać taką aurę, miała wrażenie, że z racji na swój dosyć młody wiek często nie jest traktowana poważnie, strasznie jej to ciążyło. Nie chciała być odbierana w ten sposób. Niestety póki co nie miała za bardzo pola manewru, wierzyła jednak, że już niedługo się to zmieni, kiedy pokaże wszystkim niedowiarkom swoją siłę.
Obecność Lou ją uspokajała. Potrafił powiedzieć jej to, co chciała usłyszeć, może nie była to odpowiednia metoda na dłuższą metę, jednak najważniejsze, że teraz działała. Czuła się zaopiekowana, nie wyśmiał jej problemu, a dał wsparcie, którego potrzebowała. Potrafił ją sobie owinąć wokół palca, mogłaby spijać wszystkie słowa padające z jego ust i wpatrywać się w niego jak zaczarowana.
- Twoje wsparcie jest nieocenione. - Powiedziała cicho, kiedy poczuła jego palce na swojej skórze. Dbał o nią, to było niezaprzeczalne. Tylko nadal nie do końca wiedziała, jak wybrnąć z tej całej sytuacji, miała wrażenie, że tkwiła w klatce i nie było z niej wyjścia, czego by nie zrobiła to wyjdzie na tym niekorzystnie. Miała się męczyć całe życie, czy przeżyć skandal? To mogłoby zaszkodzić relacji ich rodzin, które przecież zawsze się przeplatały, nie chciałaby, żeby ten sojusz się zachwiał przez jej zachowanie. Nie tędy droga.
Uśmiechnęła się szeroko, wystraszenie się temperamentu brzmiało, jak coś, co wzbudzało w niej dumę. Wiedziała, że jest trudna do okiełznania, ma zawsze swoje zdanie i potrafi dostać to czego chce, choćby miała zmierzać do celu po trupach, czy jednak Rodolphus z tego powodu ją tak potraktował? Powątpiewała. Mimo wszystko, tych słów przyjemnie się słuchało.
- Mniejsza o to, właściwie to w liście wspomniałeś o tym, że potrzebujesz mojej pomocy. - Dopiła zawartość swojego kieliszka. Dość już rozczulania się nad jej smutnym losem. Nie znosiła się nad sobą pastwić.